czwartek, 18 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy| CZ: Valérie
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: AWANTURA (BEEF) - recenzja | 24.04.2023

W żargonie nałogowych fanów seriali telewizyjnych określenie „binge watching” to w zasadzie komplement. A znaczy – ni mniej, ni więcej – kompulsywne oglądanie ulubionego serialu za jednym zamachem. Od pierwszego do ostatniego odcinka. Obraz „Awantura” to właśnie jedna z najnowszych ofiar owej manii. 

Ten tekst przeczytasz za 4 min. 60 s
Fot. mat. pras.

Przerost formy nad treścią bywa słabym punktem wielu seriali wyprodukowanych w ostatnich latach dla Netfliksa. Szefowie tego popularnego serwisu streamingowego, który w trakcie pandemicznego lockdownu uratował życie wielu widzom zamkniętym w czterech ścianach, wysyłają jednak w kierunku swoich abonentów coraz konstruktywniejsze sygnały. Plan biznesowy na najbliższe lata ma stawiać na jakość, a nie ilość. Jedną z pierwszych jaskółek tej chwalebnej zmiany nastawienia jest wyprodukowany przez niezależne studio A24 dziesięcioodcinkowy serial „Awantura” (w oryginale „Beef”). 

Za całość odpowiedzialni są Hikari i Jake Schreier – duet reżyserski, o którym w przyszłości z pewnością jeszcze wiele dobrego usłyszymy. Dla japońskiej reżyser Hikari, darzonej skądinąd wielką sympatią przez fanów niezależnego kina, to nie pierwszy kontakt z Netfliksem. Z dobrej strony dała się poznać m.in. w ciekawym serialowym thrillerze „Tokyo Vice”, sygnowanym przez Michaela Manna. Jej azjatyckie spojrzenie na świat w przypadku „Awantury” ma kluczowe znaczenie, główni bohaterowie serialu rozgrywającego się w Stanach Zjednoczonych to bowiem Koreańczyk i Chinka w średnim wieku. Wartka akcja zawarta w klamrach trzydziestominutowych odcinków wciąga na tyle, że serial mogę wam bez skrupułów polecić na długi, deszczowy weekend. 



„Awantura” sposobem narracji oraz akcentowaniem trudnych, socjologicznych tematów przypomina chwilami hit stacji HBO, serial „Biały Lotos”. Społeczno-satyryczna analiza codzienności szybko przybiera formę terapii dla widzów wchodzących w interakcję z bohaterami borykającymi się z podobnymi lękami, co oni. Oczywiście w tym serialu wszystko jest nieco przerysowane, przyspieszone, udziwnione, ale główne przesłanie pozostaje niezmienne we wszystkich dziesięciu odcinkach. I sprowadza się do wspólnego mianownika: żyć tak, żeby nie ranić drugich. O tym, że to niesamowicie trudna sztuka, przekonują się główni bohaterowie „Awantury” od pierwszych sekund. 

Dwoje sfrustrowanych życiem ludzi, każdy po innej (materialnej) stronie barykady, przypadkowo spotyka się na parkingu przed domem handlowym. Wystarczy jeden impuls, by wydarzenia w ich życiu potoczyły się tempem, na jaki ani jeden z nich nie był przygotowany. Danny (Steven Yeun) – Koreańczyk pracujący jako „złota rączka” na dorywczych zleceniach i Amy (Ali Wong) – Chinka należąca do amerykańskiej wyższej klasy średniej, po pozornie błahym incydencie na parkingu rozpoczynają życiową „jazdę bez trzymanki”. Dosłownie. Za zakładników własnych frustracji wybierają osoby z najbliższego otoczenia. Danny ściąga na margines m.in. młodszego brata, z którym mieszka w ciasnym mieszkaniu, Amy z kolei zamiast uczyć się na błędach, pogrąża własne małżeńskie relacje. 





Zaakcentowany przeze mnie na wstępie recenzji serial „Biały Lotos” to nie jedyne skojarzenie, jakie nasunęło mi się po obejrzeniu „Awantury”. Stylem humoru serial zbliżony jest do kultowej tragikomedii Petra Zelenki „Příběhy obyčejného šílenství” („Opowieści o zwyczajnym szaleństwie”) z roku 2005. Nie mam pojęcia, czy Hikari i Schreier znają twórczość czeskiego reżysera, ale wszystkie znaki na niebie mówią, że tak. Percepcja społecznych tematów, które za oceanem są tak samo aktualne, jak w innych częściach świata, sposób konstruowania kluczowych scen – to wszystko przypomina Zelenkę w szczytowej formie. Nieważne jednak, jakich filmów oboje naoglądali się w przeszłości, ważne, że filmowy mainstream coraz częściej przestaje kojarzyć się głównie z chałturą, a coraz bardziej z jakością. Dla małej, ale ambitnej wytwórni A24 serial „Awantura” to nie pierwszy sukces. Studio w tym roku zdobyło aż 7 Oscarów, w tym najważniejszy – dla najlepszego filmu „Wszystko wszędzie naraz” w reżyserii Dana Kwana i Daniela Scheinerta. 

Wartością dodaną „Awantury” są nie tylko rewelacyjnie skrojone dialogi, ale też warstwa wizualna serialu. Producent i główny twórca serialu, Sung-Jin Lee, postawił na współpracę z jednym z najzdolniejszych operatorów kamery średniego pokolenia, 38-letnim Larkinem Seiple, który zaczynał jako twórca teledysków muzycznych, m.in. dla trip-hopowej grupy Massive Attack. Lubujący się w czystych, nieudziwnionych zdjęciach Seiple w dużym stopniu przyczynił się do prostej, a zarazem efektownej stylistyki wszystkich dziesięciu epizodów. Kiedy mój wewnętrzny głos zapytał mnie, „czy to najlepszy serial 2023 roku?”, odparłem bez zastanowienia: „Zapewne tak, ale zaczekajmy bracie do końca roku”. 



Może Cię zainteresować.