czwartek, 5 marca 2026
Imieniny: PL: Aurory, Fryderyka, Oliwii| CZ: Kazimir
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Nic się nie stało | 03.03.2026

Co słychać? Zależy, gdzie ucho przyłożyć – mawiała moja znajoma. Ale – zgódźmy się – nawet gdy dwu/dwie/dwoje przykładają ucho w to samo miejsce, to słyszeć mogą (i często dzieje się tak właśnie) coś zupełnie innego.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Słynna drużyna Manchesteru United. Fot. ARC

Ktoś słyszy „muzykę techno”, ja odbieram to jako natrętny, prymitywny hałas. Z podobnego rodzaju problemem spotykamy się, kiedy dwu mówi to samo. Bo wiele zależy od tego, kto mówi. Kto – i w jakiej sytuacji. „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało” – słyszy (czy tylko słyszało?) się często, kiedy reprezentacja Polski w piłce nożnej straciła gola. Choć w tym momencie przecież właśnie coś się stało: biało-czerwoni albo tracili bramkę, albo po prostu przegrali mecz. Z czasem - w tym z genezy mającym dodać otuchy okrzyku – coraz częściej słychać było sarkazm. Co patałachy, znowu spieprzyliście, znowu zawiedliście... Z wami tak zawsze. Po prostu – jak zwykle – nic się nie stało.

I

Zostańmy przy tematyce futbolowej. Ot jakiś czas temu przed piłkarskimi derbami Manchesteru – pomiędzy klubami United i City doszło do sytuacji budzącej nie tylko niesmak, oburzenie, ale coś zacznie więcej. Tak się bowiem złożyło, że w dniu meczu pomiędzy dwoma drużynami z Manchesteru przypadała okrągła rocznica wielkiej tragedii. Przed półwieczem w Monachium doszło do katastrofy samolotu, na pokładzie którego znajdowali się m.in. zawodnicy drużyny United. Zginęli wtedy młodzi ludzie, przed którymi dopiero otwierały się wrota piłkarskiej kariery. O skali ich talentu najlepiej niech zaświadczy fakt, że jeden z tych, którzy przeżyli, Bobby Charlton, zrobił karierę światową. Był później wybierany najlepszym piłkarzem Europy i mistrzostw świata (podczas których drużyna przez niego prowadzona zdobyła złoty medal itd).

Podkreślam, jacy to zginęli młodzi futbolowi geniusze, ale może wystarczyłoby powiedzieć, że zginęli młodzi ludzie i właśnie mijała okrągła rocznica ich tragicznej śmieci. Piłkarze i kibice United zapragnęli przed derbowym meczem uczcić ich pamięć minutą ciszy. Cóż bardziej naturalnego. Ale oto kibice konkurencyjnego klubu – City zapowiedzieli bojkot symbolicznej minuty ciszy. Że niby oni, kibole City, dość mają życia w cieniu tragedii rywala, którą, według nich, United wykorzystuje w swej strategii marketingowej. Największe angielskie gazety apelowały, by bojkotem tym nie hańbić ojczyzny nie tylko futbolu, ale także fair play. Ostatecznie do skandalu nie doszło, kibice City zdołali zmilczeć minutę. Czy jednak rzeczywiście nic się nie stało? Jeżeli ktoś w świetle jupiterów bezczelnie deklaruje brak szacunku dla uczczenia pamięci zmarłych, to czy dla kogoś takiego istnieją w ogóle jakieś świętości? Oczywiście – oprócz barw swojego klubu i kiboli w szalikach z tymi samymi co ich szale kolorami. No cóż, pokaż mi co dla Ciebie święte, a powiem Ci kim jesteś. Być może jesteś ledwie troglodytą w klubowym szaliku.

II

Dobra – inne niech zabrzmią tony. Otóż bardzo, bardzo dawno, tak wiele lat temu, że dokładnie już nie pamiętam, gdzie – acz z drugiej strony jestem prawie-że pewien, iż był to „Dekameron” Boccacia – przeczytałem pewną  historyjkę. Historyjkę pikantną i pouczającą jednocześnie. Oto para kochanków wybrała się ze zdradzanym mężem do lasu. W pewnym momencie kochanek postanowił wejść na drzewo. Kiedy już dotarł na sam wierzchołek spojrzał w dół – i zaczął się głośno oburzać tym, że małżonkowie wykorzystując jego nieobecność zaczęli się nieobyczajnie obściskiwać, a nawet znacznie, znacznie więcej. Jakże to tak, odkrzyknął z dołu mąż, przecież nic się nie dzieje, stoimy z żoną obok siebie, jak wtedy, kiedy ty stałeś obok nas. Ależ nie – przecież widzę co robicie, krzyczał z góry kochanek. Kiedy wreszcie z drzewa zszedł, zaproponowano zdradzanemu mężowi eksperyment – niech teraz on wejdzie na czubek drzewa i zobaczy, co on sam jako obserwator z tej pozycji widzi. Jak ustalono, tak uczyniono.  Kiedy mąż wdrapywał się na szczyt drzewa – kochanek zaczął lubieżnie obłapiać jego żonę – ba, nawet znacznie, znacznie więcej. I co? Kiedy mąż dotarł wreszcie na sam czubek drzewa, spojrzał w dół i… No i zobaczył co się dzieje? Jak zareagował?  Ależ bardzo spokojnie - krzyknął do tych na dole, że tak, że rzeczywiście, z tej pozycji tak to mogło wyglądać. Czyli – nic się nie stało! To tylko z wierzchołka drzewa roztacza się taki perwersyjny widok.

III

Naprawdę nie dzieje się nic – pamiętacie tę piosenkę Grzegorza Turnaua? „Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum/ Wódka w parku wypita albo zachód słońca/ /Lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic/ I nie stanie się nic, aż do końca”. Czy aby na pewno?  Nie dzieje się nic? Nic się nie stało? Wystarczy skandować – nic się nie stało, Europejczycy, Francuzi, Niemcy, Włosi, Polacy, ludzie, nic się nie stało! Pewien wybitny ekonomista sformułował taką oto, oczywistą wydawałoby się regułę: „Kiedy zmieniają się fakty, zmieniam zdanie, A pan?”. A tu każdy dalej pilnuje swego. Jakby naprawdę nic się nie stało.

IV

Nic się nie stało... Ludwik XVI  14 lipca 1789 roku zapisał, jak wiadomo, tylko jedno krótkie słowo „rien”, „nic”. Dla wielu to krótkie królewskie „nic” było dowodem zaślepienia króla na rzeczywistość – wszak właśnie burzono Bastylię. Zaślepienie to wcale częste wśród monarchów rządzących na krawędzi rewolucji. I pewnie w jakimś sensie było tak i w przypadku Ludwika XVI, ale jednocześnie było zupełnie w innym sensie, niż się dość powszechnie sądzi. Otóż,  jak pisze Michał Głowiński: „Owo »nic« znaczyło po prostu, że monarcha w dniu 14 lipca roku Pańskiego 1789 nie upolował zwierzyny godnej uwagi”. A przecież nawet odczytanie owego „nic” może być rozumiane dwuznacznie. Oto Andrzej Bobkowski, czytelnik niewątpliwe inteligentny, pisze: „Uśmiecham się także. Ludwik XVI w dzień zdobycia Bastylii zapisał w swoim dzienniku: „Rien”. To oczywiście jeszcze nie błąd, ale dający się wyczytać w dalszej części dziennika Bobkowskiego kontekst tego zapisu zdaje się świadczyć o tym, że owo „nic” Ludwika XVI potraktował Bobkowski znacznie bardziej ogólnie, niż fragment królewskiej statystyki dotyczącej trofeów myśliwskich, że potraktował owo „nic” jako odwołanie do analogicznej sytuacji – końca pewnego świata.

V

No to jak – Ludwik XVI to człowiek, który z opóźnieniem (ale jednak) dostrzegł, że jego świat chyli się ku końcowi? Czy jednak przede wszystkim skrupulatny w liczeniu upolowanej zwierzyny myśliwy?
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.