czwartek, 15 stycznia 2026
Imieniny: PL: Arnolda, Dory, Pawła| CZ: Alice
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Ekscentrycy | 06.01.2026

O okularnikach napisała tekst do swej popularnej niegdyś piosenki Agnieszka Osiecka – „Między nami po ulicy, Pojedynczo i grupkami, Snują się okularnicy ze skryptami, I z książkami, Z notatkami, Z papierami, kompleksami...”. Można być jednak prawie pewnym, że jeśli o problemach okularników się pisze, to zwykle są to artykuły lub książki autorstwa uczonych okulistów.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
„Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”. Fot. TVP

Przeznaczone dla innych uczonych okulistów. Jedyna powieść, w której tytule pojawiają się okulary głównego bohatera, jaka przychodzi mi do głowy, to opowiastka dla dzieci i młodszej młodzieży „Zorro, załóż okulary” Marty Tomaszewskiej – czytana przeze mnie, dawno, dawno temu. Oczywiście, powie ktoś, okulary to znak niemal firmowy Harry’ego Portera, a okazjonalnie zakłada je nawet Indiana Jones, ale...

I
Pozornie inaczej jest z ekscentrykami. Weźmy chociażby film Janusza Majewskiego z 2015 roku „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”. Ale jest przecież i powieść Włodzimierza Kowalewskiego „Ekscentrycy”, a określenie ekscentryk w podtytule książek dotyczyć może zarówno królów (Karol III), jak i pisarzy (C.S. Lewis). Ba, powstają rozprawy socjologiczne z „ekscentrykiem” w tytule. I tak na dniach ukaże się książka Marcina Gacka „Ekscentryk w organizacji. Studium instytucji totalnych”. Autor analizuje w niej przypadek charyzmatycznego generała US Army z czasów II wojny światowej George’a Pattona. Mam swój – niewielki, bo niewielki, ale jednak – udział w powstawaniu tego socjologicznego eseju poświęconego zjawisku ekscentryczności. Jak bowiem pisze w „Przedmowie” dr Gacek „Jakiś czas temu, podejmując się socjologicznej analizy zjawiska ekscentryzmu w organizacji totalnej, w tym również w korporacji (rozumianej jako rekonfiguracja instytucji totalnej, tzw. instytucja zachłanna), zadałem pytanie profesorowi Krzysztofowi Łęckiemu (któremu zawsze będę wdzięczny za to, że wbrew pewnej tradycji akademickiej nie uczył mnie »jak błądzić skutecznie«, a wręcz przeciwnie), kto kojarzy mu się z postacią ekscentryka w organizacji totalnej. Po chwili namysłu odparł: generał Patton. Zaskoczył mnie tą odpowiedzią, ponieważ myślałem raczej o Stevie Jobsie, Marku Zuckerbergulub Edwardzie Snowdenie.Postanowiłem jednak zaufać jego autorytetowi i doświadczeniu starszego kolegi”.

II
To prawda, bywa, że socjologowie analizują zjawisko ekscentryczności, niemniej sami zwykle nią nie grzeszą. I nie ma co w tym przypadku narzekać na środowiskowe ograniczenia, że współczesny uniwersytet nie sprzyja ekscentrykom – wszak Patton pozostał ekscentrykiem nawet w organizacji totalnej, czyli takiej, do której Erving Goffman zalicza także szpitale psychiatryczne. Ja sam jedynego chyba ekscentrycznego profesora socjologii, który (w fabule powieści) przedstawiony jest jako ktoś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, znalazłem w książce Michaela Crichtona „Państwo strachu”. Tak, tak, wspominałem już o nim w felietonie dla „Głosu”, to profesor Norman Hoffman. Niemniej, powtórzę tu przekonanie Empedoklesa: „Co warto powiedzieć raz, warto powiedzieć dwa razy”. A nawet, jak sądzę, więcej razy. Hoffman niewątpliwie mógł uchodzić za ekscentryka. Nie miał szacunku dla naukowych rytuałów. Ot, o wielkiej naukowej konferencji powiada, że „(n)ie będzie żadnych niespodzianek. Impreza potoczy się z pompą taniego pogrzebu”.

III
No cóż, poglądy Hoffmana były nie do przyjęcia dla przedstawionego w powieści naukowego establishmentu. Przekonywał: „Chodzi o kontrolę nad społeczeństwem (...) O konieczny w każdym suwerennym państwie nadzór nad obywatelami, który pozwala utrzymać porządek. To (...) dzięki niemu płacą podatki. A jak wiadomo, najlepszym narzędziem społecznej kontroli jest strach. (…) Przez pięćdziesiąt lat państwa zachodnie utrzymywały swoich obywateli w stanie permanentnego lęku. Straszyły ich drugą stroną, wojną atomową, komunistyczną zarazą, żelazną kurtyną, imperium zła. (...) Aż nagle przyszła jesień 1989 roku, mur runął i wszystko się skończyło. (...) Powstała próżnia, a natura próżni nie toleruje. Coś musiało ją zapełnić. (…) Teraz, po jedenastym września, mamy oczywiście radykalny fundamentalizm religijny i terroryzm, których możemy i powinniśmy się bać, ale nie o to chodzi. Rzecz w tym, że zawsze jest jakiś powód do obaw. I o ile przyczyna się zmienia, o tyle strach pozostaje. Przed terrorystami baliśmy się toksycznego środowiska, a jeszcze wcześniej komunistów. Przyczyny lęku się zmieniają, lecz on sam nas nie opuszcza. Przenika całe społeczeństwo, wszystkie dziedziny naszego życia. I to bez przerwy. (...) Kraje uprzemysłowione zapewniają swoim obywatelom bezprecedensowe bezpieczeństwo, wysoki poziom opieki zdrowotnej, wszelkie możliwe wygody. Przez ostatnie sto lat średnia długość życia wzrosła o połowę. Tymczasem współcześni ludzie żyją w wiecznym strachu. Boją się obcych, chorób, przestępczości, środowiska; boją się domów, w których mieszkają, żywności, którą jedzą, techniki, która ich otacza. Największym lękiem napawa ich to, czego nawet nie widzą: zarazki, chemikalia, konserwanty. Są niepewni, nerwowi, przygnębieni i, co jest absolutnie zdumiewające, święcie przekonani o tym, że środowisku naturalnemu grozi zagłada. (...) Od piętnastu lat rządzi nami zupełnie nowa siła, znacznie potężniejsza i wszechobecna. Ja ją nazwałem kompleksem PPM, polityczno-prawno-medialnym. Kompleks PPM udaje, że chce nam zapewnić bezpieczeństwo, ale w rzeczywistości szerzy lęk. (…) Kraje zachodnie są niezwykle bezpieczne, ale ludzie tego nie czują, bo PPM do tego nie dopuszcza. PPM jest mocny i stabilny, ponieważ jednoczy tyle różnych instytucji. Politycy poprzez strach manipulują społeczeństwem; prawnicy zarabiają na zagrożeniach; media potrzebują przerażających historii, żeby przyciągnąć widzów i czytelników. Razem są tak potężne, że mogą narzucić nam nawet najbardziej bezpodstawne lęki. Tak właśnie funkcjonują współczesne społeczeństwa: tworząc coraz to nowe zagrożenia. I nie ma żadnego systemu kontroli, żadnych ograniczeń”.

IV
Żyjemy w epoce dezinformacji (a i dezorientacji), więc, żeby nie było najmniejszych nieporozumień – pragnę mocno podkreślić, że diagnozy postawił ekscentryczny profesor socjologii, którego spotkać możecie tylko na kartach sensacyjnej powieści Michaela Crichtona „Państwo strachu”. Nie spotkałem nikogo podobnego na żadnej z setek naukowych konferencji, w których brałem udział. Dla Hoffmana byłyby pewnie „imprezami, które toczyły się z pompą taniego pogrzebu”.
Krzysztof Łęcki






Może Cię zainteresować.