Zdaniem Danuty Chlup: „Wojna gdzieś daleko, ale jej konsekwencje bardzo blisko” | 03.03.2026
Sytuacja
po sobotnim ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran oraz odwetowych
atakach Iranu na amerykańskie bazy wojskowe w krajach Bliskiego Wschodu
skomplikowała podróże wielu Europejczykom. Ludzie utknęli na lotniskach w
różnych krajach azjatyckich, nawet tych niezwiązanych z konfliktem. Także wielu
młodych ludzi, dla których podróże po świecie wydają się dziś rzeczą łatwą,
musi zmierzyć się z faktem, że zdarzają się sytuacje kryzysowe, które ich
przerastają.
Ten tekst przeczytasz za 2 min.
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay
„Siedzimy
na lotnisku w Bangkoku. Wojna gdzieś daleko, ale jej konsekwencje bardzo blisko
– w naszych telefonach, w systemach rezerwacyjnych, w komunikatach linii
lotniczych. Loty anulowane. Przesiadki niepewne” – pisze na Facebooku Polka
wracająca z Tajlandii. Kobieta nie skarży się jednak na swoją sytuację, zwraca
uwagę na młodych ludzi podróżujących „na lekko”, bez rezerw finansowych
pozwalających im na kupowanie kolejnych biletów lotniczych za wygórowane ceny
bez jakiejkolwiek gwarancji, że także te loty nie zostaną odwołane.
„Widziałam
dziś młodych ludzi w histerii. Ataki paniki. Płacz. Drżące ręce przy próbie
płatności kartą, która odmawia autoryzacji. Telefony do rodziców. Cisza po
drugiej stronie. Bezradność” – Polka opisuje swe obserwacje. „Najbardziej
poruszyła mnie młoda dziewczyna, sama w podróży. Stała z boku, z plecakiem
większym od niej. Oczy pełne łez, kompletny paraliż decyzyjny. Nie wiedziała,
co robić, gdzie iść, z kim rozmawiać. Bała się. W kryzysie człowiek wraca do
podstawowych potrzeb: bezpieczeństwa i czyjejś obecności.”
Wyobrażam
sobie tę dziewczynę. Możliwe, że przed wyjazdem solo w dalekie kraje
przekonywała rodziców, że nie muszą się o nią bać – sama wszystko ogarnie, dogada
się po angielsku, znajdzie wszystko w komórce, czego się zatem obawiają? Pełny
luz! A teraz trzęsie się ze strachu i chciałaby, żeby rodzice zabrali ją z tego
obcego lotniska znajdującego się tysiące kilometrów od jej domu.
Podziwiam
odważnych młodych ludzi, którzy nie boją się zwiedzać świata na własną rękę, często
w pojedynkę. Cieszę się, że w dzisiejszych czasach mają takie możliwości. Ale i
oni, i my wszyscy powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że sytuacja na świecie niekorzystnie
się rozwija i kolejne państwa stają się niedostępne dla podróżnych.
O
wiele gorsze jest jednak to, że w tych krajach ogarniętych wojną cierpią i będą
cierpieli ich mieszkańcy.