sobota, 7 marca 2026
Imieniny: PL: Flicyty, Kajetana, Pauli| CZ: Tomáš
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Dzień konesera | 10.02.2026

Już jutro Walentynki (od św. Walentego)... No właśnie – Barbórka, 13 grudnia św. Łucji (to ze względu na wprowadzenie w 1981 roku stanu wojennego i ciemne okulary generała Jaruzelskiego), św. Floriana, gęsina na świętego Marcina... Ktoś, coś – jeszcze? We współczesnym kalendarzu miejsce kolejnego świętego najwyraźniej zajął dzień (każdy) poświęcony komuś, czemuś. 

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Kadr z filmu „Biały Lotos”. Fot. HBO Max

Pomysły wydają się być niekiedy dość ekscentryczne. Dlaczego więc nie ogłosić Dnia Konesera? Dobra – zacznijmy, spróbujmy. W jednej z pierwszych scen trzeciego sezonu popularnego serialu HBO Max „Biały Lotos” pojawia się zupełnie marginalny, wydawałoby się, motyw. Pokojówka właściwie przypadkiem ostrzega turystów przed cerberą złocistą. Ta okazuje się toksyczną rośliną, której zjedzenie może spowodować śmierć – nie przypadkiem drzewo, na którym rośnie nazywane jest „drzewem samobójców”. Na rzucone, zresztą mimochodem, bez specjalnej powagi, ostrzeżenie hotelowego personelu zwróciłem uwagę dopiero wtedy, kiedy oglądałem serial powtórnie, kiedy znałem już jeden z elementów jego finału.

I
Właśnie – oglądałem serial powtórnie. Dlaczego? No cóż, wyjaśniam. Otóż pierwotnie chciałem dać temu felietonowi tytuł „Przeżuwacz”. Ale zabrzmiało to w moich uszach jakoś niespecjalnie. Może dlatego, że będzie o mnie. Dokładniej - o mojej strategii oglądania interesujących filmów (a także seriali i lektury książek). Strategią tą jest właśnie powtórne oglądanie tych produkcji filmowych, które z jakichś powodów uznałem za wartościowe i powracanie do lektur książek, które – znowu: z jakichś, bardzo rożnych zresztą, powodów – uznałem za szczególnie interesujące. Nie na darmo Georges Poulet przekonywał: „Rozumieć, to znaczy czytać, a czytać, to czytać wielokrotnie czy w szczególności, przy lekturze innej książki, odbierać doznania, których poprzednia nam nie przekazała wystarczająco”.

II
Oczywiście jest to strategia, na którą pozwolić sobie mogą tylko ci, którzy zajmują się filmem czy literaturą zawodowo lub są na emeryturze. Mówiąc krótko – ci, którzy dysponują czasem na takie powtórki. Jak na przykład wykładający na najlepszych amerykańskich uniwersytetach słoweński filozof i socjolog Slavoj Žižek. W jednym ze swoich szkiców tak analizuje sceny z „Psychozy” słynnego filmu Alfreda Hitchcocka: „W scenie ucieczki z Phoenix, tuż przed przyjazdem do motelu Beatsów: kiedy Marion jedzie samochodem i w wyobraźni słyszy swojego szefa i milionera wściekłych z powodu tego, co zrobiła, z jej twarzy znika napięcie – dostrzegamy osobliwy maniakalny uśmiech, wyraz głęboko perwersyjnej satysfakcji, który w niesamowity sposób przypomina ostatnie ujęcie twarzy Normana-matki (zanim mignie w niej czaszka, a ujęcie przejdzie w obraz samochodu wyciąganego z bagna” (Slavoj Žižek, „Sposób na Hitchcocka albo czy można zrobić dobry remake”). Otóż konia z rzędem temu, kto zauważył (skojarzył) to przy pierwszym oglądaniu „Psychozy”. Nie chcę przesadzać. Podam więc inną jeszcze uwagę Žižka. I tak – przekonywał on, że dom seryjnego mordercy Normana Batesa ma trzy poziomy, którym odpowiadają trzy poziomy ludzkiego umysłu według Zygmunta Freuda. A zatem „super ego” (piętro – zamieszkuje je matka Normana), „ego” (parter, na którym Bates wiedzie swoje codzienne życie) i „id” (piwnica, siedlisko zbrodniczych działań Normana). Otóż w tym przypadku skłonny jestem uwierzyć, że patrzący przez okulary teorii Žižek wpadł na ten pomysł w czasie pierwszego seansu „Psychozy”, ba, od pierwszego wejrzenia na domostwo Batesa. Podobnie jak mnie – zachowując wszystkie możliwe proporcje – kiedy dotarłem po raz pierwszy do końca trzeciego sezonu „Białego Lotosu” – przyszedł do głowy (musiał przyjść) „Król Edyp” Sofoklesa. Wreszcie zabicie człowieka, o którym dopiero później nieświadomy zabójca dowiaduje się, że był jego ojcem to sytuacja raczej niezwyczajna. Nawet w literaturze. „Biesy” Fiodora Dostojewskiego i „Morderstwo w Orient Expresie” Agathy Christie czytałem w mniej więcej tym samym czasie. W obu powieściach mamy do czynienia ze zbiorowym, rytualnym wbijaniem noża w ciało ofiary (nawet jeśli ta wcześniej była zbrodniarzem, to potem była ofiarą). Czy Agatha Christie czytała „Biesy” (Ta krew nas złączy na wieki – czy jakoś tak)? A może mistrzynię powieści kryminalnej zainspirowała scena zbiorowego zabójstwa Juliusza Cezara?

III
Tak, powtórne oglądanie filmowych obrazów (podobnie jak lektura dzieł literackich) może, przynajmniej w niektórych przypadkach, zwrócić naszą uwagę na znaczące dla fabuły detale. Po pierwsze znamy finał filmu (czy książki). Łatwiej wtedy rozsmakowywać się w szczegółach – przynajmniej niekiedy to w nich zdaje się wszak tkwić diabeł. Weźmy film „Koneser” (reż. Giuseppe Tornatore 2013, w roli tytułowej Geoffrey Rush). Jego finał niewątpliwie zaskakuje. Jednak, kiedy obejrzeć film raz jeszcze, zwraca się uwagę na niedostrzegalne (?) wcześniej – właśnie – istotne detale. Ale tu paradoks – tak szczerze: zobaczywszy „Konesera” powtórnie, jakoś długo do kolejnej próby nie zatęskniłem. W tym przypadku raz wyjaśniona tajemnica pozbawiła – przynajmniej dla mnie – filmową opowieść całego uroku.

 IV
Zupełnie inaczej sprawy się mają z bestsellerem Fredericka Forsytha „Dzień szakala”. Tu finał jest znany każdemu choć trochę znającemu fakty z historii najnowszej. Doskonale wiadomo jaki będzie finał. A przecież do ostatnich minut filmu można mieć irracjonalne (w świetle historycznych faktów) przeczucie, że jednak będzie inaczej, że ówczesny prezydent Francji Charles de Gaulle zginie zastrzelony przez najemnika (Szakala) wynajętego przez terrorystów z OAS. Tu od razu można skupić się na szczegółach, które tworzą perfekcyjnie zaplanowaną grę wstępną.

V
W jednym z odcinków popularnego niegdyś serialu „Partnerzy” (Roger Moore, Tony Curtis), Moore opowiada Curtisowi zabawną historyjkę. Oto zdradzony mąż upijając kochanka swej żony chce go zamurować w podziemnym korytarzu. Tyle że w zacietrzewieniu, dokładając kolejne cegły do rosnącej przegrody, nie zauważa, że stoi nie po tej stronie murowanej właśnie przez siebie ściany. A to oznacza, że – w konsekwencji – zamurowuje sam siebie. Cóż, w opowiadaniu Edgara Allana Poe „Beczka Amontillado” główny bohater Montresor, nie mogąc znieść upokorzeń ze strony swego (wątpliwego) przyjaciela Fortunato, wabi go w podziemia, upija i – pod pozorem karnawałowej zabawy – zamurowuje. Tyle że on sam jest szczęśliwie po właściwej stronie murarki.

VI
Uważajcie z alkoholem w finale karnawału.


Może Cię zainteresować.