wtorek, 28 maja 2024
Imieniny: PL: Augustyna, Ingi, Jaromira| CZ: Vilém
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teskty i Kon-teksty Łęckiego: No, sztuka | 10.04.2024

Pod koniec marca miałem okazję zobaczyć wystawy dwóch uznanych twórców – z których jeden, Vassilij Kandinsky, jest już zresztą klasykiem (w Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen). Tym drugim był Tony Cragg (w Kunstmuseum Düesseldorf). Pozostaję pod wrażeniem niezwykłej wyobraźni jednego i drugiego.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Prace Vassilija Kandinsky’ego można oglądać w Kunstsammlung Nordrhein. Fot. ARC

Nabyłem nawet reprodukcję jednego z obrazów Kandinsky’ego zatytułowanego „Prosta droga”. Na pewno nie należy on do najbardziej znanych dzieł Mistrza, tę kwestię pozostawiam zresztą krytykom i historykom sztuki. Niemniej właśnie w przywystawowym sklepiku przykuł uwagę niemal jednocześnie mnie i mojej żony – Gabrysi.

I

Właśnie – przykuł uwagę. W sklepiku. Bo chyba nie był wystawiony. No cóż, jako „gombrowiczolog” nie mogłem nie mieć w pamięci „lekcji Gombrowicza” – „Jeżeli to są arcydzieła, które takim mają wypełniać nas zachwytem – dlaczegóż uczucie nasze jest trwożne, niepewne i błądzi po omacku? Zanim padniemy na kolana przed arcydziełem, zastanawiamy się, czy to aby arcydzieło, pytamy nieśmiało, czy powinno nas oszałamiać, informujemy się skrzętnie czy wolno nam doświadczać owych niebiańskich rozkoszy – po czym dopiero oddajemy się zachwytowi. Jak pogodzić tę piorunującą rzekomo moc sztuki, tak nieodpartą, spontaniczną, oczywistą, z chwiejnością naszej reakcji? I na każdym kroku zabawne gaffy, okropne wpadunki, fatalne pomyłki demaskują całą fałszywość naszego języka. Fakty policzkują co chwila nasze kłamstwo. Dlaczego ten oryginał wart jest 10 milionów, a ta jego kopia (choć tak doskonała, że dostarcza tych samych absolutnie wrażeń artystycznych) warta jedynie 10 tysięcy? Dlaczego przed oryginałem zbiera się nabożny tłum, a kopii nikt nie podziwia? Tamten obraz dostarczał niebiańskich wzruszeń póki był uważany za »dzieło Leonarda«, ale dziś nikt nań nie spojrzy, ponieważ analiza farb wykazała, że to dzieło ucznia. Te plecy Gauguina są majstersztykiem, ale żeby ocenić ów majstersztyk trzeba znać technikę, mieć w głowie całą historię malarstwa oraz smak wyspecjalizowany – jakim prawem tedy podziwiają go ci, którym brak przygotowania? Otóż (tak mówiłem do mego towarzysza po opuszczeniu muzeum) gdybyśmy, zamiast analizować farby, poddali ściślejszemu, doświadczalnemu badaniu reakcje widza, wywabilibyśmy na powierzchnię bezmiar fałszerstw od którego wszystkie Partenony zawaliłyby się z trzaskiem i spłonęłaby ze wstydu Sykstyna” (Witold Gombrowicz, „Dziennik 1953-1956”).

II

Ale kłopoty ze sztuką nie dotykają tylko kwestii estetycznych i konformizmu. Przypomniałem sobie, że już w XXI wieku absolwentka ASP Dorota Nieznalska została skazana przez sąd za obrazę uczuć religijnych. Karą nie był oczywiście stos, ani kazamaty, ale wydawanie posiłków potrzebującym. O co chodziło? Ano o tzw. instalację zatytułowaną „Pasja”. Przedstawia ona metalowy krzyż z przymocowanym zdjęciem męskich genitaliów, obok wyświetla się film pokazujący mężczyznę ćwiczącego na siłowni. Trzeba przyznać, że tylko niektórzy komentatorzy bronili samego dzieła. Choć pisano, że „(s)ąd nie wziął pod uwagę, że Nieznalska nie chciała obrazić uczuć religijnych, ale skrytykować styl życia współczesnego mężczyzny”. Jej praca zatem ma charakter groteskowy, jest karykaturą, nie bluźnierstwem. Krzyż, penis, siłownia... I krytyka stylu życia współczesnego mężczyzny... Inne rezultaty artystycznych poszukiwań Nieznalskiej to np. zdjęcia nagiego mężczyzny z pejczem, spogląda na niego uległa suka. Według Nieznalskiej, była to zapewne krytyka czegoś tam, czegoś ważnego, co niewątpliwie krytyki się domaga, czegoś, wreszcie obojętnie czego, czegoś, co właśnie przyjdzie jej do głowy, jak zapytają; byle było niebanalne i efektowne – może krytyka eksterminacji hipopotamów, z których skóry robi się pejcze? Na innym zdjęciu nagi mężczyzna pokazuje „gdzie się zgina dziób pingwina”. Ale i ci którzy „Pasję” Nieznalskiej oceniali nisko – broniąc jednocześnie artystki i jej prawa do wolności artystycznej – bywali w sposobie formułowania swych ocen kuriozalni. Weźmy choćby bełkot, który wydobył z siebie wówczas publicysta „Polityki”, który przedstawiał „Pasję” jako – cytuję –„pracę niespecjalnie oryginalną, w pewnych elementach wtórną, o umiarkowanych walorach estetycznych czy ideowych”. Oryginalność, estetyka, idee... No cóż, wszak nadal – przypominam to także sam sobie, bo aż mi się nie chce wierzyć – mówimy o krzyżu, ozdobionym przez artystkę penisem. Tak czy owak dość powszechnie broniono prawa artystki do poszukiwań i właśnie prawo do poszukiwań, obok wolności twórczej, stanowiło wytrych w sprawie Nieznalskiej. Obrońcy powoływali się tu na trybunał w Strasburgu, że w sztuce bluźnierstwo jest dopuszczalne. Doprawdy? Są wszak świeckie świętości, których tykać nie wolno. Kiedyś artyści płacili za swój nonkonformizm, dziś chcą być za swój nonkonformizm opłacani. Kiedyś nonkonformizm artystów spotykał się i ścierał z naturalnym i zdrowym konserwatyzmem otoczenia i instytucji społecznych. Dziś same instytucje stają się siedliskiem nonkonformizmu. Jest się nonkonformistą nie przeciw Akademii, ale nonkonformistą z Akademii. Każe się nam wszystkim być zakładnikami fałszywego schematu myślenia. Oto kiedyś społeczeństwo nie doceniło nowoczesnej sztuki, która potem okazała się czymś artystycznie wartościowym. I z tego miałoby niby wynikać, że jeżeli społeczeństwo nie doceni dzisiaj jakichś wytworów przedstawianych jako artystyczne, to potem taka odrzucona sztuka musi, powtarzam, musi okazać się wartościowa. A to przecież oczywisty absurd.

III

„Pasja” Doroty Nieznalskiej została sprzedana za 424 800 zł. To rekord na aukcji „Nowe pokolenie po 1989”, która odbyła się 14 listopada 2019 w DESA Unicum w Warszawie. Robert Harris w jednej ze swych powieści zapisuje reakcję policjanta, który w ramach służbowych obowiązków lustruje dom człowieka, którego stać na kupowanie dzieł sztuki współczesnej: „Leclerc nie mógł się zorientować, czy dzieło jest skończone, czy nie. Robiło pewne wrażenie, ale sam nie chciałby mieć czegoś takiego w domu. (...) Jego żona uznałaby to za odrażające” (Robert Harris, „Instynkt strachu”, s. 47-48). Kto powiesił sobie w mieszkaniu „Pasję” Doroty Nieznalskiej? A jeśli tak, to w którym pokoju? A może w przedpokoju, sypialni czy toalecie? Nie, tak naprawdę nie jestem tego ciekawy. W naszym mieszkaniu, w salonie, zawisła reprodukcja „Prostej drogi” Kandinsky’ego.
Krzysztof Łęcki





Może Cię zainteresować.