wtorek, 16 lipca 2024
Imieniny: PL: Eustachego, Mariki, Mirelli| CZ: Luboš
Glos Live
/
Nahoru

Dziennikowe bajania | 05.12.2021

Bywa, że ludzie swoją przeszłość koloryzują albo nawet fałszują. Liczą, że ciemny lud to kupi. I często kupuje. Niekiedy w towarzyskiej rozmowie. Niekiedy w księgarni.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Fot. Pixabay

Znany historyk, prof. Andrzej Paczkowski, przy jakiejś okazji przypomniał wydane w Szwajcarii wspomnienia Binjamina Wiłkomirskiego, autobiograficzną historię dziecka Holokaustu. Napisaną tak realistycznie, że zwiodła wielu powołujących się na nią dość naiwnie zawodowych historyków. Niemniej była to opowiastka zmyślona. Jak podaje Wikipedia „w rzeczywistości Wiłkomirski urodził się w Szwajcarii, a – jak twierdził – na Łotwie. (...) nie był Żydem, ale Szwajcarem i to w rodzinnym kraju spędził całą wojnę”.

W pamiętnikach, czyli wspomnieniach spisywanych po latach, dość łatwo przychodzi rozmijać się z prawdą. To dlatego zwykle bardziej wiarygodne zdają się prowadzone z dnia na dzień, za to przez dłuższy okres czasu, dzienniki. Autor dziennika nie wie wszak, jak życie się dalej potoczy. Nie wie, jakie fakty, jaka wersja jego przeżyć będzie mu się w przyszłości opłacała. Przy pomocy dzienników deformować rzeczywistość trudniej, to prawda. Sfałszowany perfekcyjnie „od A do Z” dziennik to zadanie w zasadzie nie do wykonania. Nie oznacza to jednak, iż jest to zupełnie niemożliwe. Lew Tołstoj pisał dwa sekretne dzienniki jednocześnie, jeden – dla siebie, drugi – fałszywy. Dla żony. Wielu żonatych mężczyzn łatwo zrozumie dlaczego. Niekiedy w grę wchodzą drobniejsze dziennikowe przeinaczenia. Autorka jednego z najsłynniejszych opublikowanych dzienników, dziecko Holokaustu, Anna Frank, też wreszcie wprowadzała do tekstu retusze. Bez złych intencji. Chciała po prostu, by jej troski wydały się przyszłym pokoleniom bardziej wzniosłe niż zmartwienia typowe dla dorastającej dziewczynki. Jak widać autorzy najbardziej nawet sekretnych dzienników biorą zwykle pod uwagę, że ich zapiski mogą być przez kogoś przeczytane. Co nie oznacza, że zawsze trafi się im czytelnik wymarzony, jakiś zachwycony krytyk literacki, czy wydawca. Zdarzyć się może wszak czytelnik niepożądany. I autorzy dzienników również o takich czytelnikach myślą. Słynny Kisiel pisał swój dziennik wyraźnie świadom, że może przeczytać go esbek. Tego oczywiście nie pragnął. Ale najwyraźniej chciał, by przeczytali, co o nich napisał, jego najbliżsi przyjaciele. „Wkładam ci w dupę pięć ton dynamitu” – powiedział Kisiel wydawcy. I stało się – treścią dzienników Kisiela oburzeni byli prawie wszyscy. Nawet Jan Paweł II pisał o przykrym zaskoczeniu, jakie mu Kisiel sprawił. Zdarza się jednak, że ekshibicjonizm dziennikowych zapisów wzbudza nie oburzenie, a rozbawienie. Jerzy Pilch przypomniał jakiś czas temu, że kiedy „starannie stylizujący się na Tomasza Manna Andrzejewski odnotowywał w swych cotygodniowych memuarach wysłuchane w radiu zachwyty muzyczne, budziło to wesołość – powszechnie było wiadomo, że w ogóle nie słucha radia”. Ale wreszcie pal licho problem ewentualnego czytelnika. W pisaniu sekretnego dziennika liczy się przecież także psychiczna higiena osobista. Choć na jego kartach móc powiedzieć, co się naprawdę myśli! Przypomina to nieco rozdwojenie jaźni. Przykład. Nieco ponad sto lat temu Aleksy Suworin, niezwykle wpływowy wydawca pisma „Nowoje Wriemia”, prowadził sekretny dziennik. Otóż w gazecie popierał entuzjastycznie carat, zaś w pisanym nocą dzienniku ujawniał się jako zwolennik parlamentaryzmu. Może także wśród naszych polityków zdarzają się i tacy, którzy w nocy, chichocząc do łez, obśmiewają w sekretnym dzienniku swoje codzienne oficjalne bajania?

Niekiedy wszak sprawy mają znacznie większy ciężar gatunkowy – decydują o naszym rozumieniu wielkiej Historii. Pisał Krzysztof Kolumb (S. Fischer-Fabian, „Krzysztof Kolumb”. Warszawa 2006, s. 94): „Postanowiłem, że dzień po dniu przedstawię najskrupulatniej to, co będę robił albo co zobaczę podczas tej podróży, że opiszę każdy przypadek, jaki później ujrzymy. A w nocy (…) będę utrwalał to, co przyniósł dzień, zaś w trakcie dnia to, co zaszło nocą (…)”; efektem był dziennik podwójnie prowadzony.

1. „Kolumb świadomie dokonywał fałszywych wpisów. Po tym, jak już odkryłby Indie, ktoś inny łatwo mógłby powtórzyć trasę. Potrzebował kamuflażu”.

2. „Przepłynęliśmy około 60 mil morskich” – zanotował Kolumb pod datą 9 września. „Postanowiłem wpisać mniej, niż naprawdę pokonaliśmy, żeby moi ludzie nie utracili odwagi, gdyby podróż miała się ciągnąc długo” (…) Dlatego miał pod ręką sfałszowane wpisy, by w razie czego pokazać, że przebyta odległość jest o wiele mniejsza, niż zakładano.

Po latach doszły do tego korekty i fałszerstwa – dziennik Kolumba zaginął, zginęły również kopie, dwie z nich trafiły – odpowiednio – do biskupa Las Casas i syna Kolumba – Fernanda.

1. „Las Casas opuścił wiele spraw, które go nie interesowały albo których nie zrozumiał. Na przykład nawigacja była dla niego czarną magią”.

2. „Fernando zaś upiększył relację dla większej chwały ukochanego i uwielbianego ojca”.

Jak pisze Fischer-Fabian, uznawanie dzienników okrętowych za sfałszowane nie jest wyjątkiem. Nie tylko dzienników okrętowych – jak się okazuje.

No cóż, nie brak świadków na tym świecie – powiada cynicznie Rejent Milczek w „Zemście” Aleksandra Fredry. Bywa jednak, że świadkowie są po prostu wiarygodni. Zbigniew Herbert (Z. Herbert, „Labirynt nad morzem”. Warszawa 2000, s. 35–36) cytuje uczonego oxfordzkiego Leonarda Roberta Palmera, który podważył hipotezy odkrywcy Knossos, Arthura Evansa: „Przede wszystkim, i to jest najważniejsze, znaleźliśmy dziennik prac wykopaliskowych prowadzony przez Duncana Mackenzie – asystenta Evansa. Ten dokument stał się wielką pomocą w ustaleniu faktów. (…) główną podstawą Evansa dla ustalenia tabliczek była stratyfikacja dokonana w małym pokoju, zwanym pokojem Waz Strzemiennych (…). Dziennik prac wykopaliskowych mówi coś zupełnie innego, co zresztą zgadza się z zapiskami samego Evansa, które miałem możliwość przebadać”.

Zatem – warto czytać dzienniki. Tyle, że bez założenia, że znajdzie się w nich prawdę i tylko prawdę.

                



Może Cię zainteresować.