środa, 21 lutego 2024
Imieniny: PL: Eleonory, Lenki, Kiejstuta| CZ: Lenka
Glos Live
/
Nahoru

Przyszła na świat razem z Zaolziem. Aniela Kupiec (1920-2019) | 05.04.2020

Przyszła na cieszyński świat prawie cztery miesiące przed jego rozdarciem, z którego zrodziło się Zaolzie, i jemu towarzyszyła heroicznie przez prawie cały wiek, wdzierając się w ludzkie myśli, czyny, sumienia. Dziś Aniela Kupiec świętowałaby 100. urodziny. Niestety ich nie dożyła, zmarła 11 września 2019. 

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 30 s
Około 1934 roku, Aniela Milerska. Arch. Ewy Matloch
 
Nydek był, a może jeszcze jest niezwykły za sprawą wartości duchowych. Przypomnijmy, że właśnie tutaj rozwijał oryginalną działalność filozoficzno-religijną Andrzej Kajfosz. Wydawał gazetkę, nazwaną „Teozofia”, w której starano się zgłębić psychiczne siły człowieka, umożliwiające zbliżenie do boskiej mądrości. Jak na górnika, potem ogrodnika i samouka rzecz niezwykła. Słowo było też sensem życia nydeckiej poetki, niestety, przedwcześnie zmarłej Ewy Milerskiej, która pod Wyrchgórą pisała wiersze wielbiące piękno cieszyńskości.

 
 
Aniela Kupiec w towarzystwie harcerzy, których sama była najstarszą przedstawicielką na Zaolziu. Na zdj. spotkanie z okazji 96. urodzin. Fot. Norbert Dąbkowski
 

 
W centrum tej wsi, paręset metrów od Milerskiej stoi drewniany dom, powstały mocą słowa, utrwalonego w nim i na nim. Głosi ono, że „Dom zbudowany jest od Jury Sturcza w roku 1812”. Obwarowano go także boskimi sentencjami, umieszczonymi w obu szczytach. Na tym od drogi czytamy: „Chrań, Boże, domu tego, ognia, wiatru szkodliwego”. Ten z naprzeciwka, od Głuchowej głosi, iż „Oko boski wszycko widzi, co sie dzieje między ludźmi”. Strzegły więc domu z dwu najważniejszych stron, bowiem niebezpiecznie było zawsze od drogi i od wody. Stąd przychodziło obce, więc i nieprzyjazne. W tak chronionym miejscu, nazywanym Na Farce, urodziła się 5 kwietnia 1920 r. Aniela Milerska, która potem, w r. 1945 wyszła za bystrzyckiego rodaka i nauczyciela Jana Kupca.
 

 
 
Farka była zawsze przepojona kultem ojczystego słowa, stąd mała Anielka wchłaniała je za sprawą pieśniczek śpiewanych przez mamę Zuzannę, będącą encyklopedią cieszyńskich tradycji, a także niezwykłą narratorką z przebogatym repertuarem opowiadań, czego sam doświadczyłem. Pogłębiała te wartości w miejscowej ludówce, potem w bystrzyckiej wydziałówce, gdzie nie tylko uczono, ale i wychowywano. Tu rodziły się Jej pierwsze zmagania z mową wiązaną, tu zaczęły kiełkować marzenia o teatrze, o działalności społecznej. Urzeczywistniły się z chwilą powstania PZKO, toteż w Nydku zaczynają brzmieć głośno chóralne pieśniczki za sprawą wzmiankowanego już nauczyciela Jana Kupca, świetnego nauczyciela, którego doskonale pamiętam i cenię z czasów bystrzyckich, a także rodzime słowo dzięki Anieli Kupcowej, uczącej przez dziesięciolecia rozumienia jego wartości w postaci przez nią wystawianych większych czy mniejszych sztuk teatralnych.

Swoją fascynacją słowem i tradycją bardzo wzbogaciła działalność dawnej Sekcji Folklorystycznej ZG PZKO, która również dzięki niej stała się fenomenem, zważywszy, że tworzyli ją badacze i entuzjaści nieprofesjonalni. Sądzę, że właśnie ta Sekcja pomogła Jej wydobyć z szuflad to, co później znalazło się w „Korzeniach” czy „Malinowym świecie”, i uświadomić Jej, że to, co pisze, jest prawdziwą poezją.

 
 

 
Jakie są najważniejsze znamiona poezji Anieli Kupiec? Jest ich wiele, ale wśród nich najważniejsze – cieszyńskość do szpiku kości, lecz cieszyńskość nie jako zaściankowość, ale jako wyraz uniwersalności, wyraz wrastania w swoją ojczyznę, będącą siłą i pięknem. Spójrzmy.

Niebo, pod nim Czantoria, łąki, lasy, potóczki i ludzie do nich należący w całym kołobiegu roku, a zatem od wiosennych przejawów życia, przez żniwa, jesienne dzikie wino, po „smreki, kiere w hrubych mycach na grapie przisiadły” w takiej ciszy, że aż w uszach dzwoni. 

Cisza, zawsze najmilsza Stwórcy, jest przestrzenią całej poezji A. Kupcowej, w niej rozlega się i „kóniczków grani i praca bez końca, i miłość bez granic, w niej połednie idzie cicho przez pola, a lato w polu drzymie”.
Nabożny, bo niecodzienny jest język i takież same obrazy nim przywoływane, podnoszące to wszystko, co nasze, ku samemu niebu, a więc „skibeczkę chleba, pieśniczkę prowdziwą, próg naszego dómu, jabłónke czy drozdy, kiere w Połednej śpiywają czy tak bardzo nasze poleczko, prziszyte chodniczkym ku leśnej polanie”.
 

 

 
Przyszła na cieszyński świat prawie cztery miesiące przed jego rozdarciem, z którego zrodziło się Zaolzie, i jemu towarzyszyła heroicznie przez prawie cały wiek, wdzierając się w ludzkie myśli, czyny, sumienia. Odeszła spokojnie 11 września 2019, wypełniając z nawiązką niezwykłą misję, powierzoną Jej przez Stwórcę. 

Opuściła świat zupełnie inny niż zastała. Tamten był pełen ideałów narodowych, którym służyła co sił, zwłaszcza wielkością słowa ludowego, ten po stu latach prawie bez nich, spłaszczony do „mieć”, a nie „być”.
 
Toteż jej słowa

„O, ludzie! Czy wiycie, jako trzeba cynić
To, co jeszcze mómy? (Już my też ni mieli...)
I za żodne skarby nigdy nie zamiynić.
O, ludzie szkamrzący! Czyście zapómnieli?”

są jakby głosem wołającego na puszczy, ale głosem, który może, a nawet powinien budzić, dopóki jeszcze nie całkiem zapomnieliśmy.
 
 
Cały tekst prof. Karola Daniela Kadłubca opublikowaliśmy w weekendowym wydaniu naszej gazety z 3 kwietnia 2020. 
 




Może Cię zainteresować.