środa, 22 maja 2024
Imieniny: PL: Emila, Neleny, Romy| CZ: Emil
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Pytania łatwe i trudne | 17.04.2024

Przekonanie, że nie ma głupich pytań jest głupie samo w sobie. W rzeczywistości jest wiele głupich, a nawet bardzo głupich pytań. Problem z tym, że często myli się pytania głupie z pytaniami niewygodnymi. Niekiedy myli się te dwa rodzaje pytań celowo. I chce się wtedy przekonywać, że jakieś, właśnie zadane, niewygodne pytanie, jest po prostu głupie, a więc z definicji niewarte odpowiedzi. Inna sprawa, to odpowiedzi na pytania. 

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 15 s
Kadr z filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, Fot. ARC

Mogą być oczywiście głupie, ale możemy ich po prostu znać. Może też może nie ma na nie „dobrej” odpowiedzi. Wreszcie możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której pytanie jest zadane w taki sposób, że odpowiedź jest... Zobaczmy:
„– Są takie pytania, na które nie można odpowiedzieć »tak«, »nie«.
– Proszę Pana, nie ma takich pytań. Na każde pytanie można odpowiedzieć »tak«, »nie« lub »nie wiem«.– Tak? A jeżeli spytam Pana, czy Pan już przestał brać łapówki?.... To co Pan na to odpowie?”. No właśnie – jaką odpowiedź ma dać najwyraźniej wstrząśnięty i zmieszany porucznik Zubek z serialu „07 zgłoś się”?

I
W innych jeszcze przypadkach odpowiedź jest znana zanim jeszcze pytanie zostanie zadane. W jednym z kultowych filmów Stanisława Barei, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, znalazła się parodia popularnego w latach siedemdziesiątych programu telewizyjnego – czy było to „Z wizytą u was”, czy „Z najlepszymi życzeniami”, nie pomnę. „– Każdy w życiu ma jakieś marzenie, czegoś pragnie, o czymś myśli, coś co lubi, coś, co chciałby jeszcze raz zobaczyć, usłyszeć. Pani Walentyna Wnuk jest salową od wielu, wielu lat. Co Pani chciałaby najbardziej usłyszeć?
– (Pani Walentyna Wnuk odczytuje z mozołem z kartki) Piosenkę pana Ko... Koracza, bym chciała najbardziej usłyszeć.
– Tak się szczęśliwie składa, że mamy pana Koracza na sali”.
Czy Bareja się mylił? Czy może rzeczywiście programy te miały swój tak ściśle realizowany scenariusz, że nie tylko pytania, ale i „niby” swobodne wypowiedzi można było czytać jak z kartki? No cóż, literaturoznawcy Stefan Chwin i Stanisław Rosiek przypomnieli jak to produkowano takie programy – „Korbolewski: To jest mój gość pan Mar... pan redaktor Marian Podkowiński. Ponieważ ja interesuję się bardzo Kaliszem i wyczytałem...
Michotek: Widzi pan, bo jak pan zacznie »ponieważ«, to obowiązuje pana długa fraza. Natomiast jak pan zacznie: »Ja bardzo interesuję się Kaliszem«...
Korbolewski: Aha...
Michotek:... i skończy” (Stefan Chwin, Stanisław Rosiek, „Bez autorytetu”, Wydawnictwo Morskie Gdańsk, 1981, s. 162). Tak się kiedyś robiło programy telewizyjne... 

II
Oczywiście, nie zawsze idzie w pytaniach o sprawy błahe. Niekiedy w grę wchodzą sprawy śmiertelnie poważne. Jak w przypadku religii. W Ewangelii według św. Mateusza (Mt 5:36-37) co prawda czytamy „Niechaj wasza mowa będzie: »tak« – »tak«, »nie« – »nie«, bo co ponadto jest, to jest od złego”. Nie do końca jednak wiadomo, czy akurat w tym przypadku idzie o odpowiedzi na zadawane wiernemu pytania. Niemniej, religia często wprowadza (wprowadzała?) w pytaniach zadawanych wiernym element niepokoju – czy nie zaczyna się on staczać w otchłań herezji. Preteksty do zadawania takich pytań mogły być najrozmaitsze. Pisał Jorge Luis Borges w jednym ze swych opowiadań: „(...) zaczęło się mówić o różach. Abu ‘l-Qasim, który nawet na nie spojrzał, przysięgał, że nie ma róż równych tym, które zdobią ogrody andaluzyjskie. Faradż był innego zdania; twierdził, że uczony Ibn Qutajba opisuje niesłychany gatunek nigdy nie więdnącej róży, która rodzi się w ogrodach Indostanu i której płatki noszą w sobie napis: »Nie ma boga ponad Boga a Mohamed Jego Prorok«; dodał, że Abu ‘l-Qasim bez wątpienia musi znać te róże. Abu ‘l-Qasim popatrzył na niego zaniepokojony: o ile odpowiedziałby, że tak, okrzyknięto by go, i słusznie, szalbierzem, o ile odpowiedziałby, że nie, uznano by go za niewiernego. Wymruczał pod nosem, że klucze rzeczy nieznanych są w ręku Pana i że nie ma na ziemi nic zieleniącego się, ani nic więdnącego, co by nie został zarejestrowane w Jego Księdze. Słowa te, zawarte w jednej z pierwszych sur, przyjęto z pomrukiem szacunku” (Jorge Luis Borges, „Dociekania Awerroesa”, tłum. Zofia Chądzyńska (w:) Alef, Czytelnik Warszawa 1972, , s.105-106). No cóż, skoro mowa o róży i pytaniach, do jakich może ona prowokować, to grzechem byłoby nie przywołać fragmentu najsłynniejszej może powieści z różą w tytule – „Imię róży” Umberta Eco: „– Czy w Paryżu mają na wszystko prawdziwą odpowiedź? – pyta benedyktyński nowicjusz Adso z Melku, – Nigdy – rzekł Wilhelm – ale są bardzo pewni swych błędów”.

III
Politycy, jak wielu wspomnianych przez Eco średniowiecznych teologów, nie na wszystko dają prawdziwą odpowiedź. Trudno jednak nie zauważyć, że niepokojąco wielu z nich jest bardzo pewnych swoich błędów. Dlatego w polityce warto uważać na zadawane politykom pytania. Niekiedy decydują one o karierze dziennikarza – dalszym jej ciągu, lub, w gorszym wypadku, szybkim końcu. Toteż choć politycy zachęcają do stawiania im trudnych pytań, to dobrze wiedzieć, na jakie pytania mają dobrą odpowiedź. Woody Allen opowiedział w jednej ze swych jednoaktówek historię polityka, który poprosił do siebie swojego rzecznika prasowego, żeby – jak zapowiedział – „omówić z nim pewną ideę”. Idea polityka była prosta. Oto, gdy na konferencji prasowej poprosi on o pytania, jego współpracownik zada mu pytanie z góry umówione. I cóż w tym dziwnego, powiecie Państwo. No właśnie. Cóż dziwnego jednak by się tu znalazło – dziwne było mianowicie pytanie, które miał zadać rzecznik prasowy. Brzmiało ono tak: „Jakiej długości powinny być ludzkie nogi?”. Zdumiony rzecznik wyraził wątpliwość – po co ma zadawać takie właśnie, dość jednak dziwaczne, przyznajcie Państwo, pytanie. Jak to po co? – wzruszył ramionami polityk. To proste, bo mam na to pytanie świetną odpowiedź… Acha, odpowiedź polityka brzmiała – długość ludzkich nóg powinna być taka, by sięgały do ziemi. W kraju, w którym politycy mówią dziennikarzom to, co im przekazuje w SMS-ach szefostwo partii, uwaga o długości nóg, które skądś wyrastając powinny sięgać ziemi wydawać się musi nie tylko dowcipna, ale i niezwykle trafiona.
Krzysztof Łęcki