wtorek, 16 lipca 2024
Imieniny: PL: Eustachego, Mariki, Mirelli| CZ: Luboš
Glos Live
/
Nahoru

Sztuka słowa | 25.10.2020

Zacznijmy od poezji, bo poezja to – wiadomo – sztuka słowa. A jak poucza Biblia, to słowo było wszak na początku. Słowo…

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Fot. pixabay

Pisał Czesław Miłosz w wierszu „Dziecię Europy”: „Nie może być mowy o triumfie siły/ Bowiem jest to epoka gdy zwycięża sprawiedliwość./ Nie wspominaj o sile, by cię nie posądzono/ Że w ukryciu wyznajesz doktryny upadłe./ Kto ma władzę, zawdzięcza ją logice dziejów./ Oddaj logice dziejów cześć jej należną./ Niech nie wiedzą usta wypowiadające hipotezę o rękach które właśnie fałszują eksperyment./ Niech nie wiedzą twoje ręce fałszujące eksperyment/ O ustach, które właśnie wypowiadają hipotezę./ Umiej przewidzieć pożar z dokładnością nieomylną./ Po czym podpalisz dom i spełni się co być miało./ Z małego nasienia prawdy wyprowadzaj roślinę kłamstwa,/ Nie naśladuj tych co kłamią, lekceważąc rzeczywistość./ Niech kłamstwo logiczniejsze będzie od wydarzeń,/ Aby znużeni wędrówką znaleźli w nim ukojenie./ Po dniu kłamstwa gromadźmy się w dobranym kole/ Bijąc się w uda ze śmiechu, gdy wspomni kto nasze czyny./ Niech słowa twoje znaczą nie przez to co znaczą/Ale przez to wbrew komu zostały użyte.”…

Słowa, słowa, słowa.. – to znana kwestia Szekspirowskiego Hamleta. Ale i słowa popularnej niegdyś francuskiej piosenki. Słowa ranią, etykietują, stygmatyzują, mylą – niekiedy, co tu kryć, celowo perfidnie zakłamują rzeczywistość. Coś jak z powieści George’a Orwella – Ministerstwo Miłości zajmujące się torturowaniem ludzi, czy Ministerstwo Prawdy – konsekwentnie zafałszowujące rzeczywistość. Ale, dobra, weźmy na tapetę jakieś konkretne słowa i przypadki nie tak oczywiste, a przynajmniej tak znane, jak te dopiero co wskazane. Ot, na przykład – nacjonalizm. W szkicu „Uwagi o nacjonalizmie” Orwell pisze: „Przez nacjonalizm rozumiem przede wszystkim przyjęcie przekonania, że ludzi można klasyfikować jak owady, i że całym grupom milionów albo dziesiątków milionów można z poczuciem pewności siebie przyczepiać etykietki »dobry« albo »zły«. Poza tym, co ważniejsze, mam na myśli zwyczaj identyfikowania się z określonym narodem lub jakąś inną grupą społeczną umieszczoną poza dobrem i złem oraz uważania za swój podstawowy obowiązek popierania jej interesów” (George Orwell, „Uwagi o nacjonalizmie”, w: „Eseje”, Londyn 1985; inne cytaty pochodzą z tego samego szkicu). Myślę, że większość, jeśli nie po prostu wszyscy zgodzą się, że nie jest to może jedyna, ale na pewno trafna charakterystyka nacjonalizmu. Czy są nacjonaliści pasujący do orwellowskiego opisu – są oczywiście, że są. Ale Orwell nie jest pisarzem, którego rozumienie świata daje się przykroić do prostych quasi-encyklopedycznych opisów. Toteż w tym samym szkicu, tylko nieco dalej – odnosząc to do realiów roku 1945 – dodaje mniej konwencjonalnie: „W Anglii dominującą wśród inteligencji formą nacjonalizmu jest oczywiście »komunizm« używając tego słowa w bardzo szerokim znaczeniu obejmującym nie tylko członków Partii Komunistycznej, ale także »fellow-travellers« i w ogóle rusofilów. W tym tekście komunistą nazywam każdego, kto patrzy na ZSRR jako na swoją ojczyznę i uważa za swój obowiązek usprawiedliwianie rosyjskiej polityki i popieranie rosyjskich interesów za wszelką cenę”. Tak szeroko rozumiany nacjonalizm dotyczyć może jak widać bardzo różnych zjawisk, także tak bardzo postępowych jak komunizm w roku 1945. A przecież jednocześnie powiela w skali niemal 1:1 sposób widzenia świata, który zwykle przypisuje się zapyziałemu, klasycznemu nacjonalizmowi.

Dawno, dawno temu Wiktor Woroszylski napisał książeczkę dla dzieci „I ty zostaniesz Indianinem”. Wielu moich kumpli marzyło wtedy o byciu bratem, kuzynem, kolegą słynnego Winnetou. Sądzę, że dzisiaj przydałaby się książka „I ty zostałeś nacjonalistą”, choć przecie pewnie nie tak wielu, chciało nim zostać. A już na pewno zdecydowana większość nacjonalistów w rozszerzonym sensie tego słowa, nigdy by się nie pozwoliła nazywać nacjonalistami. Wręcz przeciwnie – wielu z nich sądzi, że z nacjonalizmem walczy – i to aktywnie.

Postawy mają konsekwencje. I szeroko rozumiany nacjonalizm też je ma. Otóż nacjonalista – w sygnalizowanym tu, szerokim sensie tego słowa, w specyficzny sposób czyta literaturę. Pisze Orwell: „Sądy z zakresu estetyki, a zwłaszcza oceny literackie są często zdeformowane w taki sposób jak oceny polityczne. Dla indyjskiego nacjonalisty byłoby rzeczą trudną znajdować przyjemność w czytaniu Kiplinga, tak jak konserwatyście widzieć zalety Majakowskiego. Istnieje zawsze pokusa dezawuowania także z literackiego punktu widzenia każdej książki, z której tendencją się nie zgadzamy. Ludzie o silnych poglądach nacjonalistycznych często dokonują takiej żonglerki nie uświadamiając sobie własnej nieuczciwości (...)”. Nacjonalizm zatem, choć niejedno ma imię, to konsekwencje różnych jego form są łudząco do siebie podobne. Niekiedy trzeba taki „nacjonalizm” tropić – ale często wystarczy tylko nie odwracać głowy i trochę pomyśleć. Widzieć nacjonalizm nie jako prostą etykietę, ale postawę, która rodzi nacjonalistyczne konsekwencje.

Nacjonalizm – to słowo, ale i pojęcie. Konfucjusz, kiedy go zapytano od czego zacząłby naprawę państwa, odpowiedział: „Od naprawy pojęć”. Zaś Tukidydes kiedy opisywał wojnę domową w jednym z greckich polis, zauważał: „Wtedy również zmieniano dowolnie znaczenie wielu wyrazów. Nierozumna zuchwałość uznana została za pełną poświęcenia dla przyjaciół odwagę, przezorna wstrzemięźliwość — za szukające pięknego pozoru tchórzostwo, umiar — za ukrytą bojaźliwość, a kto z zasady radził się rozumu, uchodził za człowieka wygodnego i leniwego; bezmyślną zuchwałość uważano za cechę prawdziwego mężczyzny, a jeśli ktoś się nad czymś spokojnie zastanawiał, sądzono, że szuka dogodnego pretekstu, aby się wycofać. Ten, kto się oburzał i gniewał, zawsze znajdował posłuch, ten, kto się mu sprzeciwiał — był podejrzany”.

No cóż, nacjonalizmy, niestety, dzisiaj górą.



Może Cię zainteresować.