niedziela, 14 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Bernarda, Martyny, Waleriana| CZ: Vincenc
Glos Live
/
Nahoru

Od Narwi do »Białego krzyża« | 26.09.2021

Grająca ławeczka, pasaż, mural oraz Amfiteatr Domu Polonii jego imienia. Pułtusk, miasto związane z Polakami żyjącymi poza macierzą, pamięta o jednym z najbardziej znanych mieszkańców. Choć gwoli ścisłości Krzysztof Klenczon, lider takich zespołów, jak Czerwone Gitary, Pięciolinie i Trzy Korony, nad Narwią spędził tylko pierwszych kilka lat życia. 14 stycznia 2022 roku minie 80 lat od jego urodzin. Zmarł na obczyźnie, 7 kwietnia 1981 roku w szpitalu w Chicago, do którego trafił po wypadku. Wracał z koncertu charytatywnego dla Polonii.

Ten tekst przeczytasz za 2 min. 45 s
2. Mural, który znajduje się na początku Pasażu imienia muzyka. Fot. Tomasz Wolff

Banner przypominający o zbliżającej się rocznicy urodzin „Niuńka”, bo taki miał pseudonim, wisi na Zamku. Będąc na miejscu w czasie polonijnego święta sportu, uznałem, że szkoda nie wykorzystać takiej okazji. Zadanie okazało się jednak nadzwyczaj trudne, bo po muzyku nie zachowały się praktycznie żadne pamiątki, a w życiorysie obejmującym pierwsze lata jego życia pełno jest dziur i nieścisłości. Dość powiedzieć, że nawet tablica mu poświęcona... Ale nie uprzedzajmy wydarzeń, o tym będzie za chwilę.

380 metrów liczy Rynek w Pułtusku. W mieście lubią podkreślać, że jest najdłuższy w całej Europie. W jednej z kamienic 14 stycznia 1942 miał przyjść na świat Krzysztof Klenczon. Gdzie dokładnie? – Nie wiem, słowo daję – mówi kobieta w średnim wieku i pędzi dalej przez brukowaną nawierzchnię. – Jest ławeczka, pasaż z muralem, ale dom? – zastanawia się inny mieszkaniec. Bardziej rozmowny jest Artur Spas, właściciel baru Magdalenka, położonego także na Rynku. – 70, 80 metrów za skrzyżowaniem. Ściana szczytowa, tam będzie tablica. Jeżeli pan jest bystry, to jej pan nie ominie – mówi.

 – Puszcza pan muzykę Klenczona w barze? – pytam.

– Nie, tak w ogóle to teraz nic nie puszczam, bo wszystko się dzieje na dworze – odpowiada.

– A turyści pytają o niego?

– Trochę pytają. Ale co ja im mogę powiedzieć? Ja sam całej dyskografii nie znam, kilka piosenek – na pewno „Biały krzyż”. Wszystkim wskazuję na rzeźbę (mowa jest o ławeczce), która się ostatnio zepsuła i grała całą dobę. Bywają takie sytuacje, że ktoś włącza muzykę o trzeciej czy czwartej w nocy i tańczy, ale tym razem dźwięki unosiły się nad Rynkiem non stop. Można było zwariować.

Pan Artur, który mieszka od urodzenia w Pułtusku, przypomina sobie na koniec rozmowy, że koleżanka jego babci była matką chrzestną Klenczona.

– Babci koleżanka?

– A może nawet moja babcia... Musiałbym się ojca dopytać. Przez jakiś czas mieszkali w kamienicy na starym mieście z matką kompozytora – dodaje.

To bardzo charakterystyczna wypowiedź, bo często muszę poruszać się w sferze domysłów i przypuszczeń. Mało tego, nawet tablica informująca, że „w tym domu mieszkał Krzysztof Klenczon, wybitny kompozytor, wokalista i gitarzysta muzyki rockowej”, wisi nie tam, gdzie powinna. Dokładnie na kamienicy tuż obok. I dziś nikt nie potrafi powiedzieć, dlaczego tak się stało. – Być może ta kamienica ładniej się prezentowała, więc tam powiesili – przypuszcza przechodzący przez Rynek pułtuszczanin.

Cały tekst znajdziecie w weekendowym drukowanym „Głosie”.



Może Cię zainteresować.