wtorek, 21 maja 2024
Imieniny: PL: Jana, Moniki, Wiktora| CZ: Monika
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: ZEROZEROZERO | 07.04.2020

Włoski dziennikarz i pisarz Roberto Saviano o domowej kwarantannie mógłby opowiadać godzinami. Z powodu kary śmierci, jaką nałożyła na niego włoska mafia, jego życie od kilku lat wygląda tak samo, jak nasze w czasach koronawirusa. „ZeroZeroZero” to jego kolejny, głośny krzyk z ekranu. 

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 15 s
Bez firmy rodzeństwa Lynwood’ów system dystrybucji kokainy do Europy byłby kulawy. Kadr z serialu „ZeroZeroZero”. Fot. HBO

 

 

Narkotyki to, poza przemytem broni, najbardziej intratny biznes dla grup przestępczych działających pod różnymi nazwami na całym świecie. W ostatnich latach rozwiązał się worek z serialami o tematyce mafijnej i, co ciekawe, w tym wyścigu konkurencyjnych serwisów streamingowych nie ma jednoznacznego zwycięzcy. Włoska „Gomorra” emitowana przez HBO kontra amerykański „Narcos” w serwisie Netflix – dla mnie w tej walce zrodził się remis. To także dotyczy mniej znanych, ale równie świetnych produkcji ze świata narkotykowego biznesu – przytoczę chociażby amerykański „Ozark”, belgijsko-holenderski „Undercover” czy niemiecki „Skyline” (Netflix). Po prostu te tematy nigdy się nie znudzą, pokazują bowiem, jak perfidny, brutalny, ale też wyrafinowany może być świat, w którym liczą się brudne pieniądze z handlu ludzką słabością. Włoska superprodukcja „ZeroZeroZero” to najnowszy przyczynek do mafijnej rodziny, który znajdziemy w serwisie HBO, notabene udostępnionym obecnie w wielu kablówkach w okazyjnym darmowym pakiecie na czas kwarantanny. Nawet przez moment zastanawiałem się, czy aby tej promocji nie sponsoruje mafia kalabryjska Ndràngheta… 
 


Ośmioodcinkowy serial został stworzony w oparciu o książkę włoskiego dziennikarza i pisarza Roberta Saviano. Jego „Gomorra” najpierw w wersji książkowej, a następnie filmowej i serialowej tak mocno rozwścieczyła neapolitańską mafię, że Saviano do dziś mieszka w ukryciu, opłacając w dodatku prywatnych ochroniarzy dla własnego i rodziny bezpieczeństwa. I prowokuje dalej. Serial „ZeroZeroZero” został nakręcony z dużym rozmachem i z gwiazdorską obsadą. Za całokształt odpowiedzialny jest nie kto inny, jak nadworny współpracownik Saviano, reżyser Stefano Sollima. Podobnie jak w ostatnich sezonach „Gomorry”, również tym razem Sollima jest tylko jednym z kilku reżyserów odpowiedzialnych za wizerunkowy obraz serialu. Wspólna praca wymaga zaś wspólnego dialogu, który w „ZeroZeroZero” toczy się pomiędzy Sollimą oraz dwoma świetnie rokującymi reżyserami – Argentyńczykiem Pablo Trapero i Duńczykiem Jaunusem Metzem. Ten ostatni dał się poznać z rewelacyjnej strony w filmie „Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem”, nakręconym wprawdzie ze skromnym budżetem, ale w efektownym stylu, dalekim od typowych sportowo-biograficznych wyciskaczy łez. I stosując terminologię tenisową, zwłaszcza Metz podszedł do serialu bez zbędnych długich wymian z tyłu kortu. 

 


Jeśli do tej pory mafia kojarzyła wam się z dziadkami siedzącymi przy kominku z fajką w ustach, tak jak w „Ojcu chrzestnym”, to „ZeroZeroZero” na początku utwierdzi was w tym przekonaniu. Rychło okaże się jednak, że to tylko pozory. Z dziadków, którzy na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie niedołężnych, szybko stają się dziarscy Kozacy. I odwrotnie. Młode, ambitne wilki przekształcają się w ludzkie szczątki, niezdolne zapanować nad własnymi demonami. Znakomite naszkicowanie postaci to tylko jeden z wielu walorów tego serialu. Nie mniej istotnym elementem w układance jest sama historia rozgrywająca się na kilku kontynentach, połączona nietypową dla wcześniejszych dokonań Sollimy linią czasową. Przedstawiona w serialu chronologia akcji zmusza do pełnego skupienia, ale w zamian otrzymujemy coś, co można nazwać artystycznym katharsis. Akcja budowana na pozornie nielinearnym ciągu wydarzeń zazębia się zawsze w idealnym momencie, wywołując ciarki na plecach. 

Serial „ZeroZeroZero” pokazuje widzowi całą skomplikowaną logistykę, z jaką muszą się mierzyć handlarze narkotyków, żeby zamówiony towar, w tym przypadku kokainę, przetransportować z punktu A do punktu B, czyli do celu podróży. Przesyłka kokainy wartej 900 milionów euro rozpoczyna się w przesiąkniętym korupcją Meksyku, a trafić ma do Włoch, konkretnie w ręce mafii kalabryjskiej rządzonej przez Dona Damiano „Minu” – sędziwego dziadka ze „starej szkoły”. Czy faktycznie tak się stanie? O tym decydują pośrednicy – logistyczna rodzinna firma „made in USA” klanu Lynwood. Więcej nie będę zdradzał. Może dodam jeszcze, że duże wrażenie zrobiła na mnie sama obsada aktorska. Stefano Sollima, podobnie jak w przypadku „Gomorry”, miał szczęśliwą rękę w doborze aktorów. W „ZeroZeroZero” paradoksalnie nie brylują rodacy Sollimy. Fantastyczne kreacje stworzyli bowiem Gabriel Byrne, Andrea Riseborough i Dane DeHaan (ojciec i rodzeństwo Lynwood), a także Harold Torres w roli skorumpowanego komandosa meksykańskiego oddziału do walki z mafią narkotykową. 

Jest nadzieja granicząca z pewnością, że wkrótce doczekamy się drugiej serii. Poznałem to po błysku w oku Andrei Riseborough (Emma Lynwood) w finale ostatniego odcinka. Niewykluczone też, że w drugim sezonie mafijny biznes skupi się na dystrybucji maseczek ochronnych z Chin do Włoch. Zresztą, jak sugeruje Roberto Saviano, cytowany w tym tygodniu przez włoskich dziennikarzy, światowa pandemia koronawirusa otwiera przed włoską mafią kolejne możliwości. 

 



Może Cię zainteresować.