wtorek, 16 lipca 2024
Imieniny: PL: Eustachego, Mariki, Mirelli| CZ: Luboš
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Falstart? | 24.05.2024

Falstart kojarzy się zwykle z zawodami lekkoatletycznymi, najczęściej pewnie z biegiem sprinterskim, w którym o wygranej decydują ułamki sekundy. Warto wówczas nie przegapić chwili, w której rozlega się strzał startera. Inaczej – przegrana. Tyle, że niektórzy zrywają się z bloków, zanim starter naciśnie spust. No i wtedy właśnie ma miejsce falstart. 

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Robert Lewandowski w barwach Barcelony. Fot. X
Ale słowo falstart oznacza też – według „Słownika języka polskiego” – „rozpoczęcie przedsięwzięcia w nieodpowiednim czasie”. Otóż określenie „nieodpowiedni czas” wydaje się w tym przypadku wprowadzać w błąd. Idzie bowiem nie tyle o jakikolwiek „nieodpowiedni czas”, co o to, że decyzję czy działanie podjęto po prostu „za szybko”. Coś zrobiliśmy, ale gdyby znany był nam ciąg dalszy, to na pewno uznalibyśmy swój pośpiech za błąd.  Zdarza się to nawet felietonistom.

***

W początkach inwazji Rosji na Ukrainę uwagę opinii publicznej przykuła odwaga i determinacja ukraińskich obrońców „Wyspy węży”. Na żądanie kapitulacji odpowiedzieli kozacko: „Russkij wojennyj korabl, idi na chuj”. Zapłacili za to życiem. Tak się przynajmniej przez jakiś czas wydawało. I w tym „jakimś czasie” powstało wiele tekstów sławiących bezprzykładną odwagę i determinację obrońców skrawka ukraińskiej ziemi. Sam napisałem wówczas dla „Głosu” felieton o ukraińskich Termopilach, w których to Termopilach (greckich) – przypominam – garstka Hellenów stawiła czoła potężnej armii perskiego króla Kserksesa. Po zdradzie pozostali na polu bitwy, najdzielniejsi z Greków, Spartanie wiedzieli, że nie utrzymają pozycji, ba, wiedzieli, że za kontynuację walki zapłacą śmiercią.  Co też się stało – zabito ich co do jednego. Z obrońcami „Wyspy węży” było  inaczej – ci nie zginęli, dostali się do rosyjskiej niewoli.  Może, kiedy mieli okazję czytać o swoim heroicznym poświęceniu i nierównym boju zakończonym ich śmiercią, czuli się jak Ordon. Tak, tak  ten Ordon z „Reduty Ordona” Adama Mickiewicza, który miał, zgodnie z literacką wersją zdarzeń, w obliczu nieuchronnej klęski listopadowych powstańców wysadzić się w powietrze. Tyle, że – gdy idzie o fakty historyczne – Ordon przeżył. No cóż, popełniłbym falstart. Przed wysłaniem tekstu do redakcji „Głosu” przeczytałem, że obrońcy „Wyspy węży” ocaleli – z publikacji felietonu sławiącego ich opłacony śmiercią heroizm zrezygnowałem.

***

Czy Leszek Orłowski miał mniej szczęścia niż ja? Napisał felieton „Stop joseluzacji Lewandowskiego” („Piłka Nożna” 7 maja 2024). Ten felieton lubianego i czytanego przeze mnie autora kiedy czyta się go dzisiaj, wygląda na typowy falstart. Pisze Orłowski: „Wielcy piłkarze są stworzeni do wielkich meczów.    Podczas wielkich meczów oczy wszystkich skoncentrowane są na wielkich piłkarzach. O grze wielkich piłkarzy po wielkich meczach mówi się najwięcej. A na pewno nie zbywa się ich milczeniem. (...) Tymczasem po dwóch najważniejszych meczach sezonu dla Barcelony  o Robercie Lewandowskim było cichutko jak makiem zasiał”. Te dwa „najważniejsze mecze sezonu” to porażki 1:4 z Paris Saint Germain (i tym samym odpadnięcie z Ligi Mistrzów) i porażka z Realem 1:3 (po którym praktycznie Barcelona straciła realne szanse na obronę mistrzostwa Hiszpanii). W tej sytuacji, tak mało komfortowej dla naszego piłkarza, zamartwiał się Orłowski, że Lewandowskiemu zagraża „joseluzacja”. Co to takiego? Wyjaśnijmy – Joselu to hiszpański piłkarz, który po grze w kilku średniej klasy klubach Bundesligi, Premier League i La Liga został wypożyczony z Espanolu do Realu Madryt. Na marginesie – w tym ostatnim klubie zagrał dawno temu kilka ostatnich minut w dwu spotkaniach ligi hiszpańskiej, w których strzelił dwie bramki. Średnia doprawdy świetna. Ale wróćmy do „dzisiaj”. Joselu jest w sezonie 2023/2024 tylko zmiennikiem w Realu, mimo to strzelił w La Liga 9 goli (będąc zmiennikiem w Lidze Mistrzów ustrzelił 5 bramek). Biadając nad możliwą „joseluzacją” „Lewego” Orłowski pisze: „Real Madryt gra otóż w tym sezonie bez środkowego ataku, a gdy pojawia się konieczność, by ktoś wysoki i ogarnięty w polu karnym rywali się pojawił, to pojawia się  Joselu i robi swoje”. Całe szczęście w finale felietonu może podać Orłowski przypadek ligowego meczu Barcelony z Valencią, w którym grający jak zwykle w podstawowym składzie Lewy ustrzelił hat tricka i oddalił w ten sposób od siebie widmo „jeseluzacji”.

***

No cóż, mecz z Valencią, która jest drużyną ze środka ligowej tabeli, która nie wywalczy miejsca gwarantującego udział w jakimkolwiek europejskim pucharze, na pewno nie był dla Barcelony jakimś „wielkim” spotkaniem. Oczywiście, Barca walczy z Gironą o drugie miejsce w La Liga, co   zagwarantować może sobie udział w lukratywnych finansowo (bo rozgrywanych w Arabii Saudyjskiej) meczach o superpuchar Hiszpanii. Problem w tym, że zaraz po triumfie w meczu z Valencią Barcelona przegrała z Gironą w stylu kompromitującym. To prawda, „Lewy” strzeli gola z rzutu karnego, ale... wypadł tak jak cała drużyna, słabo. 

***

Przypomnijmy Orłowskiego, „Wielcy piłkarze są stworzeni do wielkich meczów...”. Otóż ostatnio Joselu właśnie rozegrał taki mecz. W półfinale tegorocznej Ligi Mistrzów w meczu Real – Bayern Monachium wszedł na boisko w 81. minucie przy stanie 1:0 dla Bayernu, wyniku który promował monachijczyków. Pierwszego gola strzelił w 88. minucie, drugiego w 91. Królewscy z Madrytu awansowali dzięki temu do finału Champions League. Orłowski pisał pewnie swój felieton przed meczem Realu z Bayernem stąd „joseluzacja” była w nim może nie epitetem, ale z pewnością czymś, co jest zdecydowanie poniżej klasy Lewandowskiego. Może jednak warto zapytać nieco przekornie, kiedy jako gracz Barcelony Lewandowski swoimi golami odwrócił losy jakiegoś dramatycznego meczu, meczu, którego stawka byłaby tak wysoka?  Sytuacja zatem zdaje się wyglądać tak – dla statystyk Lewego „joseluzacja” byłaby pewnie niekorzystna. Ale gdzie te wielkie mecze „Lewego”, do których stworzeni są wielcy gracze? W Lidze Mistrzów ostatni tak naprawdę wielki mecz zagrał „Lewy” w barwach Borussii Dortmund, kiedy strzelił 4 gole... Realowi Madryt. Było to w sezonie 2012/2013...

***

Nie wiem, jak to wygląda od strony finansowej, jednak sportowo najwyraźniej Real zrobił lepszy interes na Joselu niż Barcelona na „Lewym”. Bo być może dla Barcelony ważniejszy byłby jednak  napastnik, który strzeli ważne bramki w najważniejszych dla klubu meczach? Dla klubu? Przecież Barcelona to nawet „więcej niż klub”.
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.