_-_transp.png)
Uśmiech na mojej twarzy wywołał powyborczy rysunek satyryczny znanego czeskiego karykaturzysty Miroslava Kemela. Przedstawia on przepełniony śmietnik, z którego wylatują upchnięte tam sierpy i młoty.
Historyczna porażka partii komunistycznej w wyborach jest dla mnie symbolem, że era wpływów tej partii na losy państwa nareszcie się skończyła. Ale cieszę się w sposób umiarkowany, ponieważ zdaję sobie sprawę, że niektórzy byli komuniści przebrali się w dresy innych drużyn, a część ich ideologii przystosowały do swoich potrzeb inne ugrupowania.
Dla niektórych komuniści w parlamencie po 1989 roku nie stanowili problemu, o ile mandaty uzyskali w demokratycznych wyborach. Jakby nie pamiętali, że niejedne wolne wybory były początkiem późniejszego sukcesu partii totalitarnych.
Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (NSDAP) w demokratycznych wyborach w 1932 roku osiągnęła 37-procentowe poparcie wyborców i stała się najliczniejszą w Reichstagu. Wszyscy wiemy, jakie to miało później tragiczne konsekwencje.
Komunistyczna Partia Czechosłowacji wygrała w 1946 roku pierwsze po wojnie i na długie lata ostatnie demokratyczne wybory w tym państwie. Głosowało na nią 31 proc. wyborców (w tym liczący na ochronę swoich praw narodowościowych liczni Polacy z Zaolzia), zdobyła najwięcej mandatów. Kiedy po puczu w 1948 roku komuniści przejęli władzę, przez następnych 40 lat wolnych wyborów nie było.
Podobne historie mogą się powtórzyć. Dla mnie niepokojący jest chociażby wynik wyborczy SPD Tomia Okamury, który w niektórych gminach naszego regionu przekroczył 18 proc. Każda partia, która buduje swój program na strachu i stara się odizolować swój kraj od innych, rzekomo go chroniąc, z reguły w dalszym kroku posuwa się do ograniczania wolności własnych obywateli.
Komuniści wypadli z Izby Poselskiej, ale to nie oznacza, że możemy przestać być czujni.