czwartek, 15 stycznia 2026
Imieniny: PL: Arnolda, Dory, Pawła| CZ: Alice
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Globalny kryzys (jakiś czas temu) | 30.12.2025

2026 rok tuż, tuż... I wiele prognoz – zwykle raczej czarnych, zapowiadających nadchodzący kryzys (kryzysy). Kiedy dzisiaj widzi się na półce księgarskiej książkę zatytułowaną „Globalny kryzys” – to już okładka wydaje się zachętą do zapoznania się z niebezpieczeństwami grożącymi nam – tu, teraz i zaraz potem.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Co przyniesie 2026? Fot. Pixabay.com

Zwłaszcza, gdy doczytać w podtytule, że tematem opasłego tomu jest wojna, zmiany klimatyczne… No cóż, mam w swojej bibliotece cały dział poświęcony różnego rodzaju kryzysom. Ba, o jednym z takich niszczących świat (grecki) kryzysów, wojnie (peloponeskiej) jakiś czas temu napisałem nawet całkiem obszerny tom. Zaś co do globalnych zmian klimatycznych, to o swoich obawach rozmaite organizacje ekologiczne, zdążyły (także ustami szwedzkiej nastolatki Grety Thunberg) poinformować cały świat, więc „wszyscy rozumni ludzie wszystko powinni w tej sprawie wiedzieć i rozumieć”. Zostawmy.

I
Biorąc to wszystko pod uwagę postanowiłem – ze zrozumiałych chyba powodów – w pierwszej chwili zakup „Globalnego kryzysu” odpuścić. Niemniej... Jak to w moim przypadku bywa dość często (moja żona jest przekonana, że zdecydowanie zbyt często), postanowiłem jednak do książki zajrzeć. Zajrzałem i zakupiłem. Książka, o której mowa, autorstwa Geoffreya Parkera, profesora historii m.in. na Uniwersytecie Yale, dotyczy bowiem nie wieku XXI, ale… XVII, czego wcześniej nie zauważyłem. Dzieło Parkera liczy kilkaset dość gęsto zadrukowanych stronic. Pierwsza recenzja „Globalnego kryzysu” rozpoczyna się od słów: „To obszerna książka. Jeśliby ją wydrążyć, nadawałaby się na mauzoleum dla Ronniego Corbeta, niewysokiego, uwielbianego szkockiego komika”… Nie ukrywam więc – że jestem na razie na początku tomu, ale już zauważyłem, iż założenia przyjęte przez angielskiego historyka pozwalają nie tylko spojrzeć na nam współczesne zmiany klimatyczne z pewnym dystansem, ale także po prostu robią wrażenie. Warto o nich pomyśleć z dala od zgiełku współczesnej agory, w którym publicystyka miesza się z propagandą, histerią, a także rozmaitymi interesami – i ekonomicznymi, i politycznymi.

II
Zwłaszcza że prezentowany przez Parkera sposób argumentacji dla wielu będzie pewnie zaskakujący i ciekawy sam w sobie. Dla zachęty: Parker wylicza tzw. „archiwa natury” jako jedno z ważnych źródeł poznania przeszłości, tj. ikonograficzne przedstawienie zjawisk naturalnych, czyli „obrazy lub drzeworyty ukazujące ważniejsze wydarzenia pogodowe, lub elementy krajobrazu, jak np. położenie języka lodowcowego”. Narzeka przy tym Parker na niezdolność historyków badających polityczne dzieje XVII wieku do korzystania m.in. z tego, przyznajmy specyficznego, źródła – wszak globalnemu ochłodzeniu towarzyszyła wówczas „niespotykana dotąd seria rewolucji i kryzysów państwowych na całym świecie”. No cóż, nawet jeśli historycy ten wymiar dziejów i rodzaj źródeł zaniedbali, to nie zapomnieli o nim meteorolodzy. I tak Agnieszka Kołakowska w jednym ze swych esejów pomieszczonych w tomie „Wojny kultur” przywołuje historię amerykańskiego profesora właśnie meteorologii, który poddał analizie setki obrazów powstałych między XV a XX wiekiem. Uwiecznione na płótnach warunki atmosferyczne zestawił on z danymi meteorologicznymi oraz informacjami o wysokości plonów w konkretnych przedziałach czasowych. „Wybrawszy okres, gdy dane meteorologiczne już istniały – 1967-1980 – i porównawszy je z pogodą na obrazach, odkrył wysoki stopień korelacji. To z kolei pozwoliło mu, przez ekstrapolację, ocenić, jak daleko pogoda w czasach dawniejszych odzwierciedlała prawdziwą sytuację meteorologiczną w tamtych czasach. Jego statystyczna analiza pokazała wyraźną zmianę między epoką średniowiecznego ocieplenia a Małą Epoką Lodowcową: przed 1500 r. niebo na obrazach było o wiele jaśniejsze i bezchmurne. Zjawisko to nie jest wytłumaczalne wyłącznie zmianą stylu i większym realizmem w malarstwie późniejszych epok. Od połowy XVI wieku pojawia się o wiele więcej niskich chmur; po 1860 (koniec Małej Epoki Lodowcowej) ich liczba znów się zmniejsza”.

III
No cóż, analiza obrazów jako materiału badawczego, z której wyciąga się daleko idące wnioski może zaskakiwać kogoś, kto wierzy tylko skomplikowanym diagnozom i prognozom możliwym dzięki obliczeniom superkomputerów. Ale informatyczna ścisłość nie zawsze jest – z definicji - tożsama z prawdą. Bywa że to właśnie dość dziwaczne z pozoru spekulacje zwracają naszą uwagę na istotę rzeczy. Klasyk reportaży Egon Erwin Kisch uchodził nie bez powodu za kolekcjonera „znaczących” banałów. W latach 30. ubiegłego wieku, kiedy spostrzegł, że palacze papierosów wyrzucają coraz większe niedopałki – orzekł: zdaje się kryzys minął. Sięgnijmy do przykładów z czasów nam współczesnych. Felietonista „Sunday Timesa” Jeremy Clarkson wyciągał niegdyś wnioski o końcu recesji z tego, że kiedy na targach motoryzacyjnych rozmawiał z fanami samochodów, nikt nie pytał o kwestie oszczędności czy bezpieczeństwo – wszystkich interesowała moc. Dobra, powie ktoś, to wniosek figlarnego, znanego ze specyficznego poczucia humoru felietonisty. Ale kiedy znawca czasów ponowoczesnych Zygmunt Bauman, zwracając uwagą na błahy na pozór fakt, że oto młodzi ludzie zabierają ze sobą na spacer wodę w butelkach, dostrzega w tym symptom nowego konsumpcjonizmu – to już mamy do czynienia z nauką?

IV
Ten sposób postrzegania rzeczywistości, z naciskiem na nieistotne z pozoru szczegóły („szczególarz mówi o komisarzu Przygodzie, niezapomnianym Henryku Kwinto w filmie Juliusza Machulskiego »Vabank«”) – jakkolwiek by go nie cenić, ma jednak swoje – i to spore – ograniczenia. Bywa, że skupiając się na korze jednego drzewa, nie zauważamy lasu. I tak wspomniany Kisch, kiedy odwiedził Charków w czasie szalejącego tam stalinowskiego terroru, o żadnym terrorze w swych reportażach nie wspomniał. Nie widział? Nie chciał widzieć? Z jakichś powodów uznał, że lepiej o tym nie pisać? Pozostawiam te pytanie otwarte – ale warto wyciągnąć z nich lekcję, że odpowiedzialnie o kryzysach pisać niełatwo. Zgoda?
Krzysztof Łęcki


Może Cię zainteresować.