sobota, 25 marca 2023
Imieniny: PL: Bolka, Cezaryny, Marioli| CZ: Marian
Glos Live
GAZETA POLAKÓW W REPUBLICE CZESKIEJ
Ukazuje się od 1945 roku
Nahoru

Z owcami do UNESCO? Na razie na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego  | 24.11.2022

Decyzją ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego zostało wpisane bacowanie – praktyka kulturowego wypasu owiec w polskich Karpatach. Rozmawiamy z jednym z wnioskodawców, Józefem Michałkiem, bacą i prezesem Oddziału Górali Śląskich w Istebnej Związku Podhalan. Jego zdaniem, ten wpis to już tylko krok do UNESCO. 

Fot. ARC/UM Wisła

 
„Mam nadzieję, że wpis przyczyni się do promocji niematerialnego dziedzictwa kulturowego oraz zwiększenia świadomości ogółu społeczeństwa wagi tradycji i przekazu międzypokoleniowego” – czytamy w liście szefa resortu do Związku Podhalan. Na Krajowej Liście znajduje się obecnie 50 wpisów. Bacowanie dołączyło m.in. do rusznikarstwa artystycznego i historycznego (wyroby według tradycyjnej szkoły cieszyńskiej), szopkarstwa krakowskiego, żywiecko-suskiego zabawkarstwa, gajd, barbórki czy języka esperanto. 


Czego dokładnie dotyczył złożony przez was wniosek?
– Nazwaliśmy go ostatecznie bacowaniem. Pod tym pojęciem rozumiemy przede wszystkim wspólnotowy wypas owiec. Sałasze zawsze się różniły od hodowli. Hodowca ma swoje owce, nimi się zajmuje i swoich owiec pilnuje. Natomiast w przypadku wypasu wspólnotowego mieliśmy sałaszników, całą ich społeczność, gazdów, mieszanie owiec itd. 

No i baca nie pasie swoich owiec na miejscu, we wsi...
– Tak, to drugi warunek, bowiem bacowanie to wypas, w którym – mówiąc w skrócie – opuszcza się wieś. Sałasz był zawsze poza wsią: na halach, polanach. Brało się owce od gazdów i wychodziło poza wieś. Dziś nazywamy to redykiem.

To ile w sumie trzeba spełnić tych warunków, żeby móc mówić o bacowaniu?
– Pięć. Ten trzeci to wypas na terenach, które nie należą bezpośrednio do bacy. Często ludzie sobie myślą, że baca jest taki bogaty, bo wypasa tysiąc owiec, pewnie wszystkie jego i pewnie tyle ma pola. A tu się okazuje, że baca musi się dogadać z innymi właścicielami, dokąd on z tymi owcami pójdzie, no i żeby go tam nie przegonili... 

To teraz jesteśmy przy czwartym...
– Tak, zapisaliśmy go we wniosku jako użytkowanie mleczne. No niestety nie wszystkim się chce, ale bacowania bez wyrobu serów nie ma. U nas kiedyś te sery były podstawą pożywienia, bo w górach się zboże nie rodziło i trzeba było mieć tę bryndzę i robić bunc. 
I to wszystko łączy się z piątym warunkiem, czyli podtrzymywaniem tradycji. Chodzi o to, że ci bacowie są chętni, żeby zorganizować to mieszanie owiec czy redyk, spotkać się na rozpoczęciu wypasu, nawiązywać do stroju góralskiego, a nie być anonimowym człowiekiem nie wiadomo skąd. Nasz wniosek definiował w skrócie to bacowanie poprzez wymienione pięć punktów. To kilkudziesięciostronicowy dokument, w którym piszemy też o tym, jak chcemy np. chronić poszczególne elementy kultury. Cieszę się, że udało się objąć bacowaniem teren od Śląska Cieszyńskiego aż po Bieszczady. 

Co taki wpis na Krajową Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego daje?
– Jest to oczywiście kwestia pewnego prestiżu dla tego zajęcia. Dzięki temu zyskujemy też promocję. Jako bacowie sprzedajemy też swoje sery, chcemy zatem, żeby wyraźnie inaczej nas traktowano niż sprzedawców serów na straganie. Wiadomo, że na straganie nie ma serów owczych, tutaj się nie czarujmy. Wszyscy mówią, że wszędzie kupimy oscypki, ale to nie są prawdziwe oscypki. Będziemy się mogli teraz odpowiednio promować poprzez ten znak. On też będzie uzasadniał wyższą cenę takiego sera od prawdziwego bacy. Oczywiście my nie mamy nic przeciwko handlowi na Krupówkach czy innych miejscach, ale niech nikt potem nie mówi, że kupił ser od bacy. Dzięki wpisowi będziemy mogli bardziej uregulować tę kwestię. 

To teraz już tylko krok do UNESCO?
– W ocenie komisyjnej naszego wniosku otrzymałem informację, że to właściwie gotowy dokument do tego, by starać się właśnie o wpis na listę UNESCO i możliwe, że za trzy lata będziemy mieć pierwsze UNESCO w naszym regionie. Nie chcę zapeszyć, ale to byłby wielki zaszczyt. Pojawi się wtedy znów pytanie „co nam to daje”? I można by odpowiedzieć, że w gruncie rzeczy nic. Ale jednak człowiek chce pokazać, że nasza kultura szałaśnicza jest ważna i ciekawa. I może  u nas znajdą się kolejni bacowie – nie tylko Piotr Kohut z Koniakowa czy Janek ze Złotego Gronia w Istebnej. Mogliby się znaleźć bacowie w Brennej czy Wiśle – są tam warunki. W tym momencie zainteresowanie użytkowaniem w górach nie jest duże, mamy więc pełne pole do popisu dla sałaszowania. W sumie na całym terenie Karpat mówimy o około 80 osobach. Bacowie są w Małopolsce, na Żywiecczyźnie, w Gorcach, Spiszu, Pieninach, Jaworkach, w Beskidzie Niskim i Bieszczadach. 

Rozmawiał: Szymon Brandys





Może Cię zainteresować.