sobota, 13 grudnia 2025
Imieniny: PL: Dalidy, Juliusza, Łucji| CZ: Lucie
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Na marginesie (historycznej) plotki  | 27.10.2025

Mam swoje powody (powód), by sądzić, że Chińczyki trzymają się mocno. I mam może w tym nawet swój mały wkład. Intelektualny. Oto dzięki informacjom z ResearchGate (uznanej komercyjnej sieci społecznościowej i internetowej bazy danych dla naukowców ze wszystkich dziedzin) dowiedziałem się właśnie, że moje książki i artykuły są czytane w… Chinach.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Oficjalne logo ResearchGate. Fot. ARC

I
Czy czytają je Chińczycy (Chinki?), tego oczywiście nie wiem, niemniej w Państwie Środka ktoś je jednak czyta. No dobra, na razie to tylko trzy osoby, ale... Ale – po pierwsze – najdłuższa droga rozpoczyna się od pierwszego kroku. I – po drugie – czytają w Chinach moje teksty nieprzetłumaczone na angielski. Rośnie więc we mnie duma, że język Reja i Kochanowskiego (a także Mickiewicza i Słowackiego, Witkacego i Gombrowicza itd...) staje się – na choćby mikrą (na razie) skalę – popularny w tak odległym, a jednocześnie wielkim jak kontynent kraju. Stop. Pewna prawniczka nazwała mnie niedawno w towarzystwie „kwintesencją sarkazmu”. Stop. To nieprawda – daleko mi do tego, choć podejmuję stosowne starania. Stop. Niemniej w tej właśnie perspektywie należy czytać powyższe informacje o moim (niejakim) sukcesie odnotowanym przez „komercyjną sieć społecznościową i internetową bazę danych dla naukowców ze wszystkich dziedzin”. Stop. Liczę, że niedługo ResearchGate zanotuje moje, podobnie cieszące duszę, sukcesy gdzie indziej – może na ten przykład w Malezji i Boliwii. Czy gdzie tam indziej – byle w pełnej egzotyce. Stop.

II
Dobra, dość już tych „stopów”, które podkradłem zresztą – jako zabieg formalny – innemu felietoniście. Zanim dojdziemy do historycznej plotki, trochę poważnej historii. Otóż jeden z „chińskich” czytelników (źródło – ResearchGate ) sięgnął po mój artykuł „Pułapka Tukidydesa 2.0”. Wróćmy zatem do Grecji V wieku p.n.e i... współczesnych Chin. To, wbrew pozorom, wcale nieodległe (gdy idzie o gryzące problemy polityczne) krainy. Wreszcie – właśnie do „pułapki Tukidydesa” odwołał się wybitny amerykański analityk Graham Allison, który szefował projektowi Harvard Thucydides’s Trap (Graham Allison, „Skazani na wojnę? Czy Ameryka i Chiny unikną pułapki Tukidydesa?”, Bielsko-Biała 2018). Co to takiego owa „pułapka Tukidydesa”? W wersji klasycznej, tj. tej, o której czytamy w „Wojnie peloponeskiej”, została sformułowana tak: „Otóż za najistotniejszy powód, chociaż przemilczany, uważam wzrost potęgi ateńskiej i strach, jaki to wzbudziło u Lacedemończyków”; w innym wariancie ateński admirał i historyk podał ją tak: „Lacedemończycy podjęli uchwałę o zerwaniu układu i konieczności wojny nie tyle z namowy sprzymierzeńców, ile ze strachu przed Ateńczykami. Widząc bowiem, że wielka część Hellady jest już opanowana przez Ateńczyków, bali się, żeby ich potęga jeszcze bardziej nie wzrosła”. Podstawmy za rosnącą potęgę zamiast Aten – Chiny, a w miejsce Sparty – Stany Zjednoczone i witamy w XXI wieku. (Inaczej było z „pułapką Tukidydesa” w II połowie wieku XX – wtedy imperium lądowe, Spartę, „reprezentował” niejako Związek Sowiecki, gdy potęgę morską, Ateny – USA). Kto ciekaw jak „pułapką Tukidydesa” tłumaczono rozmaite konflikty – od starożytności do czasów nam współczesnych zapraszam do lektury mojej książki „Według Tukidydesa”. 

III
To Perykles nakreślił strategię Aten w wojnie ze Spartą i jej koalicjantami: „Jeżeli ich armia lądowa ruszy przeciwko naszemu krajowi, zaatakujemy flotą ich terytorium; zniszczenie zaś nawet całej Attyki nie jest tym samym, co zniszczenie choćby części Peloponezu. Oni bowiem nie będą mogli bez walki zdobyć sobie innego kraju, my zaś mamy dużo ziemi na wyspach i na lądzie stałym. Wielką jest bowiem rzeczą panowanie na morzu. Zastanówcie się: gdybyśmy byli wyspiarzami, czyż byłby ktoś, kogo byłoby trudniej pokonać niż nas? I teraz powinniśmy zachowywać się mniej więcej tak, jakbyśmy byli wyspiarzami: opuścić ziemię i wsie, a straż objąć nad morzem i miastem; rozgniewani na Peloponezyjczyków za niszczenie naszego kraju, nie możemy dać się wciągnąć do bitwy lądowej, gdyż są oni od nas silniejsi liczebnie. Nawet bowiem wygrawszy bitwę, musielibyśmy walczyć powtórnie z nie mniejszą liczbą nieprzyjaciół, a w razie niepowodzenia — stracilibyśmy sprzymierzeńców, którzy stanowią główną naszą siłę; nie zachowywaliby się bowiem spokojnie, czując, że nie mamy dość sił, żeby przeciw nim wystąpić. Nie trzeba biadać nad utratą domów czy ziemi, lecz nad utratą ludzi. Przecież nie ludzie są własnością rzeczy,tylko rzeczy — własnością ludzi”.

IV
Tak, w dziele Tukidydesa Perykles jawi się jako wielki polityczny wizjoner, mąż opatrznościowy Aten. Jednak w czasie gdy dochodziło do politycznych spięć pomiędzy ateńskim Związkiem Morskim a Spartanami i ich sojusznikami, życie w Atenach toczyło się jak wcześniej. Co z tego wynika dla naszego rozumienia tamtej, odległej historii? Twórca i kodyfikator antropologii strukturalnej Claude Levi-Strauss przekonywał: „(…) faktem jest, że pięciominutowy film nakręcony w Atenach z V wieku (p.n.e.) zmodyfikowałby gruntownie wizję, jaka dają nam historycy” (Claude Levi-Strauss, Didier Eribon, „Z bliska i z oddali”, przeł. Krzysztof Kocjan, Łódź 1994, s. 143). No właśnie... Polski znawca Wojny peloponeskiej, Ryszard Kulesza jeden z rozdziałów pracy poświęconej temu konfliktowi zatytułował prowokacyjnie: „Czy Perykles wywołał wojnę? W świecie historycznej plotki”. Otóż faktem jest, że Perykles pchał Ateny do wojny. Czy kierował się w tym interesem Aten czy swoim własnym? Czy chodziło o finansowe (i inne) niejasności związane z budową świątyń i rzeźb na Akropolu? Wreszcie – bardzo zaprzyjaźniony z Peryklesem Fidiasz (tak, tak, słynny Fidiasz, o którego kunszcie uczyliśmy się w szkołach) zakończył życie w więzieniu, a w przypadku Peryklesa postawiono wniosek żądający od niego sprawozdania rachunkowego przed prytanami z finansów publicznych... Wojna (peloponeska) jeśli nie przykryła ostatecznie tych wszystkich wątpliwych kwestii, to na pewno odsunęła je na dalszy plan. Tak, to Spartanie wypowiedzieli Ateńczykom wojnę, odrzucając proponowany przez tych ostatnich sąd polubowny, niemniej to właśnie nieprzejednana postawa ateńskiego przywódcy, Peryklesa odegrała sporą rolę w doprowadzeniu do sytuacji „bez wyjścia”. Jaką? Naprawdę trudno oszacować...

V
Czytam właśnie książkę Simona Jenkinsa „Krótka historia Europy. Od Peryklesa do Putina”, przeł. Tomasz Hornowski, Rebis, Poznań 2019.
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.