poniedziałek, 15 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Adolfiny, Odetty, Wacława| CZ: Anastázie
Glos Live
/
Nahoru

Pociąg do wina. Winiarze i samorządowcy chcą przywrócić tradycje winiarskie na Śląsku Cieszyńskim  | 14.10.2023

10 wagonów, dwie lokomotywy, 280 metrów długości i 250 kilometrów trasy. Prawdopodobnie najdłuższy na świecie „Pociąg do wina” wyruszył w pierwszą sobotę października z dworca w Czeskim Cieszynie do Valtic. W drugiej odsłonie tego wydarzenia, organizowanego przez Stowarzyszenie „Cieszyński Szlak Rowerowy”, „Śląskie Stowarzyszenie Kolejowe” oraz Euroregion Śląsk Cieszyński – wzięło udział prawie 800 osób. Całemu przedsięwzięciu patronuje idea przywrócenia tradycji winiarskich nad Olzą. 

Ten tekst przeczytasz za 8 min. 60 s
Podczas podróży pasażerowie umilali sobie czas nie tylko śpiewem, ale i tańcami. Fot. SZYMON BRANDYS

Wśród pasażerów niezwykłego pociągu znaleźli się m.in. członkowie Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka, samorządowcy i wszyscy, którzy postanowili spędzić sobotę na winobraniu w Valticach. Atrakcją samą w sobie była już jednak podróż – podczas przejazdu można było zamawiać różne przekąski serwowane przez konduktorów ze „Śląskiego Stowarzyszenia Kolejowego”. W wagonach za sprawą muzykantów z regionu brzmiały popularne czeskie, śląskie, morawskie, słowackie, polskie czy góralskie piosenki biesiadne i ludowe. 

– Szukaliśmy nie tylko najciekawszego punktu na mapie Południowych Moraw, ale też planowaliśmy podróż pod względem logistycznym tak, aby można było objechać w dwie strony w jeden dzień – wyjaśniał Marcin Lipski, prezes Stowarzyszenia Cieszyński Szlak Wina. Organizatorzy chcieli, oprócz zabawy i degustacji, dać uczestnikom możliwość poznania kultury regionu. – Chcemy, żeby taka podróż była kształcąca, tzn. aby każdy mógł czerpać inspiracje w zakresie enoturystyki – dodał Lipski, który sam, jako winiarz, uczy się od południowomorawskich mistrzów rzemiosła i założył winnicę przy pałacu w Kończycach Wielkich. 

Marcin Lipski, prezes Stowarzyszenia „Cieszyński Szlak Wina”, winiarz i pomysłodawca sobotniego wyjazdu. Fot. Szymon Brandys


O enoturystyce wspominał w pociągu także Bogdan Kasperek, dyrektor Euroregionu Śląsk Cieszyński.
– Tutaj ważne jest odbudowywanie winiarskich tradycji w naszym regionie sięgających jeszcze czasów Przemysława I Noszaka, który zakładał cieszyńskie winogrady, uprawiając szczepy sprowadzone z Pragi – mówił Kasperek. Zwrócił też uwagę na fakt, że winiarze w naszym regionie mogą znacząco wzbogacić jego ofertę turystyczną. Jak z kolei uzupełnił Lipski, dzięki enoturystyce na Śląsk Cieszyński dotrą turyści, którzy do tej pory nie odwiedzali tego miejsca. – To segment turysty bardzo wymagającego, interesującego się lokalnością, nie tylko winem i kuchnią – dodał. 
Sam „Cieszyński Szlak Wina” skupia obecnie siedem winnic z szerszego regionu: z Gołkowic, Kaczyc, Kończyc Wielkich, Wiślicy, z Piotrowic k. Karwiny, a nawet z Żywiecczyzny. Stowarzyszenie zostało założone w 2021 roku.

Stacja marzenie: Cieszyński Winograd 

Działaniom winiarzy, euroregionu oraz Miasta Cieszyn towarzyszy idea stworzenia Cieszyńskiego Winogradu. Chodzi o pomysł Marcina Lipskiego, który zakłada stworzenie parku nawiązującego do tradycji winiarskich Cieszyna w miejscu historycznej winnicy założonej przez księcia Noszaka w latach 60. XIV wieku na stokach pod dzisiejszym Osiedlem Liburnia. Jego projekt został już opracowany przez studentów architektury Akademii Śląskiej.

– Oprócz tego, że mamy w mieście browar, to będziemy jeszcze mieli miejskie winnice – mówiła w rozmowie z „Głosem” burmistrz Gabriela Staszkiewicz. Podobne winnice istnieją już np. w Jaśle. Winogradem do dziś jeszcze określana jest jedna z cieszyńskich dzielnic, której część zajmuje cmentarz żydowski. Historia cieszyńskiego winiarstwa wiąże się z okresem panowania czeskiego króla Karola IV, który był wielkim miłośnikiem win. Kres produkcji cieszyńskich win przyniosło XVIII-wieczne ochłodzenie klimatu, które spowodowało, że stały się one kwaśne w smaku, a poza tym niszczyło uprawy. Dlatego też Habsburgowie zaczęli sprowadzać trunki z Moraw i Węgier. Od 25 lat w Polsce dochodzi jednak do rozwoju winiarstwa.

– Macie tutaj wszystko, co w życiu najważniejsze – mówiła ze sceny do mieszkańców Valtic
burmistrz Cieszyna Gabriela Staszkiewicz. Fot. Szymon Brandys


– Śląsk Cieszyński, dzięki Bramie Morawskiej, znajduje się w tej uprzywilejowanej części, gdzie klimat jest łagodniejszy, a dni wegetacyjnych jest stosunkowo dużo – wyjaśniał Lipski, nie kryjąc radości ze zmiany mentalności Polaków, którzy coraz częściej ośmielają się kosztować wina z polskich winnic. 


Morawskie inspiracje
Najmocniejsze jednak inspiracje płyną z Południowych Moraw. Niecodzienni goście na rynku w Valticach wywołali niemałe zainteresowanie. Organizatorzy „Pociągu do wina” wraz z tzw. szwejkologami i samorządowcami mieli również swoje pięć minut na scenie miejskich uroczystości. – Macie tutaj wszystko, co w życiu najważniejsze, czyli humor, piękne miasto i dużo wina, które zbliża do siebie ludzi. Chcielibyśmy, żebyście nam powiedzieli, jak to robić – zwróciła się do mieszkańców Valtic Staszkiewicz. 

Jak podkreślił miejscowy burmistrz Aleš Hofman, miasto pozytywnie zareagowało na prośbę winiarzy ze Śląska Cieszyńskiego o współpracę. – Osobiście zwróciłem się do naszych przedsiębiorców, aby pomogli w realizacji tego pomysłu i mam nadzieję, że po takim wstępie nasza współpraca będzie kontynuowana – powiedział „Głosowi”. 

Święto Wina w Valticach rozpoczęło się już w piątek, a sobotni korowód i historyczno-humorystyczną inaugurację imprezy przygotowali uczniowie 150-letniej Winiarskiej Szkoły Średniej. 

Ze sceny na valtickim rynku zabrzmiał także odczytany przez przedstawicieli Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka tekst uroczystego humorystycznego toastu napisany przez dziennikarza i miłośnika bohatera Haška Leszka Mazana.

– Poprzez picie wina oddajemy hołd pisarzowi. To właśnie on odkrył, że wypicie dwóch butelek wina dziennie stanowi świetną ochronę przed zapaleniem wyrostka robaczkowego – zabrzmiało ze sceny. Wśród akcentów regionalnych pojawił się strój cieszyński prezentowany przez Agnieszkę Pawlitko z Cieszyńskiego Ośrodka Kultury – Dom Narodowy. 

Do Valtic przyjechała też spora grupa członków Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka z całej Polski. Fot. SZB


Manewry szwejkowskie z winem
W sobotę w mieście można było ponadto spotkać cesarza Franciszka Józefa I, Szwejków w wielu odmianach oraz innych pasjonatów ubranych w przeróżne kombinacje mundurów austriackiego wojska. 

– W pociągu było bardzo sympatycznie i wesoło, śpiewaliśmy, graliśmy różne polskie i czeskie piosenki – mówiła przebrana za księżną Sisi Elżbieta Kudła z Kielc, która zainteresowała się szwejkową grupą w momencie, gdy po kilkunastu latach pracy w Czechach brakowało jej kontaktu z kulturą i językiem czeskim. Dzięki „Pociągowi do wina” członkowie Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka zorganizowali swoje 21. Morawskie Jesienne Manewry Szwejkowskie. Do Valtic zjechały regimenty ze Starachowic, Przemyśla, Kielc, Cieszyna, Gliwic, a nawet Gdańska. – Już rok temu podczas naszych manewrów w Cieszynie zaplanowaliśmy, że pojedziemy na Morawy – wyjaśniał feldmarszałek Zbigniew Różycki, prezes stowarzyszenia, które na co dzień prowadzi działalność edukacyjną i charytatywną. Jedną z form tej ostatniej jest funkcja społecznego opiekuna zabytków w Twierdzy Przemyśl. Jak dodał Różycki sama rekrutacja do stowarzyszenia nie jest procesem łatwym. – Okres oczekiwania na przyjęcie to osiem lat, trzeba przeczytać i zrozumieć „Dobrego Wojaka Szwejka”, a sam kandydat musi być człowiekiem wesołym i przejść odpowiedni sprawdzian z zachowania – mówił w rozmowie z „Głosem”. Istnieją jednak wyjątki od tej reguły i przyjęcia w trybie nadzwyczajnym, kiedy w jakiejś wyjątkowej sytuacji zostaje się „pierdołą”, czyli szeregowcem. Każdy, kto przyjeżdża na letnie i jesienne manewry grupy automatycznie otrzymuje natomiast tytuł „wice pierdoły” uprawniający do rozpoczęcia starań o dołączenie do grupy. Morawskim Manewrom przyświecały dwie rocznice – 100 lat od śmierci Jaroslava Haška i jego 140. urodziny.

Organizatorzy „Pociągu do wina” zapowiadają już kolejne edycje. – Musimy najpierw rozliczyć i podsumować tegoroczny wyjazd, a potem zastanowimy się, jaki cel podróży wybierzemy w przyszłym roku – powiedział Marcin Lipski. Jak stwierdził jeden z maszynistów a zarazem prezes „Śląskiego Stowarzyszenia Kolejowego” Ladislav Antalec, „dobrych ludzi łączy nie tylko wino, ale i pociągi”. Zeszłoroczną liczbę trzech wagonów teraz trzeba było zwiększyć do dziesięciu. I tylko kierowcy czekający w korku w Valticach na otwarcie przejazdu kolejowego wykazywali mniejszy entuzjazm. Wracający do Czeskiego Cieszyna skład nie mieścił się bowiem na niewielkim morawskim przystanku, zabierał więc pasażerów na trzy razy, blokując przejazd samochodów. 

 
GALERIE pociag do wina
 



Może Cię zainteresować.