czwartek, 30 maja 2024
Imieniny: PL: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama| CZ: Ferdinand
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: Muzyczna uczta z Sanah | 16.05.2022

Tylko niespełna rok czekaliśmy na trzeci studyjny album Sanah – dziewczyny, która wiele potrafi, o czym wiedzą już doskonale wszyscy kluczowi gracze na polskim rynku muzycznym. Nie ma co ukrywać, również „Uczta” naszpikowana jest przebojami.

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 45 s
Sanah nagrała przełomową płytę w swojej karierze. Fot. mat. prasowe

RECENZJE

SANAH – Uczta

Pomimo coraz wyższych cen energii nie warto rezygnować z ulubionych rytuałów, takich jak poranny i wieczorny prysznic. Chociażby dlatego, by móc swobodnie nucić w łazience piosenki z najnowszej płyty Sanah. Zuzanna Jurczak, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko wokalistki, na swoim trzecim albumie studyjnym pokazała pełnię swoich nietuzinkowych możliwości.

Album „Uczta” pokazuje, że w Polsce wciąż rodzą się nowe talenty, które, zamiast wysyłać na pożarcie lwom na Eurowizję i inne marnefestiwale, należy szlifować jak diament. Sanah należąca do generacji Dawida Podsiadło, mojego ulubionego artysty pop, podobnie jak Dawid nie lubi stać w szeregu. Na płytę „Uczta” zaprosiła specjalnych gości, bez których wprawdzie też dałaby radę, ale właśnie koncepcja oparta na duetach robi z tego wydawnictwa prawdziwą perełkę. Kiedy szybkim wzrokiem po raz pierwszy sprawdziłem, kto też taki skorzystał z zaproszenia, i zobaczyłem takie nazwiska, jak Grzegorz Turnau, Artur Rojek, Ania Dąbrowska czy Dawid Podsiadło, wiedziałem, że czeka mnie prawdziwa uczta muzyczna.

Zanim zanurzę się w muzycznym kalejdoskopie piękna, bólu i przebaczenia, warto nadmienić, że również oprawa graficzna płyty robi fenomenalne wrażenie. Każda strona bookletu to prywatna uczta, spotkanie przyjaciół przy jednym stole. Stonowane, jak gdyby wyblakłe kolory zachęcają do zapoznania się z muzyczną zawartością. Przyznam się, że już bardzo długo żadna płyta nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wizualnego wrażenia, jak właśnie „Uczta”. Do perfekcji Sanah dopieściła też wszystkich dziesięć utworów zawartych na płycie. To światowa produkcja w nowoczesnej oprawie, zachowująca zarazem typowo słowiański charakter – poprzez sposób śpiewania, frazowanie, nacisk na jak największe wykorzystanie alikwotów.

Uwielbiam wokalistki, które nie boją się eksperymentować z barwą swojego głosu (dlatego kocham Sade i cenię bardzo Kayah). Sanah posiada bardzo specyficzną barwę głosu, taką lekko kokieteryjną, nasyconą jazzową zmysłowością. Potrafi wspiąć się na wysokie rejestry, ale też zaśpiewać z bluesowym wyczuciem, tak jak w przypadku znakomitego duetu z Grzegorzem Turnauem. Ukryty pod numerem trzecim duet z Grzegorzem Turnauem „Sen we śnie” jest jednym z trzech najpiękniejszych momentów „Uczty. „Gdybym ziarnka, choć nie wszystkie, mocnym zawrzeć mógł uściskiem, Boże, gdybym z grzmiącej fali, jedno choć ocalił, ja we łzach, ja tonę we łzach” – śpiewają wspólnie w refrenie Turnau i Sanah. Intymny duet mistrza pięknych metafor, krakowianina bardziej krakowskiego od smoka wawelskiego, z eteryczną Sanah wchodzi do głowy od razu. Mamy przebój, drodzy Państwo i to nie byle jaki, bo genialny. Oba głosy zaczynają solo, by następnie spotkać się w połowie drogi do wspólnego celu, jakim jest miłość.

Na tym albumie zresztą nie znajdziemy wytchnienia od miłości. Po wyciszeniu duetu z panem Grzegorzem następuje kolejny mocny punkt albumu, „Tęsknię sobie” z gościnnym udziałem Artura Rojka. Zastrzegam, to na tyle smutna piosenka, że potrafi zdołować nawet największego cynika. „Wiem, beze mnie tobie będzie dużo lżej, to już wiem, to już wiem o tobie, głucha cisza gdy jesteś daleko hen, to nie sen, tylko tęsknię sobie” – ot, rozstanie w wersji Sanah i Rojka, zagrane i zaśpiewane z mistrzowskim wyczuciem chwili. Rojek śpiewa trochę inaczej, niż na swoich albumach solowych i zupełnie inaczej niż w czasach Myslovitz. Bez szaleństwa w głosie, dostosowując się do kameralnego śpiewu Sanah. Drodzy Państwo, mamy drugi duży przebój. A na tym nie koniec szału związanego z tym, co udało się zmajstrować tej 24-letniej dziewczynie na całym albumie.

Mamy bowiem też duet z Dawidem Podsiadło „Ostatnia nadzieja” utrzymany w frywolnej, nieco country stylistyce, spowitej kłębem elektronicznego dymu. To zupełnie inna koncepcja hitu, niż we wspomnianych wcześniej intymnych duetach z Turnauem i Rojkiem, ale równie efektowna.

Miejscami jest bardzo podniośle, jak w przypadku duetu z Igorem Herbutem „Mamo tyś płakała”. Główny motyw piosenki został zaczerpnięty z „Prząśniczki” Stanisława Moniuszki i tym razem zwłaszcza obecność Igora Herbuta sprawia, że ponownie ciarki przechodzą po plecach, kiedy słucha się tej majestatycznej wokalnej wymiany ciosów. Im bliżej końca albumu, tym bardziej nowocześnie, elektronicznie brzmi nie tylko Sanah, ale też zaproszeni goście. „Eldorado” to sympatyczna popowa jazda z warszawskim przekazem. „Wszyscy złotą autostradą, chcą do Eldorado, a w tobie ma Warszawo mój dom” – śpiewa Sanah wspólnie z Darią Zawiałow. To tylko przymiarka do luzackiego utworu „Audi”, w którym wsparcia udzieliły Sanah hiphopowe chłopaki z Mięthy, czyli AWGS i Skip. Jest trochę o samochodach, o ulicznym stylu życia, w warstwie muzycznej zaś chyba najbardziej nowocześnie. W podobnym wyluzowanym stylu utrzymany jest również finał „Uczty”, na który złożył się duet z Vito Bambino – pochodzącym z Katowic piosenkarzem i aktorem mieszkającym na co dzień w Niemczech. Otrzymujemy soczyste bity skrojone idealnie na potrzeby nieco agresywnej warstwy lirycznej. „A gdybym miała poker face, patrząc na ten hejt, gdybym czytała bzdur stek, jakby to nie był fejk, gdybym brała na serio, każde wypociny, oj, oj... dostałabym oscara”.

Właśnie tak zaskakująco nieromantycznie kończy się ta wyjątkowa, przesycona intymnością płyta. Dzięki, Sanah. 

Janusz Bittmar


Może Cię zainteresować.