Podróże małe i duże: Błękitnym Szlakiem (cz. 4.) - Kończyce nad Ostrawicą | 28.08.2025
Skoro tyle uwagi w ramach niniejszego cyklu
poświęciliśmy już Kończycom, skorzystam z okazji, podtrzymam wątek i rzucę
więcej światła na jeszcze jeden kończycki dwór. Będzie to od nas wymagało
wyprawy na zachodnie krańce Śląska Cieszyńskiego, aż po Ostrawicę, biegnącą
nieopodal Kończyc... no właśnie, jakich?
Ten tekst przeczytasz za 4 min.
Archiwalne zdjęcie zamku, którego już nie ma… Fot. ARC
Dawniej zwano je przede wszystkimi Wielkimi, dziś po prostu
Kończycami – czasem zaś, ot, Ostrawą, bo mieszczą się w jej granicach. Jednak
dla porządku – by nikomu nic się nie poplotło – uchwyćmy się innej obiegowej
nazwy, niepozostawiającej żadnych wątpliwości i ustalmy, że odwiedzamy Kończyce
nad Ostrawicą.
Wieś ta, po raz pierwszy wzmiankowana w 1305 r., od początku
swego istnienia związana była z Polską Ostrawą. Samodzielność zyskała w XVI w.,
gdy przeszła na własność Jana Sedlnickiego z Choltic, o którego córce,
Katarzynie, wspominaliśmy poprzednim razem. Znamienny fakt – dzieje Kończyc nad
Ostrawicą mają wiele wspólnego z dziejami Kończych Małych. Dość wspomnieć, że
właśnie stamtąd pochodziła jedna z kolejnych właścicielek, Ewa z Czelów, wdowa
po Wacławie Skrbeńskim, której przypisuje się zlecenie przebudowy interesującej
nas dziś siedziby na czteroskrzydłowy renesansowy dwór z arkadowym dziedzińcem.
Podobieństwo obu brył wydaje się w tym świetle nieprzypadkowe.
By nieco uprościć dynamiczną historię majątku, skrócimy
długą listę często zmieniających się właścicieli, by dłużej wspomnieć tylko jednych
– rodzinę Saint Genois d´Annaucourt. Ten hrabiowski ród flandryjskiego
pochodzenia warto zapisać sobie w pamięci, bo jeszcze wielokrotnie natkniemy
się na jego ślad podczas naszych podróży. Hrabia Ludwik Filip nabył wieś w 1827
r. i znacznie zmodernizował, nadając empirowy kostium i reprezentacyjny charakter
odpowiadający potrzebom właścicieli, wiodących wcale bogate życie towarzyskie.
Z czasem posiadłość otoczył angielski park – nim jednak drzewa na dobre porosły,
długi zmusiły hrabiów do sprzedaży dóbr, które końcem XIX w. stały się
własnością morawskiej kasy oszczędności. W 1927 r. zakupili je bracia
Franciszek i Metody Prawdowie, w których rękach pozostały do końca wojny.
Na zakończenie uspokoję wszystkich, którym głupio, że nigdy
nie widzieli tej pięknej rezydencji, a może nawet nigdy o niej nie słyszeli.
Choćby ktoś codziennie jeździł drogą II/477 z Ostrawy w kierunku na Frydek i z
powrotem – biegnącą, notabene, tuż pod ścianą wschodniego skrzydła – gwarantuję,
że nigdy jej nie zobaczy. Nie, to nie drzewa, tunel, ekrany akustyczne, ani
wada wzroku. Po prostu nie ma po niej śladu.
Los nie był dla Kończyc nad Ostrawicą równie
łaskawy, jak dla Kończyc po drugiej stronie Olzy. Zamek, choć uszkodzony w 1945
r. podczas bombardowań towarzyszących ostatnim walkom frontowym, przetrwał II
wojnę światową, został upaństwowiony i przekazany w ręce instytucji
publicznych. Od 1959 r., po okresie użytkowania przez wojsko, posiadłość
zaspokajała potrzeby pracowników Nowej Huty Klementa Gottwalda – pomieszczenia
przeznaczono na mieszkania, na salach organizowano szkolenia i uroczystości.
Choć w latach 70. dziedziniec i park przecięła nowo wybudowana czteropasmowa
droga, dwór wyszedł z tego obronną ręką, a kilkanaście lat później znalazł się
nawet na liście zabytków kultury. Komplikacje zaczęły się w roku 1992.
Rezydencja wędrowała z rąk do rąk, przechodząc w końcu na własność
frydecko-misteckiej firmy o wątpliwych intencjach.
Pomimo zobligowania się do renowacji obiektu konsekwentnie
ignorowała ona wytyczne miasta aż do stycznia 1999 r., gdy nieznany sprawca
podłożył pod niego ogień. Pożar strawił w zasadzie wszystko poza murami, którym
szybko znudziło się czekanie, aż ktoś się nimi zainteresuje. W 2002 r. na
dziedziniec zwaliła się podparta arkadami ściana. Rok później rozebrano część
wschodniego skrzydła, by nie stwarzała zagrożenia dla ruchu drogowego. W końcu
właściciele nieruchomości dopięli swego – obiekt został skreślony z listy
zabytków, a jego pozostałości zrównano z ziemią w 2011 r.
Jakub Skałka