niedziela, 21 kwietnia 2024
Imieniny: PL: Jarosława, Konrada, Selmy| CZ: Alexandra
Glos Live
/
Nahoru

Mężczyzna wśród przedszkolaków | 12.02.2024

Jakub Sikora uczy się w „szkole dla dziewcząt”. Po jej ukończeniu zostanie nauczycielem wychowania przedszkolnego. Jego pasją jest organizowanie programów obozowych dla dzieci oraz śpiew. Rozmawiamy w kawiarni na rynku w jego rodzinnej Orłowej.   

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 30 s
Z Jakubem Sikorą rozmawialiśmy przy kawie. Fot. Beata Schönwald
Co skłoniło cię do tego, żeby wybrać taki nietypowy dla chłopaka kierunek nauki?

– Pedagogika przedszkolna i pozaszkolna to kierunek, który kształci nauczycieli przedszkola oraz instruktorów obozów. Po zdaniu matury mogę podjąć pracę w przedszkolu, w świetlicy szkolnej lub zostać profesjonalnym organizatorem czasu wolnego dzieci i młodzieży. Gdybym chciał pracować w przedszkolu w Polsce, musiałbym skończyć studia. W RC wystarczy szkoła średnia. Myślę, że największy wpływ na tę decyzję miała moja ciocia, która już w wieku sześciu lat zabierała mnie na obozy, co od początku bardzo mi się podobało. Prócz tego miałem przykład mamy, która jest dyrektorką polskiej szkoły i przedszkola w Orłowej-Lutyni. Po zdaniu egzaminów wstępnych wahałem się jednak. Drugą szkołą, którą podałem w zgłoszeniu, było Polskie Gimnazjum w Czeskim Cieszynie. Ostatecznie wybrałem to, co mnie interesuje.

Jak reaguje na to twoje otoczenie? Mężczyznę w przedszkolu widzi się w komediach filmowych.

– Przyzwyczaiłem się do tego, że mężczyzna w przedszkolu jest dla wielu osób zaskoczeniem. W województwie morawsko-śląskim wykonuje ten zawód tylko dwóch lub trzech panów. Jeden z nich pracuje w przedszkolu w Hawierzowie. W naszej szkole jestem jedynym chłopakiem na tym kierunku wśród 120 dziewczyn. Trudno mnie więc przeoczyć, co, oczywiście, ma swoje plusy i minusy.

Nie brakuje ci w szkole kolegi płci męskiej?

– Brakuje. Czasem nawet bardzo. Gdybyśmy byli przynajmniej dwaj w klasie, już byłoby lepiej. Na moje koleżanki nie mogę jednak narzekać. Tworzymy zgrany zespół. Z chłopakami spotykam się poza szkołą.

Co na to dzieci, kiedy pojawiasz się w przedszkolu na praktykach?

– Dzieci w przedszkolu zachowują się zupełnie inaczej, kiedy pojawi się mężczyzna. Ich stosunek do mnie jest inny niż do kobiet-nauczycielek. Obserwuję to od początku praktyk, które robię w polskim przedszkolu w Orłowej-Lutyni.

Za rok matura. Wyobrażasz sobie swoją przyszłość w tym zawodzie albo myślisz jeszcze o studiach?

– W przedszkolu bardzo mi się podoba. Fascynuje mnie, że dzieci w tym wieku są pełne energii i mają niesamowitą fantazję. To wspaniała rzecz przekazywać im  kawałek siebie, wymyślać zabawy i dawać upust własnej fantazji. Zanim jednak zdecyduję się podjąć pracę w przedszkolu, chciałbym skończyć studia nauczycielskie w zakresie matematyki i historii dla drugiego stopnia szkoły podstawowej. Wiem, że to zupełnie inna grupa wiekowa, ale, jeśli chodzi o pracę, chciałbym mieć w przyszłości większy wybór.

Duża część absolwentów polskich podstawówek na Zaolziu trafia do Polskiego Gimnazjum lub Akademii Handlowej w Czeskim Cieszynie. Jak sobie radzisz z brakiem polskiego środowiska i polskich rówieśników?

– W moim przypadku o braku polskiego środowiska nie da się mówić, choć muszę przyznać, że pod wpływem nauki w czeskiej szkole średniej czasami brakuje mi polskich słów. Przyłapuję się na tym głównie w czasie praktyk w polskim przedszkolu, gdzie należy używać poprawnego języka. W klasie mam co prawda kilka koleżanek po polskich szkołach, jednak nauka odbywa się w języku czeskim. Tym chętniej spędzam czas w towarzystwie moich kolegów z podstawówki. Tworzymy zgraną paczkę, można powiedzieć – rodzinę, w której każdy może liczyć na pozostałych. Od pół roku staramy się w naszym kole PZKO w Orłowej-Lutyni o odnowę Klubu Młodych. Jego dotychczasowi członkowie mają już po trzydziestce i zdążyli pozakładać rodziny. Czas więc na wymianę pokoleń.

W orłowsko-lutyńskim kole PZKO śpiewasz też w chórze „Zaolzie” w gronie o kilkadziesiąt lat starszych „kolegów” i „koleżanek”. Jak się tam czujesz?

– Do chóru uczęszczam od bodajże trzech lat. Wcześniej śpiewały w nim również dwie dziewczyny, które pamiętam z podstawówki. Jedna z nich pozostała. Mam więc z kim pogadać, choć rozmowa z pokoleniem mojej mamy czy dziadka, którego chórzyści dobrze pamiętają, jest dla mnie tak samo czymś naturalnym.

Kim był twój dziadek?

– Mój dziadek nazywał się Jarosław Kornas, był śpiewakiem i zwiedził cały świat. W 1980 roku nagrał utwór „Lutyńskie tango” dla polskiej audycji Czeskiego Radia. Ja zaśpiewałem tę pieśń w listopadzie ub. roku na promocji czeskiego tłumaczenia książki Otylii Toboły, noszącej ten sam tytuł. Było to dla mnie bardzo doniosłe wydarzenie. Dziadka dobrze pamiętam, bo umarł dopiero niedawno. Jeśli natomiast chodzi o moje śpiewanie, to od jedenastu lat uczęszczam na lekcje śpiewu do orłowskiej Podstawowej Szkoły Artystycznej. W tym roku szkolnym będę miał koncert absolwencki.

Co uważasz za swoje największe osiągnięcie w życiu śpiewaczym?

– Zdobyłem czwarte miejsce w śpiewie solowym w międzynarodowym konkursie „Pro Bohemia” organizowanym przez Konserwatorium Janáčka w Ostrawie. Chodzi o dosyć prestiżowy konkurs, w którym startują uczestnicy z całej Europy. Na konkursy wyjeżdżam również z chórem orłowskiej szkoły artystycznej. Tam również przez pewien czas byłem jedynym chłopakiem. Teraz jest nas dwóch.





Może Cię zainteresować.