wtorek, 28 maja 2024
Imieniny: PL: Augustyna, Ingi, Jaromira| CZ: Vilém
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: Pet Shop Boys - Hotspot [Recenzja] | 09.03.2020

Kiedy akceptujemy swój wiek, stajemy się pewni siebie. Legendarny brytyjski duet Pet Shop Boys jest bohaterem najnowszego wydania Pop Artu. 

Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Fot. ARC
 
Staruszkowie popu – brytyjski duet Pet Shop Boys – nawet w 39. sezonie potrafią pozytywnie zaskoczyć. Czternasta w dyskografii duetu płyta „Hotspot” została utrzymana w stylistyce klasycznego synth-popu, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Największą zaletą albumu jest poprawność stylistyczna. 

Pet Shop Boys nigdy zbytnio nie eksperymentowali w swojej twórczości i również „na starość” nie zamierzają zmieniać przyzwyczajeń. Jedynym, odbiegającym od przewidywalnej całości, utworem, jest ukryty pod numerem czwartym „Dreamland”, skomponowany we współpracy z młodą generacją poszukiwaczy syntezatorowego raju – formacją Years & Years. Hitowy potencjał „Dreamland” jest ogromny i dziwię się, że stacje radiowe rzadko grają go w swojej ramówce. Dziwię się tym bardziej w Czechach, gdzie większość prywatnych rozgłośni żeruje na nostalgii swoich słuchaczy, a przypomnę, że duet Pet Shop Boys był w czasach komuny jednym z najbardziej rozpoznawalnych zachodnioeuropejskich wykonawców. 

 
 

Album zbudowany jest na mocnych fundamentach. Praktycznie każdy z dziesięciu utworów zawartych na „Hotspot” nadaje się do nucenia pod prysznicem. „Will-o-the-wisp” to otwierający album taneczny drink na dzień dobry. Neil Tennant śpiewa jak za młodych lat, co zresztą nie jest zaskoczeniem, bo piosenki Pet Shop Boys od zawsze były utrzymane w bezpiecznych dla strun głosowych tonacjach. 42 minuty muzyki na „Hotspot” pokazują dobitnie, że 66-letni Tennant jest po prostu nie do zdarcia, podobnie jak młodszy o pięć lat klawiszowiec Chris Lowe. Powinni to docenić młodzi słuchacze, do których Pet Shop Boys próbują trafić na emeryturze, jak również rówieśnicy brytyjskiego duetu. Ta druga grupa odbiorców posiada jeden wielki atut – może porównywać stare z nowym, układać na nowo ulubioną playlistę Pet Shop Boys i… nie posiadać się z zachwytu, że nawet po tylu latach panowie pomysłami sypią jak z rękawa. 

 



Tylko 42 minuty muzyki sprawdzi się idealnie w podróży. „Happy People” wciąga syntezatorowym stukotem i fajnym, klimatycznym refrenem. Tennant w dramatycznych partiach bardziej deklamuje, niż śpiewa, szybko więc skupiamy się na drugim planie, a tam dzieje się naprawdę wiele ciekawego. Duet zawsze lubił pozytywnie „przynudzać” popowymi balladami i nie inaczej jest także na tym albumie. Nie zwlekając, panowie serwują nam miłosną piosenkę zaraz na drugim przystanku. „Jesteś tym jedynym” – śpiewa elegancko Tennant w „You Are The One”. Odnajdą się w niej wszyscy, bez względu na orientację seksualną i wiek. 

W warstwie tekstowej Pet Shop Boys raczej utrzymują kontakt z rzeczywistością. Poza pretensjonalnymi balladami, reszta kompozycji nastawiona jest na popularny ostatnio trend zwany „permanentnym zmartwieniem o losy świata”. Idealnymi przykładami niech będą „Hoping For A Miracle” czy wspomniany już wcześniej „Dreamland”. Przyzwyczajonym do „głaskania jeża” słuchaczom nowe, zadumane oblicze duetu może nieco przeszkadzać, ale faktem pozostaje, że na emeryturze nie wypada raczej śpiewać o różowych jednorożcach czy konikach na biegunach. 
 


 
Jestem pozytywnie zaskoczony, do słuchania „Hotspot” podchodziłem bowiem z lekką nutką niepewności. Obawiałem się klapy, jak w przypadku fatalnej ostatniej płyty Madonny, a doczekałem się miłej niespodzianki. Po udanych albumach „Electric” (2013) i „Super” (2016) duet Pet Shop Boys wcale nie zwolnił tempa. Wręcz przeciwnie. I będzie można się o tym przekonać na żywo 13 maja podczas koncertu Pet Shop Boys w praskim Forum Karlin. Europejska trasa duetu obejmująca przekrój całej twórczości zatytułowana została „Dreamworld”. 
 




Może Cię zainteresować.