niedziela, 12 kwietnia 2026
Imieniny: PL: Juliusza, Lubosława, Wiktoryny| CZ: Julius
Glos Live
/
Nahoru

Pop Art: „Harry Hole”, czyli kapitalna jazda z Jo Nesbo w roli kierowcy | 30.03.2026

„Harry Hole”, wyczekiwany norweski serial kryminalny na motywach słynnych książek Jo Nesbo, dwa dni po premierze opanował listę najpopularniejszych produkcji Netflixa w marcowej ramówce. Nad serialem czuwał w dodatku sam Nesbo, który nie chciał powtórzyć przykrej historii z fatalną ekranizacją „Pierwszego śniegu”.

Ten tekst przeczytasz za 5 min.
Tobias Santelmann jako Harry Hole dosłownie wymiata. Fot. mat. prasowe

Sam siebie określam mianem wielkiego fana twórczości Jo Nesbo, norweskiego mistrza kryminałów, którego książki z detektywem Harry Hole’em rozpętały w latach 90. ubiegłego wieku modę na wszystko, co skandynawskie. Zbrodnie popełniane w książkach Nesbo jakimś magicznym trafem były po prostu „atrakcyjniejsze” od tych, nad którymi głowili się policjanci w naszej szerokości geograficznej. Jaki jest więc pierwszy w historii serial oparty na książkach Nesbo? Czy poziomem dorównuje literackiemu pierwowzorowi? I czy jako miłośnikowi kryminałów Jo Nesbo uda mi się w ogóle być obiektywnym?

Główny bohater, detektyw wydziału zbrodni w Oslo Harry Hole, narodził się na kartkach książki z wewnętrznej potrzeby pisarza, który w dzieciństwie marzył o karierze policjanta, by ostatecznie zmarnować część swojej młodości grając w barwach przeciętnego piłkarskiego klubu Molde FK. „Zmarnować” dosłownie, bo, jak twierdzi sam Nesbo, marzenia o grze w Premier League w zespole Tottenham Hotspur spełzły na niczym, a dokładnie to na kontuzji, bez której pewnie nie byłoby… słynnego Harry’ego Hole’a. Czyli pal licho Koguty.

Kiedy w zeszłym roku dowiedziałem się, że Netflix przymierza się do serialowej ekranizacji jednej z najważniejszych pozycji w bibliografii Nesbo, książki „Pentagram”, poczułem podobne motyle w żołądku, jak premier RC Andrej Babiš, kiedy w 2019 roku stanął w obronie plantacji rzepaku dla swojego koncernu Agrofert. To było przekonanie, że wiara czyni cuda. W moim przypadku było to również połączenie dumy i oczekiwań. Dumy z tego, że jako członek fanklubu Jo Nesbo jeszcze za życia doczekam się serialowej wersji mojej ulubionej książki. Równocześnie ufałem, że w obiecywanej przez Netflix norweskiej produkcji wszystko zostanie pozapinane na ostatni guzik i że nie powtórzy się przykra historia z fatalną ekranizacją „Pierwszego śniegu” (2017) z Michaelem Fassbenderem w roli głównej.


Teraz, po obejrzeniu dziewięciu odcinków serialu „Harry Hole”, mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że wszelkie nadzieje pokładane w twórców były uzasadnione, a serial zamieszczony 26 marca w całości w ramówce Netflixa jest po prostu kapitalną jazdą, trzymającą w napięciu do samego końca. Tak jak potrafi i lubi Jo Nesbo, który skądinąd czuwał nad całością w roli jednego ze scenarzystów.  

Najbardziej znaną i najlepiej sprzedającą się na świecie książką z serii „Harry Hole” jest wprawdzie wspomniany wyżej „Pierwszy śnieg” (2007), ale po zepsutej filmowej adaptacji, w której wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem (poza Rebeccą Ferguson w roli policjantki Katherine Bratt), Nesbo nie chciał ryzykować już ponownej wpadki. Pisarz sprawy wziął w swoje ręce, oddając norweskim producentom swoje konkretne przemyślenia nad scenariuszem.

I zgadzam się przy okazji z wieloma internautami, którzy w namiętnych dyskusjach podkreślają, że serial z odcinka na odcinek zyskuje na mocy, a finał to prawdziwe dzieło sztuki. Nie będę więc spoilerował, żeby nie zepsuć wam frajdy z oglądania serialu, ale nadmienię, że warto obejrzeć „Harry’ego Hole’a” idealnie za jednym podejściem, tym bardziej że każdy z odcinków trwa tylko 40 minut.

Twórcy serialu mieli szczęśliwą rękę w doborze obsady aktorskiej. Tobias Santelmann jako Harry Hole dosłownie wymiata, a najlepiej czuje się w roli alkoholika, kiedy to może rozwinąć skrzydła na całego. Santelmann otrzymał też świetnego głównego rywala w aktorskim ringu, Joel Kinnaman w roli skorumpowanego policjanta Toma Waalera przypomina Anthony’ego Perkinsa z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka.

Jeśli już miałbym się przyczepić do obsady aktorskiej pod kątem moich doświadczeń czytelniczych, to trochę nie pasuje mi w tej układance rola Pii Tjelty, która wcieliła się w miłość życia Harry’ego Hole’a, czyli Rakel Fauke. Pia Tjelta gra w serialu drętwo, brakuje jej charyzmy, jaką obdarzył Rakel w książkach Nesbo. Z takimi porównaniami musi się jednak zmierzyć w życiu każdy czytelnik skonfrontowany z ekranizacją swojej ulubionej książki. Do dziś nie milkną chociażby echa obsady ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i puszczy” (1973) w reżyserii Władysława Ślesickiego, zwłaszcza Moniki Roscy w roli Nel. Zatem to normalna przypadłość każdego maniaka filmowego.

Kluczowe pytanie po obejrzeniu serialu w reżyserii Øysteina Karlsena i Anny Zackrisson jest zupełnie inne: Czy aby wreszcie, po prawie trzydziestu (!) latach od debiutu książkowego pt. „Nietopierz”, otrzymaliśmy udaną ekranizację przygód jednego z najważniejszych policyjnych detektywów w historii literatury? Moim zdaniem tak.


Może Cię zainteresować.