czwartek, 15 stycznia 2026
Imieniny: PL: Arnolda, Dory, Pawła| CZ: Alice
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty: Błazen/Stańczyk | 03.12.2025

Stańczyk zasłynął jako mistrz ciętej riposty i błyskotliwego dowcipu. Był błaznem na dworach aż czterech władców Rzeczypospolitej – Jana Olbrachta, Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta. Błazen...

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
„Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska” autorstwa Jana Matejki. Ten namalowany w 1862 roku obraz jest jednym z najbardziej znanych w kolekcji krakowskiego artysty. Fot. Wikipedia Commons

No cóż, od Stańczyka wzięła nazwę jak najbardziej poważna i wpływowa krakowska szkoła historyczna – „Stańczyków”. Wspomniana szkoła historyków była konserwatywna, ale – jeśli dobrze pamiętam – w polskiej szkole (przynajmniej tej, do której ja uczęszczałem) Stańczyk pojawiał się w „Weselu” jako krytyk konserwatywnej polityki, zachęcający do walki o wolność. Sprzeczność? Ależ to Polska właśnie! Stańczyk to symbol wyzwolenia się z okowów dworskiego konwenansu i języka. Bo choć w czasach królów, którym błaznował Stańczyk, nie obowiązywała polityczna poprawność (ta rozkwitła dopiero w naszych czasach), liczyły się wszak – i to jak najbardziej – polityczne kalkulacje. Co warto powiedzieć, a czego powiedzieć nie warto, co po prostu nie popłaca. Zawsze (i – jak zawsze) i wszędzie warto było wówczas chwalić pod niebiosa „nowe szaty króla”. No bo jak inaczej? A Stańczyk królom nie oszczędzał krytyki.

I
Figurze Błazna poświęcono całe monografie (ot, chociażby Mirosław Sowiński „Błazen. Dzieje postaci i motywu”, Poznań 1990), ale znacznie większy rezonans miały poświęcone jej teksty objętościowo szczuplejsze. Pisał Leszek Kołakowski w słynnym szkicu „Kapłan i błazen”: „Błazen jest tym, który wprawdzie obraca się w dobrym towarzystwie, ale nie należy do niego i mówi mu impertynencje; tym, który poddaje w wątpliwość wszystko to, co uchodzi za oczywiste; nie mógłby tego uczynić, gdyby sam do dobrego towarzystwa należał – wtedy najwyżej mógłby być gorszycielem salonowym; błazen musi być na zewnątrz dobrego towarzystwa, oglądać je z boku, aby wykryć nie-oczywistość jego oczywistości i nie-ostateczność jego ostateczności; zarazem musi się w dobrym towarzystwie obracać, aby znać jego świętości i mieć okazję do mówienia mu impertynencji”. Bo też Błazen według Kołakowskiego, to nie trefniś, nie klown. Błazen bawi się, jasne, ale bawi w szczególny sposób. Bo przede wszystkim – myśli. Niekiedy stroi miny, ale przecież nie zamyka tym samym oczu na tragizm otaczającego go świata. W czasach słusznie minionych Adam Michnik poświęcił figurze Błazna cały esej – zaliczył do jej przedstawicieli m.in. Witolda Gombrowicza i Stefana Kisielewskiego/Kisiela. Widać mam słabość do tak rozumianych Błaznów. Wreszcie doktorat pisałem o krytycznoliterackiej i literaturoznawczej recepcji Gombrowiczu, a habilitację poświęciłem analizom „Dzienników” Stefana Kisielewskiego. Pisał Kisiel w jednym z nich: „Muszę być niepoważny, bo poważnego by nie dopuścili. Ale niepoważność ma też swoje zalety, zamiast kapłanem można zostać błaznem, nadworne błazny mają u nas swą tradycję, zwłaszcza cenny może być błazen, który sam się mianował, sam wpadł na pomysł, aby w PRL powstała i trwała taka instytucja. Pełnie zatem od lat 32 swe dialektyczno-wychowawcze, pedagogiczne dla wszystkich stron rzemiosło, nie skarżąc się”.

II
A jak jest dzisiaj? W III Rzeczypospolitej? Przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich, Rafał A. Ziemkiewicz dostrzegł cechy współczesnego Stańczyka w twórcy Kanału Zero Krzysztofie Stanowskim. Pisze: „Polacy – można to już powiedzieć na pewno – pomysł Stanowskiego kupili i przyznali w mu stawce kandydatów szczególne miejsce, właśnie nowego Stańczyka, który ma prawo dzięki błazeńskiej szacie być częścią prezydenckiego wyścigu i zarazem nią nie być”. Odłóżmy jednak politykę na bok. Wreszcie – jak wygląda Błazen w wersji Stanowskiego każdy mógł się przekonać nie tylko oglądając debaty przed wyborami prezydenckimi, ale i zaglądając „tu i teraz” do Kanału Zero. Czy Stańczyk/Stanowski w swoich niekiedy bardzo ostrych (kontrowersyjnych, prowokacyjnych – to już jak dla kogo) wypowiedziach przekroczył cienką czerwoną linię? Ocena zależy oczywiście od tego, do jakiego zaliczamy się typu audytorium.

III
Ja sam z twórczością Stanowskiego miałem okazję zapoznać się kilka lat wcześniej, pracując nad „Stadionami świata”, książką o przemianach we współczesnym świecie futbolu. Stanowski – który zaczynał karierę jako dziennikarz sportowy – już wówczas zaintrygował mnie czymś, co nazwałbym „pisaniem bez sentymentów”. Pisał: „Moja rada dla kibiców: cieszcie się z piłkarzy, bo tak szybko odchodzą. Za kasą, standardem życia, lepszym jutrem. Im mniej będziecie oczekiwać od nich jakiejkolwiek lojalności, tym mniej się rozczarujecie. Traktujcie samych siebie jako pracodawców, a ich jako pracowników. Kupiłeś bilet, to wymagaj, aby zawodnik dostarczył produkt, za który zapłaciłeś. I nic więcej. Zawarto transakcję biznesową, z której on ma się wywiązać. Miłości szukaj w domu, a na stadionie oczekuj soczystych strzałów, efektownych dryblingów, zaangażowania i walki” (Krzysztof Stanowski, „Stan futbolu. Tajemnice boiska, szatni i piłkarskich gabinetów”, Warszawa 2016, s. 197).

IV
Jest w tych dwóch przytoczonych wyżej fragmentach widoczna chęć przedarcia się przez naiwny, sentymentalny obraz świata futbolu. Dzisiejszy Stanowski znacznie poszerza pole walki. I dla każdego chowa w zanadrzu coś niemiłego. Dla każdego, a więc także i dla mnie. „Pierwszy, »Gladiator», to wiadomo: film kultowy, historia kina. Ale »Gladiator 2« to bardzo udana kontynuacja, świetnie spędziłem czas. Kultowości z tego nie będzie, ale rozczarowań też nie. Ci krytycy, którzy dali mu na Filmwebie notę 4, powinni wrócić do zachwycania się kinem alternatywnym czy jakąś »Idą», co im dobrze zrobi na ego”.

V
No cóż, ja sam nie zachwycałem się „Idą”. Nie bawiłem się dobrze (a nawet – wręcz przeciwnie) na „Gladiatorze 2”. Ale kto niby powiedział, że Stańczyk ma być kodyfikatorem dobrego smaku? Niemniej – najlepiej jest wówczas, kiedy bawią się wszyscy. I tak właśnie było, kiedy oglądałem listopadową rozmowę Stanowskiego z posłem Witoldem Zembaczyńskim w Kanale Zero. Z moich ust niemal znikał uśmiech. Podobnie jak z twarzy wyraźnie ukontentowanego przebiegiem rozmowy posła. Można zatem kulturalnie bawić się w towarzystwie nawet wówczas, gdy bawią nas zupełnie inne kwestie? Można! Błazen umie to sprawić...
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.