wtorek, 28 maja 2024
Imieniny: PL: Augustyna, Ingi, Jaromira| CZ: Vilém
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: Recenzja debiutanckiej płyty Adama Bubíka | 03.01.2020

W ostatnim Pop Arcie Janusz Bittmar recenzuje debiutancki krążek Adama Bubíka z Czeskiego Cieszyna-Sibicy pt. „Czy to ja”. Premiera albumu odbyła się 24 listopada w czeskocieszyńskim klubie „Blady Świt”, a przy okazji promocji płyty młody artysta nastawił się również na polski rynek. 

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 30 s
Okładka płyty "Czy to ja". Fot. mat. pras.

 

O muzycznych fascynacjach Bubíka i okolicznościach, w jakich powstały piosenki zamieszczone na tym albumie, dowiedzieli się m.in. słuchacze Radia Opole. – Motywem do pisania własnej muzyki i tekstów były autentyczne zdarzenia i sytuacje z życia – powiedział Bubík, którego w Radiu Opole określali słowami „polski Czech”, ale poprawna wersja powinna brzmieć Polak z Zaolzia. Tajniki działania „polskiego czechofilstwa” pozostawiam niemniej socjologom. Pora przejść do muzyki, która broni się świetnie. 

W autorskich utworach Bubík płynie na fali pop rocka. Chociaż nie lubię szufladkowania i porównywania, to warto nadmienić, że swoje klimaty znajdą tu fani Andrzeja Piasecznego, a po części również Dawida Podsiadło czy brytyjskiej grupy Coldplay. Autorką oryginalnej okładki płyty wykonanej z myślą o ochronie środowiska naturalnego techniką „nowaste” jest żona artysty, Paulina Bubík-Szotkowska, a producentem muzycznym Mirosław Stępień, znany ze współpracy z Budką Suflera, De Mono czy Mieczysławem Szcześniakiem. Fachowe rady Mirosława Stępnia wyszły tej płycie na dobre. Jak na debiut, brzmienie całego albumu, a także dramaturgia są na wysokim poziomie. To samo dotyczy też warstwy wokalnej „Czy to ja”. Aż trudno uwierzyć słowom Adama Bubíka, że w dzieciństwie z powodu wstydu śpiewać nie chciał i podobno „w ogóle nie umiał”. 

 

 
Płyta rozpoczyna się od energicznego „smoothie” – rześkiego porannego pop rocka do śniadania dla dwóch osób. „Chcę otrzymać znak, który wskaże mi, gdzie są drzwi do szczęścia, wystarczy zrobić pstryk” – śpiewa Bubík w otwierającym krążek temacie „Mogę żyć”. Warto zaznaczyć, że tej muzy nie pokochają raczej instruktorzy jazdy. Kiedy bowiem po raz pierwszy słuchałem tego albumu w samochodzie, lewa ręka na kierownicy sama zaczynała tańczyć, a prawa dłoń rytmicznie stukać takty refrenu „Mogę żyć” na gałce skrzyni biegów. Łatwo wpada w ucho również ukryta pod numerem drugim piosenka „Bezsenność”, z fajną, klimatyczną gitarą i chórkami w tle. Pierwszy medal wręczam jednak za „Odkąd pamiętam”. Poddany modulacji głos Bubíka wprowadza słuchacza w świat po drugiej stronie poprockowego lustra. W rejony bardziej progresywne, nieprzewidywalne. „Odkąd pamiętam” pomimo kilku nietuzinkowych sztuczek wciąż pozostaje jednak przede wszystkim dobrą piosenką, która idealnie sprawdziłaby się na playliście radiowej Trójki. Z podobnymi ambicjami mruga do słuchaczy ósmy utwór na albumowej liście – „Wymiana dyskretna”, ciekawie zaaranżowany, z fajnym finałem zagranym na wiolonczeli. Duże wrażenie robi też „Powiedz mi”, dla mnie najlepszy utwór na tym albumie. Bubík, który otwarcie przyznaje się do swojej chrześcijańskiej wiary, w nienachalny sposób prowadzi intymny dialog z Panem Bogiem. Piosenka nie tylko świetnie zaśpiewana, ale również świetnie zagrana, z powolnym budowaniem napięcia. 
 
 

 

 

 

Dynamiczny kawałek „Racji gram” przypomina trochę dokonania Coldplay, Bubík nie jest jednak zakładnikiem Chrisa Martina, wręcz przeciwnie. Kto słyszał ostatnią, kiepską płytę Coldplay, „Everyday Life”, przyzna mi… rację. To kolejny znak jakości na debiucie, który wcale nie przypomina debiutu. Słycać, że trzy lata pracy nad albumem nie poszły na marne, a Bubík nie pozostawił nic przypadkowi, podobnie jak towarzysze broni w studio – Krystian Danel (gitary elektryczne i wiolonczela), Jonasz Stępień (gitara w utworze „Powiedz mi”) i Mirosław Stępień (produkcja muzyczna, miks i mastering). 
 
 

 
Album zamyka smutna, bardzo intymna piosenka „Gruby liść”. „To piosenka dla mnie bardzo ważna i też bardzo trudna. Śpiewam o wujku i też trochę dziadku, którzy w zeszłym roku zmarli. I szczególnie z wujkiem nie byłem pojednany – po prostu odszedł, zmarł i już go nie ma. To jest piosenka smutna, ale też piosenka nadziei... o tym, że kiedyś się spotkamy” – zdradził wokalista, który piękną balladę zaśpiewał z wrażliwością zarezerwowaną dla nielicznych. Do tej pory smutne piosenki potrafili genialnie zaśpiewać po polsku tylko czterej wokaliści: Przemysław Branny, Mieczysław Szcześniak, Stanisław Soyka i Artur Rojek.

 
Cały album dostępny jest w serwisie muzycznym Spotify.

 



Może Cię zainteresować.