wtorek, 16 lipca 2024
Imieniny: PL: Eustachego, Mariki, Mirelli| CZ: Luboš
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Pakty i polemiści | 30.08.2020

Na zapłakaną deszczem niedzielę idealny Krzysztof Łęcki. Zapraszamy do lektury kolejnego odcinka rubryki "Pre-teksty i kon-teksty".

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Fot. pixabay

 

Prowokującą książkę Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop – Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki” przypomniałem sobie czytając fragment „W cieniu Katynia” Stanisława Swianiewicza. Nie przypadkiem. Wspomina Swianiewicz: „Około jedenastej wieczorem powędrowałem do redakcji »Kuriera Wileńskiego«, który w pewnym stopniu był konkurencją »Słowa«, i w którym ja należałem do grupy wydawców. Przy wejściu natykam się na wychodzącą panią, zaprzyjaźnioną z redakcją studentkę Wydziału Sztuk Pięknych, zdolną malarkę, matkę dwojga dzieci; twarz ma uszczęśliwioną, duże, błyszczące oczy iskrzą się radością. Pytam: »Czego się Pani tak cieszy?«. Chwyta mnie za rękę: »Jak to? Pan nie wie? Hitler się skompromitował« (szło o podpisanie paktu Mołotow – Ribbentrop 23 sierpnia 1939 roku). Czuję jak z kolei moje oczy rozszerzają się ze zdumienia i ogarnia mnie po prostu przestrach. Przypominają się mi słowa Zagłoby, że głupota ludzka, tak samo jak i miłosierdzie Boże, jest bez granic. Moja sympatyczna rozmówczyni jest wyraźnie speszona; pyta mnie czy uważam, że gada głupstwa. Staram się jej wytłumaczyć, że na tę drogę »kompromitacji« niektórzy pruscy generałowie próbowali wejść już w 1921 roku i że dla nas jest niewiele pociechy z tego, co ludzie będą myśleli o niekonsekwencjach Hitlera skoro za kilka dni czołgi sowieckie mogą się znaleźć na ulicach naszych miast i miasteczek”.

Ale po kolei. 5 maja 1939 roku Minister Spraw Zagranicznych II Rzeczpospolitej Józef Beck wygłosił jedną z najgłośniejszych mów sejmowych w historii polskiego parlamentaryzmu. Padły wtedy pamiętne słowa: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”. No cóż, jak twierdzą historycy, pokój był wówczas nie do uratowania. I to niezależnie od tego, jaką postawę przyjęłaby Polska. We wrześniu tego samego roku hitlerowskie Niemcy zaatakowały Polskę – rozpoczęła się II wojna światowa. Wróćmy jednak do sytuacji przedwojennej. I – jako się rzekło – przyjmijmy, że rzeczywiście pokój był wówczas nie do uratowania i wojna w Europie musiała wybuchnąć. Pozostaje jednak pytanie o rolę Polski w tym konflikcie. Czy powinna – jak zresztą stało się w rzeczywistości – wejść w koalicję z Wielką Brytanią i Francją, i przyjąć na siebie pierwsze uderzenie III Rzeszy? Czy też może powinna była zgodzić się na upokarzające ustępstwa wobec Niemiec, przyjąć, że Niemcy zajmą Wolne Miasto Gdańsk i pozwolić na przeprowadzenie eksterytorialnej autostrady do Prus Wschodnich? Od zakończenia wojny najbardziej ostry spór historyczny sprowadzał się do pytania o sens powstania warszawskiego. Od kilku lat podobne emocje wywołują dwie różne, przeciwstawne, odpowiedzi na pytanie: czy trzeba było iść na ustępstwa wobec hitlerowskich Niemiec, ba, sprzymierzyć się z nimi w skierowanym przeciw Sowietom pakcie antykominternowskim i razem z Wehrmachtem iść na Sowietów? Oczywiście tylko po to, by w dogodnej chwili zmienić sojusze i razem z zachodnimi aliantami wygrać II wojnę światową. Odpowiedź twierdzącą znajdziecie Państwo we wspomnianej na wstępie, głośnej przed paru laty książce Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop – Beck”. Tu ważna dla dalszej lektury tego felietonu uwaga – Zychowicz jako jednego ze swych mistrzów myślenia wymienia, znanego jeszcze od przedwojnia, publicystę Stanisława Cata Mackiewicza. Otóż jakiś czas później ukazała się obszerna, książkowa polemika z pracą Zychowicza, autorstwa Piotra Gursztyna „Ribbentrop-Beck. Czy pakt Polska-Niemcy był możliwy?”. Gursztyn dając na postawione w podtytule pytanie odpowiedź jednoznacznie negatywną – nie, pakt Polska-Niemcy możliwy nie był. Ale choć była to oczywista polemika z Zychowiczem, nazwisko tego ostatniego nie pojawia się na 350 stronach książki Gursztyna ani razu. Polemizuje Gursztyn z historycznymi rewizjonistami i „realistami” pisanymi w cudzysłowie, dając nam w ten sposób do zrozumienia, że to tylko pozorni „realiści”. Skądinąd wiadomo, że Gursztyn zalicza do nich, Zychowicza i Rafała A. Ziemkiewicza. O nich jednak w jego książce ani słowa. Za to wielokrotnie wymienia w książce z nazwiska wspomnianego już Stanisława Cata Mackiewicza. I właśnie na nim, na nieżyjącym od ponad pół wieku publicyście używa sobie ile wlezie. Jest więc pisarstwo Stanisława Cata Mackiewicza wykwitem „jego mitomanii, czyli stałej treści jego życia i piśmiennictwa”, Mackiewicz jest kimś rozdygotanym i nieintegralnym pod względem osobistej uczciwości, towarzyszem drogi „papieża polskiego kapitulanctwa” Władysława Studnickiego, kimś bardzo słabo znającym Niemcy, a także zrzędą, autorem barwnych opisów, które „bywały tak samo barwne jak głupie, pozbawione sensu i związku z rzeczywistością”; pisze dalej Gursztyn: „Tylko niemądry Cat, jak to on, nic nie rozumiał, więc zachwycał się…”; i „znowu (Mackiewicz) nic nie rozumiał. Lub udawał, że nie rozumie”; „nie był (Mackiewicz) fanatykiem faktów, lecz więźniem swych manii i antypatii”. Nasuwa się pytanie: dlaczego Gursztyn atakując poglądy swoich żyjących redakcyjnych kolegów napada po nazwisku – tylko na Cata Mackiewicza? I jeszcze – dlaczego w wywodach Gursztyna o Mackiewiczu tak wiele, o wiele za dużo – zajadłej złośliwości? Czy w Polsce nie można dyskutować z jakimś poglądem rzeczowo, a tylko zarzucając oponentowi głupotę i mitomanię? No cóż, może nie powinienem się dziwić – wszak dzisiaj to w polskich sporach najwyraźniej obowiązująca norma.

I jeszcze na koniec o rozmówczyni Swianiewicza, tak ucieszonej „kompromitacją” Hitlera. No cóż, ten dwa lata później miał pod butem niemal całą Europę i pewnie mało sobie robił z tego, że w oczach studentki Wydziału Sztuk Pięknych „skompromitował” się przed całym światem. Czy zresztą Führer w ogóle wiedział, co to wstyd? Czy bał się „kompromitacji w oczach świata”? Czy może jedyną rzeczą, której się naprawdę obawiał była przegrana?



Może Cię zainteresować.