Pomysły
wydają się być niekiedy dość ekscentryczne. Dlaczego więc nie ogłosić Dnia Konesera?
Dobra – zacznijmy, spróbujmy. W jednej z pierwszych scen trzeciego sezonu popularnego
serialu HBO Max „Biały Lotos” pojawia się zupełnie marginalny, wydawałoby się,
motyw. Pokojówka właściwie przypadkiem ostrzega turystów przed cerberą
złocistą. Ta okazuje się toksyczną rośliną, której zjedzenie może spowodować
śmierć – nie przypadkiem drzewo, na którym rośnie nazywane jest „drzewem
samobójców”. Na rzucone, zresztą mimochodem, bez specjalnej powagi, ostrzeżenie
hotelowego personelu zwróciłem uwagę dopiero wtedy, kiedy oglądałem serial
powtórnie, kiedy znałem już jeden z elementów jego finału.
I
Właśnie – oglądałem serial
powtórnie. Dlaczego? No cóż, wyjaśniam. Otóż pierwotnie chciałem dać temu
felietonowi tytuł „Przeżuwacz”. Ale zabrzmiało to w moich uszach jakoś
niespecjalnie. Może dlatego, że będzie o mnie. Dokładniej - o mojej strategii
oglądania interesujących filmów (a także seriali i lektury książek). Strategią
tą jest właśnie powtórne oglądanie tych produkcji filmowych, które z jakichś
powodów uznałem za wartościowe i powracanie do lektur książek, które – znowu: z
jakichś, bardzo rożnych zresztą, powodów – uznałem za szczególnie interesujące.
Nie na darmo Georges
Poulet przekonywał: „Rozumieć, to znaczy czytać, a czytać, to czytać
wielokrotnie czy w szczególności, przy lekturze innej książki, odbierać
doznania, których poprzednia nam nie przekazała wystarczająco”.
II
Oczywiście jest to strategia, na
którą pozwolić sobie mogą tylko ci, którzy zajmują się filmem czy literaturą
zawodowo lub są na emeryturze. Mówiąc krótko – ci, którzy dysponują czasem na
takie powtórki. Jak na przykład wykładający na najlepszych amerykańskich
uniwersytetach słoweński filozof i socjolog Slavoj Žižek. W jednym ze swoich szkiców tak analizuje
sceny z „Psychozy” słynnego filmu Alfreda Hitchcocka: „W scenie ucieczki z
Phoenix, tuż przed przyjazdem do motelu Beatsów: kiedy Marion jedzie samochodem
i w wyobraźni słyszy swojego szefa i milionera wściekłych z powodu tego, co
zrobiła, z jej twarzy znika napięcie – dostrzegamy osobliwy maniakalny uśmiech,
wyraz głęboko perwersyjnej satysfakcji, który w niesamowity sposób przypomina
ostatnie ujęcie twarzy Normana-matki (zanim mignie w niej czaszka, a ujęcie
przejdzie w obraz samochodu wyciąganego z bagna” (Slavoj Žižek, „Sposób na Hitchcocka albo czy można zrobić
dobry remake”). Otóż konia z rzędem temu, kto zauważył (skojarzył) to przy
pierwszym oglądaniu „Psychozy”. Nie chcę przesadzać. Podam więc inną jeszcze
uwagę Žižka. I tak –
przekonywał on, że dom seryjnego mordercy Normana Batesa ma trzy poziomy, którym odpowiadają trzy poziomy ludzkiego
umysłu według Zygmunta Freuda. A zatem „super ego” (piętro – zamieszkuje je
matka Normana), „ego” (parter, na którym Bates wiedzie swoje codzienne życie) i
„id” (piwnica, siedlisko zbrodniczych działań Normana). Otóż w tym przypadku
skłonny jestem uwierzyć, że patrzący przez okulary teorii Žižek wpadł na
ten pomysł w czasie pierwszego seansu „Psychozy”, ba, od pierwszego wejrzenia
na domostwo Batesa. Podobnie jak mnie – zachowując wszystkie możliwe proporcje
– kiedy dotarłem po raz pierwszy do końca trzeciego sezonu „Białego Lotosu” –
przyszedł do głowy (musiał przyjść) „Król Edyp” Sofoklesa. Wreszcie zabicie
człowieka, o którym dopiero później nieświadomy zabójca dowiaduje się, że był
jego ojcem to sytuacja raczej niezwyczajna. Nawet w literaturze. „Biesy”
Fiodora Dostojewskiego i „Morderstwo w Orient Expresie” Agathy Christie
czytałem w mniej więcej tym samym czasie. W obu powieściach mamy do czynienia
ze zbiorowym, rytualnym wbijaniem noża w ciało ofiary (nawet jeśli ta wcześniej
była zbrodniarzem, to potem była ofiarą). Czy Agatha Christie czytała „Biesy”
(Ta krew nas złączy na wieki – czy jakoś tak)? A może mistrzynię powieści
kryminalnej zainspirowała scena zbiorowego zabójstwa Juliusza Cezara?
III
Tak, powtórne oglądanie filmowych obrazów (podobnie jak
lektura dzieł literackich) może, przynajmniej w niektórych przypadkach, zwrócić naszą uwagę na znaczące dla fabuły
detale. Po pierwsze znamy finał filmu (czy książki). Łatwiej wtedy
rozsmakowywać się w szczegółach – przynajmniej niekiedy to w nich zdaje się
wszak tkwić diabeł. Weźmy film „Koneser” (reż. Giuseppe Tornatore 2013, w roli
tytułowej Geoffrey Rush). Jego finał niewątpliwie zaskakuje. Jednak, kiedy
obejrzeć film raz jeszcze, zwraca się uwagę na niedostrzegalne (?) wcześniej –
właśnie – istotne detale. Ale tu paradoks – tak szczerze: zobaczywszy „Konesera”
powtórnie, jakoś długo do kolejnej próby nie zatęskniłem. W tym przypadku raz
wyjaśniona tajemnica pozbawiła – przynajmniej dla mnie – filmową opowieść
całego uroku.
IV
Zupełnie inaczej sprawy się mają z
bestsellerem Fredericka Forsytha „Dzień szakala”. Tu finał jest znany każdemu
choć trochę znającemu fakty z historii najnowszej. Doskonale wiadomo jaki
będzie finał. A przecież do ostatnich minut filmu można mieć irracjonalne (w
świetle historycznych faktów) przeczucie, że jednak będzie inaczej, że ówczesny
prezydent Francji Charles de Gaulle zginie zastrzelony przez najemnika (Szakala)
wynajętego przez terrorystów z OAS. Tu od razu można skupić się na szczegółach,
które tworzą perfekcyjnie zaplanowaną grę wstępną.
V
W jednym z odcinków popularnego
niegdyś serialu „Partnerzy” (Roger Moore, Tony Curtis), Moore opowiada
Curtisowi zabawną historyjkę. Oto zdradzony mąż upijając kochanka swej żony
chce go zamurować w podziemnym korytarzu. Tyle że w zacietrzewieniu, dokładając
kolejne cegły do rosnącej przegrody, nie zauważa, że stoi nie po tej stronie
murowanej właśnie przez siebie ściany. A to oznacza, że – w konsekwencji – zamurowuje
sam siebie. Cóż, w opowiadaniu Edgara Allana Poe „Beczka Amontillado” główny
bohater Montresor, nie mogąc znieść upokorzeń ze strony swego (wątpliwego)
przyjaciela Fortunato, wabi go w podziemia, upija i – pod pozorem karnawałowej
zabawy – zamurowuje. Tyle że on sam jest szczęśliwie po właściwej stronie
murarki.
VI
Uważajcie z alkoholem w finale
karnawału.