II
No
cóż... Nie ma co ukrywać, że dla wielu czytelników/czytelniczek lektura książek
z zakresu socjologii to często „droga przez mękę”. Po pierwsze – język. Jak
przyznaje nawet jeden z wybitnych przedstawicieli tej profesji Howard S. Becker, „(...) każdy wie, że socjologowie piszą fatalnie, i to do tego stopnia, że
literaci mogą sobie robić żarty na temat kiepskiego pisarstwa, rzucając hasło: »socjologia«”.
Ha, łatwo Beckerowi o takie ogólne diagnozy – on sam akurat miał świetne pióro.
Czy przedzieranie się przez zwykle mocno przyciężkawy styl pisarski naukowych
prac socjologów i socjolożek przynajmniej w finale lektury nagradza cierpliwych
czytelników jakąś wartą uwagi wiedzą o zjawiskach społecznych? Bywa różnie. Niemniej
zawodowa uczciwość nakazuje mi odnotować także takie opinie, jak chociażby Nigela
Barleya (ten streścił potoczną wiedzę uniwersytecką, zgodnie z którą „(w)iadomo
na przykład, że socjologowie to pozbawieni poczucia humoru lewicujący
głosiciele nonsensów i truizmów”) czy filozofa Bronisława Łagowskiego, który
podsumował podobne jak u Barleya odczucia w lapidarny sposób: „(s)ocjologowie
odkrywają naukowymi metodami to, co każdy widział gołym okiem”.
III
Otóż
nie zawsze w socjologii jest trywialnie. Weźmy przypadek twórczości Zygmunta Baumana.
Powszechną popularność przyniosła mu koncepcja „płynnej nowoczesności”. To
wtedy Bauman „znajduje literacką metaforę i formułę opisu rzeczywistości, którą
zastosuje przez następnych kilkanaście lat w kilkudziesięciu książkach. Płynny
świat, płynna miłość, płynny strach, płynna inwigilacja, płynne pokolenie –
przyniesie mu ona rozpoznawalność, zapadnie ludziom w pamięć, opowie dzięki
niej niezliczone historie, w których czytelnicy rozpoznają swoje
doświadczenie”. Owa „płynność” to jednocześnie literacka metafora, formuła i
koncepcja socjologiczna, która zyskała niezwykłe uznanie. „Koncepcję nowoczesności, czy też »płynnego
społeczeństwa«, stworzył, jak wiadomo, Zygmunt Bauman” – przypomina Umberto
Eco. „Kroniki płynnego społeczeństwa” to podtytuł ostatniego wyboru felietonów
autora „Imienia róży”, zaś pierwszy tekst wspomnianego tomu nosi
tytuł „Płynne społeczeństwo”. Więcej – wspomina w nim Eco, że korzystają z tej
koncepcji również konserwatyści, traktując ją jako diagnozę współczesnego
świata (kardynał Ratzinger, papież Benedykt XVI).
IV
Konsekwencje niektórych koncepcji
Baumana daleko wykraczały poza banał „rozmów polskich XXI wieku”. I tak w
przypadku przedstawionej przez Zygmunta Baumana analizy mechanizmów Holokaustu, Michał Łuczewski „wykazywał, że teoria Baumana zawarta w »Nowoczesności i
Zagładzie« nie pasuje do Holokaustu, ale doskonale znajduje zastosowanie przy
opisie współczesnego podejścia do aborcji. »Ta książka to jedno z tych
arcydzieł, które mówią otwarcie to, o czym ich autor bałby się powiedzieć«–
pisze Łuczewski. Jeśli – jak chce Bauman – nowoczesność skrywa przed nami zło,
które czynimy, i zaczynamy produkować je na skalę przemysłową, to dlaczego nie
uznać stosunku zachodniego człowieka do aborcji, tego przejmującego przejawu
naszej obojętności i ślepoty moralnej, za egzemplifikację teorii Baumana?” (Dariusz Rosiak, „Bauman”, Mando, Kraków
2019, s. 214). Po czasie sam Bauman „(z)auważył, że to, co łączy
Holokaust z aborcją, to przekonanie, że istnieje życie niewarte życia” (Dariusz Rosiak, tamże).
V
A klasyka
myśli socjologicznej – ta nieco dawniejsza? Może też znaleźlibyśmy w niej coś
ciekawego. Raymond Aron w latach 30. ubiegłego wieku zadebiutował książką
poświęconą współczesnej mu socjologii niemieckiej, w tym prawdziwemu
intelektualnemu olbrzymowi tej dyscypliny Maxowi Weberowi. Dzień po kapitulacji
Niemiec w I wojnie światowej Weber napisał: „Bez wątpienia spowodowaliśmy
światową supremację Anglosasów, co było po tej wojnie równie nieuniknione, jak
dominacja Rzymu po drugiej wojnie punickiej. Pozostaje nam pocieszać się i
chwalić tym, że zapobiegliśmy najgorszemu: zwycięstwu rosyjskiego knuta”. Jak
referuje dalej Aron – Weber w tym samym czasie – „(z) większą niż
kiedykolwiek pasją podjął temat reformy konstytucji, do którego nawoływał na
długo przed wojną. Proponując naprawę »parlamentaryzmu», nie oczekiwał
natychmiastowej transformacji, cudownej poprawy. Liczył na lepszy dobór
rządzących. Jednocześnie, raczej bez złudzeń, obserwował uwarunkowania
współczesnej mu polityki. Państwo biurokratyczne stało się ogromnym
przedsiębiorstwem, którego funkcjonowanie muszą zapewnić urzędnicy, technicy i
specjaliści. Same partie ulegając biurokratyzacji, stają się bezduszną maszyną,
sformowane ze ślepo posłusznych przywódcy żołnierzy/aparatczyków, dążących do
władzy nie tyle po to, by zrealizować jakieś dzieło dla wspólnoty narodowej,
ile by otrzymać stanowiska i uzyskać korzyści majątkowe”.
VI
Brzmi
jakoś znajomo, prawda?
Krzysztof Łęcki