Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Nic się nie stało | 03.03.2026
Co słychać? Zależy, gdzie ucho przyłożyć –
mawiała moja znajoma. Ale – zgódźmy się – nawet gdy dwu/dwie/dwoje przykładają
ucho w to samo miejsce, to słyszeć mogą (i często dzieje się tak właśnie) coś
zupełnie innego.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Słynna drużyna Manchesteru United. Fot. ARC
Ktoś słyszy „muzykę techno”, ja odbieram to
jako natrętny, prymitywny hałas. Z podobnego rodzaju problemem spotykamy się, kiedy
dwu mówi to samo. Bo wiele zależy od tego, kto mówi. Kto – i w jakiej sytuacji. „Nic się nie
stało, Polacy, nic się nie stało” – słyszy (czy tylko słyszało?) się często,
kiedy reprezentacja Polski w piłce nożnej straciła gola. Choć w tym momencie
przecież właśnie coś się stało: biało-czerwoni albo tracili bramkę, albo po
prostu przegrali mecz. Z czasem - w tym z genezy mającym dodać otuchy okrzyku –
coraz częściej słychać było sarkazm. Co patałachy, znowu spieprzyliście, znowu
zawiedliście... Z wami tak zawsze. Po prostu – jak zwykle – nic się nie stało.
I
Zostańmy
przy tematyce futbolowej. Ot jakiś czas temu przed piłkarskimi derbami
Manchesteru – pomiędzy klubami United i City doszło do sytuacji budzącej nie
tylko niesmak, oburzenie, ale coś zacznie więcej. Tak się bowiem złożyło, że w
dniu meczu pomiędzy dwoma drużynami z Manchesteru przypadała okrągła rocznica
wielkiej tragedii. Przed półwieczem w Monachium doszło do katastrofy samolotu,
na pokładzie którego znajdowali się m.in. zawodnicy drużyny United. Zginęli
wtedy młodzi ludzie, przed którymi dopiero otwierały się wrota piłkarskiej
kariery. O skali ich talentu najlepiej niech zaświadczy fakt, że jeden z tych,
którzy przeżyli, Bobby Charlton, zrobił karierę światową. Był później wybierany
najlepszym piłkarzem Europy i mistrzostw świata (podczas których drużyna przez
niego prowadzona zdobyła złoty medal itd).
Podkreślam,
jacy to zginęli młodzi futbolowi geniusze, ale może wystarczyłoby powiedzieć,
że zginęli młodzi ludzie i właśnie mijała okrągła rocznica ich tragicznej
śmieci. Piłkarze i kibice United zapragnęli przed derbowym meczem uczcić ich
pamięć minutą ciszy. Cóż bardziej naturalnego. Ale oto kibice konkurencyjnego
klubu – City zapowiedzieli bojkot symbolicznej minuty ciszy. Że niby oni,
kibole City, dość mają życia w cieniu tragedii rywala, którą, według nich,
United wykorzystuje w swej strategii marketingowej. Największe angielskie
gazety apelowały, by bojkotem tym nie hańbić ojczyzny nie tylko futbolu, ale
także fair play. Ostatecznie do skandalu nie doszło, kibice City zdołali
zmilczeć minutę. Czy jednak rzeczywiście nic się nie stało? Jeżeli ktoś w
świetle jupiterów bezczelnie deklaruje brak szacunku dla uczczenia pamięci
zmarłych, to czy dla kogoś takiego istnieją w ogóle jakieś świętości?
Oczywiście – oprócz barw swojego klubu i kiboli w szalikach z tymi samymi co ich
szale kolorami. No cóż, pokaż mi co dla Ciebie święte, a powiem Ci kim jesteś.
Być może jesteś ledwie troglodytą w klubowym szaliku.
II
Dobra
– inne niech zabrzmią tony. Otóż bardzo, bardzo dawno, tak wiele lat temu, że
dokładnie już nie pamiętam, gdzie – acz z drugiej strony jestem prawie-że
pewien, iż był to „Dekameron” Boccacia – przeczytałem pewną historyjkę. Historyjkę pikantną i pouczającą
jednocześnie. Oto para kochanków wybrała się ze zdradzanym mężem do lasu. W
pewnym momencie kochanek postanowił wejść na drzewo. Kiedy już dotarł na sam
wierzchołek spojrzał w dół – i zaczął się głośno oburzać tym, że małżonkowie
wykorzystując jego nieobecność zaczęli się nieobyczajnie obściskiwać, a nawet
znacznie, znacznie więcej. Jakże to tak, odkrzyknął z dołu mąż, przecież nic
się nie dzieje, stoimy z żoną obok siebie, jak wtedy, kiedy ty stałeś obok nas.
Ależ nie – przecież widzę co robicie, krzyczał z góry kochanek. Kiedy wreszcie
z drzewa zszedł, zaproponowano zdradzanemu mężowi eksperyment – niech teraz on
wejdzie na czubek drzewa i zobaczy, co on sam jako obserwator z tej pozycji
widzi. Jak ustalono, tak uczyniono.
Kiedy mąż wdrapywał się na szczyt drzewa – kochanek zaczął lubieżnie
obłapiać jego żonę – ba, nawet znacznie, znacznie więcej. I co? Kiedy mąż
dotarł wreszcie na sam czubek drzewa, spojrzał w dół i… No i zobaczył co się dzieje?
Jak zareagował? Ależ bardzo spokojnie - krzyknął
do tych na dole, że tak, że rzeczywiście, z tej pozycji tak to mogło wyglądać.
Czyli – nic się nie stało! To tylko z wierzchołka drzewa roztacza się taki
perwersyjny widok.
III
Naprawdę nie dzieje się nic – pamiętacie tę piosenkę Grzegorza Turnaua? „Zwieść cię może ciągnący ulicami
tłum/ Wódka w parku wypita albo zachód słońca/ /Lecz pamiętaj, naprawdę nie
dzieje się nic/ I nie stanie się nic, aż do końca”. Czy aby na pewno? Nie dzieje się nic? Nic się nie stało?
Wystarczy skandować – nic się nie stało, Europejczycy, Francuzi, Niemcy,
Włosi, Polacy, ludzie, nic się nie stało! Pewien wybitny ekonomista sformułował
taką oto, oczywistą wydawałoby się regułę: „Kiedy zmieniają się fakty, zmieniam
zdanie, A pan?”. A tu każdy dalej pilnuje swego. Jakby naprawdę nic się nie
stało.
IV
Nic
się nie stało... Ludwik XVI 14 lipca
1789 roku zapisał, jak wiadomo, tylko jedno krótkie słowo „rien”, „nic”. Dla
wielu to krótkie królewskie „nic” było dowodem zaślepienia króla na
rzeczywistość – wszak właśnie burzono Bastylię. Zaślepienie to wcale częste
wśród monarchów rządzących na krawędzi rewolucji. I pewnie w jakimś sensie było
tak i w przypadku Ludwika XVI, ale jednocześnie było zupełnie w innym sensie,
niż się dość powszechnie sądzi. Otóż,
jak pisze Michał Głowiński: „Owo »nic« znaczyło po prostu, że monarcha w
dniu 14 lipca roku Pańskiego 1789 nie upolował zwierzyny godnej uwagi”. A
przecież nawet odczytanie owego „nic” może być rozumiane dwuznacznie. Oto
Andrzej Bobkowski, czytelnik niewątpliwe inteligentny, pisze: „Uśmiecham się
także. Ludwik XVI w dzień zdobycia Bastylii zapisał w swoim dzienniku: „Rien”. To
oczywiście jeszcze nie błąd, ale dający się wyczytać w dalszej części dziennika
Bobkowskiego kontekst tego zapisu zdaje się świadczyć o tym, że owo „nic”
Ludwika XVI potraktował Bobkowski znacznie bardziej ogólnie, niż fragment
królewskiej statystyki dotyczącej trofeów myśliwskich, że potraktował owo „nic”
jako odwołanie do analogicznej sytuacji – końca pewnego świata.
V
No
to jak – Ludwik XVI to człowiek, który z opóźnieniem (ale jednak) dostrzegł, że
jego świat chyli się ku końcowi? Czy jednak przede wszystkim skrupulatny w
liczeniu upolowanej zwierzyny myśliwy?
Krzysztof Łęcki