środa, 22 maja 2024
Imieniny: PL: Emila, Neleny, Romy| CZ: Emil
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: Polscy twórcy na fali | 13.08.2020

Nie od dziś wiadomo, że bez dobrej obsady instruktorskiej nie ma dobrego obozu harcerskiego. O szczegółach w najnowszym wydaniu Pop Artu. 

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 30 s
Serial „W głębi lasu” napędzają przede wszystkim młodzi aktorzy. Na zdjęciu Wiktoria Filus w roli Laury Goldsztajn. Fot. mat. prasowe

RECENZJA

W GŁĘBI LASU

Niekoniecznie trzeba siedzieć w przymusowej domowej kwarantannie, żeby od czasu do czasu włączyć Netfliksa. Dla czystej przyjemności. Tak, ten popularny serwis streamingowy nie pierwszy raz pojawia się na łamach Pop Artu. Kiedy na spokojnie z pilotem w dłoni wyeliminujemy z listy filmów i seriali pierwszoplanowe gnioty, to wciąż pozostaje nam pokaźna porcja wartościowych produkcji. Z dumą chciałbym więc donieść, że drugą w historii Netfliksa polską produkcję – serial „W głębi lasu” – ogląda się z największą przyjemnością. Powstał majstersztyk, którego nie powstydziłby się team Ridley’a Scotta.

Za pierwszą polską jaskółkę wyprodukowaną w całości przez stację Netflix posłużył całkiem udany serial „1983” (2018), ale dopiero „W głębi lasu” na podstawie bestsellerowej powieści amerykańskiego pisarza Harlana Cobena zasługuje na miano pełnowartościowej polskojęzycznej produkcji z ogromnym potencjałem. W sześcioodcinkowym serialu zadebiutowało wielu młodych polskich aktorów, przed którymi bramy międzynarodowej kariery stoją teraz otworem.

W oryginale „The Woods”, w tłumaczeniu na polski „W głębi lasu” – to trzeba uwzględnić zaraz na początku grzebania w tegorocznej filmotece Netfliksa. A potem? Usiąść wygodnie w fotelu i zanurzyć się w tajemnicę pewnego lasu okalającego harcerski obóz w Kochanowie. Kto zasmakował już poetyki powieści Cobena, czy to na kartkach książek, czy na ekranie („The Stranger”, „Safe”), nie będzie zaskoczony dwutorową płaszczyzną czasową. Historia kryminalna opisana w serialu rozgrywa się bowiem zarówno w 1994 roku, jak też w 2019 roku. Coben, który ściśle współpracował z twórcami serialu podczas pisania scenariusza, historię rozgrywającą się pierwotnie w Stanach Zjednoczonych zgodził się przenieść w polskie realia, zachowując zarazem wszystkie kluczowe elementy zawarte na kartkach powieści. Mamy więc obowiązkowy wątek ksenofobiczny – w książce obiektem uprzedzeń stają się imigranci i hippisi, w polskim serialu Żydzi, temat nierówności społecznej i inne chwyty, dzięki którym Coben stał się jednym z najbardziej wziętych współczesnych powieściopisarzy.

Przejdźmy jednak na płaszczyznę wizualną, bo to, co powala na kolana podczas oglądania serialu, można zawrzeć w trzech słowach: polski znak jakości. W serialu genialnie oddano klimat połowy lat 90. ubiegłego wieku, ówczesne polskie realia, styl ubierania, ulubione zespoły muzyczne itp. Producenci odwalili kawał dobrej roboty, włącznie z wybraniem lokacji, w których nakręcono kluczowe sceny. Bez tej pedantycznej pracy „W głębi lasu” straciłoby wiele ze swoich walorów estetycznych, pozostając „tylko” rasowym thrillerem.

Reżyserii podjęli się Bartosz Konopka i Leszek Dawid, dwójka świetnych twórców lubiących przełamywać stereotypy. 47-letni Konopka w 2010 roku został nominowany do Oscara za krótkometrażowy film dokumentalny „Królik po berlińsku”, 49-letni Dawid odlicza zaś miesiące do premiery swojego „filmu życia” – „Broad Peak”, który na ekrany ma trafić w styczniu 2021. W serialu nakręconym z dużym rozmachem panowie mogli sobie pozwolić na wiele nietuzinkowych zabiegów, pozostali jednak wierni klasycznemu podejściu do rzemiosła. Na całe szczęście, bo nic nie irytuje mnie bardziej od rozedrganej ręki kamerzysty, który próbuje na siłę poprawić głuche miejsca w dialogach. Serial rozkręca się powoli, z zachowaniem reguł rządzących dobrym kryminałem. Najpierw trzeba się dobrze zaznajomić z poszczególnymi bohaterami, wyłonić potencjalnych podejrzanych, których następnie z precyzją Agathy Christie śledzimy do samego końca. W tym Harlan Coben i autorzy scenariusza, Agata Malesińska i Wojtek Miłoszewski, czują się jak ryba w wodzie.

W castingu wzięła podobno udział rekordowa liczba osób, zważywszy na polskie realia. Twórcy nie chcieli powierzać głównych ról aktorom z pierwszego szeregu, nastawiając się na twarze mniej znane, zaznaczone w większym stopniu aktorstwem z desek teatrów niż seriali i filmów. 52-letni Grzegorz Damięcki w rolę prokuratora Pawła Kopińskiego wcielił się idealnie, podobnie jak jego młodsze oblicze – Hubert Miłkowski. Zresztą młodzi aktorzy zawojowali cały serial. Świetna jest zwłaszcza Wiktoria Filus (Laura Goldsztajn), która zagrała zbuntowaną dziewczynę w sposób tak autentyczny, że miejscami miałem wrażenie, że lat Nirvany i Elektrycznych Gitar musiała zasmakować osobiście. W 1994 roku czwórka młodych ludzi weszła nocą do lasu. Drugiego dnia znaleziono dwa ciała, a o pozostałej parze zaginął słuch. Aż do 2019 roku… Nie będę zdradzał więcej szczegółów fabuły, sprawdźcie sami, w jakim kierunku potoczy się śledztwo prowadzone praktycznie na własną rękę przez głównego bohatera.

Sierpień to czas harcerskich obozów, ale jak widać nie na wszystkich bywało idyllicznie. Pamiętam, że w Pleśni koło Ustronia Morskiego przez bite trzy tygodnie z kranu ciekła tylko zimna jak Bałtyk woda. Ale to już temat na następny thriller.

Janusz Bittmar

Cała rubryka w ostatnim, piątkowym wydaniu gazety. 



Może Cię zainteresować.