wtorek, 16 grudnia 2025
Imieniny: PL: Albiny, Sebastiana, Zdzisławy| CZ: Albína
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Agent agentowi | 16.11.2025

Gdyby zapytać przedstawicielki płci pięknej, co je najbardziej podnieca w mężczyźnie, znaczna ich część odpowie pewnie – intelekt. No cóż, gdyby najbardziej pociągał kobiety w mężczyznach intelekt, to George Smiley od zawsze wygrzewałby się w słońcu niewieściego powodzenia. Płeć piękna pożądałaby go jak kania dżdżu. A nawet bardziej. Już piszę, kto to Smiley, bo jeśli o Jamesie Bondzie słyszeli pewnie wszyscy, to Smiley pozostaje w dużym stopniu anonimowy, nawet jeśli o nim kto słyszał, to zaraz zapomniał, w szczególności zaś – zapomniały.  A nawet może nie tyle zapomniały, co przez chwilę o nim poważniej nie pomyślały.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Gary Oldman w filmie „Szpieg”. Fot. mat. prasowe

Tak, tak, na moment nie pomyślały o nim poważnie, a już tym bardziej – niepoważnie. Smiley skądinąd szpieg idealny, bohater kilku kultowych powieści Johna le Carré’go to osobnik „Mały pękaty, w najlepszym razie w średnim wieku, strój drogi, ale źle dopasowany (…) Płaszcz, w którym miał w sobie coś z wdowca, był z czarnej luźnej tkaniny, specjalnie zaprojektowanej, by nasiąkać wodą. Gdy nosił go na sobie, mankiety prawie zakrywały palce (…) bo albo rękawy były za długie, albo palce za krótkie. Kapeluszy nie nosił z próżności, w słusznym przekonaniu, że wygląda w nich śmiesznie. Jak jajko w kapturku, zauważyła jego piękna żona niedługo przed swoim kolejnym odejściem…”.

***

Przy okazji Smiley to życiowa niezguła, nawet z zakupu kawy umie zrobić problem, w sytuacjach towarzyskich jego asertywność oscyluje wokół zera absolutnego. A przecież w sferze zawodowej myśli i działa jak komputer najnowszej generacji. I to – chciałoby się powiedzieć – komputer z wyobraźnią, jeśli coś takiego istnieje. Niestety, umiejętność precyzyjnej, profesjonalnej refleksji  najwyraźniej nie zawsze najlepiej sprawdza się w życiu osobistym – tu Smiley jest niepoprawnym romantykiem, jak powiedzieliby jedni, bądź do szczętu naiwnym frajerem – jak określiliby to inni. Jego żona Ann zdradza go na lewo i na prawo, a on pomiędzy mistrzowskimi posunięciami, które każą wierzyć, iż w szpiegowskiej grze jest prawdziwym arcymistrzem, śni na jawie o wyspie, gdzie byliby tylko oni sami. George i Ann. Myślenie, nawet to na poziomie arcymistrzowskim, niespecjalnie zresztą prezentuje się na ekranie.

***

Gary Oldman, który gra Smiley’a w „Szpiegu” (Wielka Brytania, Francja 2011, reżyseria: Tomas Alfredson) wygląda lepiej niż jego powieściowy opis, o to zresztą doprawdy nietrudno, ale zachowuje  charakter Smiley’a znanego z kart powieści. Jakby to powiedzieć… Jest taki jakiś nijaki taki. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeśli nawet dominantą charakteru Smiley’a jest nijakość, to sednem tej nijakości jest chroniczny brak poczucia humoru. Nie, nie idzie o to by sypał bon motami (bond motami – jak określił je mój stary znajmy). Wreszcie jak zauważył mistrz kostycznego dowcipu Talleyrand „za dużo dowcipu, to za mało dowcipu”. Niemniej zupełny brak (zanik) poczucia humoru z pewnością nie pomaga. Ktoś powie, że nie jestem może specjalnie powołany, by wypowiadać się na temat związków inteligencji z dowcipem, jestem wreszcie socjologiem. Jestem socjologiem – na swoje nieszczęście, jak napisał mój przyjaciel Szczepan Twardoch, też z wykształcenia socjolog, tyle, że z zawodu i powołania – pisarz. No właśnie, jestem socjologiem, a jak zauważył znany antropolog Nigel Barley „socjologowie to pozbawieni poczucia humoru lewicujący głosiciele nonsensów i truizmów”. Cóż za fatalne i niesprawiedliwe uogólnienie. Wreszcie profesor Krzysztof Konecki (socjolog) skomentował naszą 5 letnią znajomość na Facebooku – „Obaj nieźli kpiarze”.

***

Może zresztą nieokiełznana inteligencja niekiedy w kontaktach z kobietami najzwyczajniej przeszkadza. W posłowiu do „Imienia róży” opowiada Umberto Eco o „postawie człowieka, który kocha jakąś bardzo wykształconą kobietę i wie, że nie może powiedzieć jej, kocham cię rozpaczliwie, ponieważ wie (i że ona wie, że on wie), iż te słowa napisała już Liala. Jest jednak rozwiązanie. Może powiedzieć: Jak powiedziałaby Liala, kocham cię rozpaczliwie. W tym miejscu uniknąwszy fałszywej niewinności, oznajmiwszy jasno, że nie można już mówić w sposób niewinny, powiedziałby jednak ukochanej to, co jej chciał powiedzieć: że ją kocha (…) Jeżeli kobieta zgodzi się na te grę, będzie to dla niej mimo wszystko wyznanie miłości /…/ oboje uprawiać będą świadomie i z upodobaniem grę ironii…”. W ekranizacji powieści le Carrégo „Krawiec z Panamy” (swoistym hołdzie złożonym Grahamowi Greenowi) agent brytyjskiego wywiadu preferuje inny typ rozmowy z dopiero co poznaną kobietą – „Możemy to zrobić na dwa sposoby, moja droga”. Pierwszy to taki, że stracimy czas na niepotrzebne konwenanse, a drugi, że zaraz pójdziemy do łóżka, by potem nie żałować, że niepotrzebnie straciliśmy tyle czasu”. Tyle, że w wersji filmowej „Krawca z Panamy” (USA 2001, reżyseria John Boorman) agenta gra jednak ktoś, kto w żaden sposób nie przypomina Smiley’a, ani nawet Gary’ego Oldmana grającego Smiley’a; szpiega gra tam sam Pierce Brosnan, jeden z odtwórców roli Jamesa Bonda. No właśnie… I tu wydawałoby się koło się zamyka. Ale może nie ma co komplikować problemu, wystarczy wszak uznać, że jedną z cech intelektu jest umiejętność doboru właściwych słów, do konkretnej płci, osoby, sytuacji… 

***

Ech, te efektowne bon moty... Tak często przypisuje się je różnym postaciom. Ot, Stefan Zweig napisał biografię Josepha Fouchégo. Ów minister policji wszystkich czasów, bo i czasów rewolucji, i czasów Cesarstwa, i czasów Restauracji, nie jest postacią specjalnie znaną. Ba, wydawnictwo „Książnica” – które udostępniło polskie tłumaczenie książki Joseph Fouche. „Bildnis eines politischen Menschen”, w wydaniu z miękką okładką – uznało za stosowne pominąć imię i nazwisko bohatera książki, pozostawiając tylko podtytuł: Portret człowieka politycznego. Tak, Fouché jest dzisiaj w dużym stopniu kimś niemal anonimowym. Nie ma we Francji ani placu, ani ulicy jego imienia. A przecież to on właśnie precyzyjnie i lakonicznie sformułował podstawową zasadę realizmu w polityce w sposób najbardziej skrajny. Oto cesarz Napoleon każe porwać i rozstrzelać księcia d’Enghien.  Fouché wypowiada wtedy słynne słowa: „To jest gorzej niż zbrodnia, to jest błąd”. Niekiedy przypisuje się tę uwagę Talleyrandowi.
Krzysztof Łęcki


Może Cię zainteresować.