środa, 11 lutego 2026
Imieniny: PL: Bernadetty, Marii, Olgierda| CZ: Božena
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i Kon-teksty Łęckiego: Socjologia na co dzień | 05.03.2025

Czytam przede wszystkim dla „przyjemności lektury”. Ale czytam też zawodowo. Na przykład przygotowując tzw. recenzje wydawnicze. Jednak zdarza się, że nawet „lektura obowiązkowa” (nawiązanie do szkolnej nomenklatury – nieprzypadkowe) akademickich publikacji z zakresu socjologii może być związane z czytelniczą satysfakcją. Przyjemność taka to raczej wyjątek od reguły, niemniej nie jest tak, że nie przydarza się ona w ogóle. I całkiem niedawno spotkała mnie aż dwa razy.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Filozof Bronisław Łagowski stwierdził kiedyś, że „socjologowie odkrywają naukowymi metodami to, co każdy widział gołym okiem”. Czy rzeczywiście? Fot. Pixabay

I
Opiniowałem dwie książki profesorów Uniwersytetu Warszawskiego Andrzeja Waśkiewicza („Otium cum dignitate, czyli o godziwym spędzaniu czasu wolnego. Szkice z historii idei”) i wywiad-rzekę Piotra Kulasa z Pawłem Śpiewakiem („W cierpieniu nie ma nic pozytywnego. Paweł Śpiewak w rozmowie z Piotrem Kulasem”). Rozmowa profesorów Kulasa ze Śpiewakiem to pasjonująco opowiedziany fragment historii (intelektualnej, ale nie tylko) Polski (i PRL-u i III Rzeczypospolitej). O czym traktuje praca Waśkiewicza informuje tytuł jego niezwykle erudycyjnego, napisanego świetnym językiem studium. Na okładce tej ostatniej książki zamieszczono kilka zdań z mojej recenzenckiej o niej opinii. Napisałem, że „(l)ektura książki Andrzeja Waśkiewicza to dobra zachęta do studiów socjologicznych dla tych, którzy nie chcą widzieć w socjologii tylko prowadzenie szeroko zakrojonych badań ilościowych i bardziej, a zwłaszcza mniej subtelnej analizy ich rezultatów; także dla tych, dla których socjologia nie ma sprowadzać się w zasadzie do przedstawiania wyników sondaży opinii społecznej”.

II
No cóż... Nie ma co ukrywać, że dla wielu czytelników/czytelniczek lektura książek z zakresu socjologii to często „droga przez mękę”. Po pierwsze – język. Jak przyznaje nawet jeden z wybitnych przedstawicieli tej profesji Howard S. Becker, „(...) każdy wie, że socjologowie piszą fatalnie, i to do tego stopnia, że literaci mogą sobie robić żarty na temat kiepskiego pisarstwa, rzucając hasło: »socjologia«”. Ha, łatwo Beckerowi o takie ogólne diagnozy – on sam akurat miał świetne pióro. Czy przedzieranie się przez zwykle mocno przyciężkawy styl pisarski naukowych prac socjologów i socjolożek przynajmniej w finale lektury nagradza cierpliwych czytelników jakąś wartą uwagi wiedzą o zjawiskach społecznych? Bywa różnie. Niemniej zawodowa uczciwość nakazuje mi odnotować także takie opinie, jak chociażby Nigela Barleya (ten streścił potoczną wiedzę uniwersytecką, zgodnie z którą „(w)iadomo na przykład, że socjologowie to pozbawieni poczucia humoru lewicujący głosiciele nonsensów i truizmów”) czy filozofa Bronisława Łagowskiego, który podsumował podobne jak u Barleya odczucia w lapidarny sposób: „(s)ocjologowie odkrywają naukowymi metodami to, co każdy widział gołym okiem”.

III
Otóż nie zawsze w socjologii jest trywialnie. Weźmy przypadek twórczości Zygmunta Baumana. Powszechną popularność przyniosła mu koncepcja „płynnej nowoczesności”. To wtedy Bauman „znajduje literacką metaforę i formułę opisu rzeczywistości, którą zastosuje przez następnych kilkanaście lat w kilkudziesięciu książkach. Płynny świat, płynna miłość, płynny strach, płynna inwigilacja, płynne pokolenie – przyniesie mu ona rozpoznawalność, zapadnie ludziom w pamięć, opowie dzięki niej niezliczone historie, w których czytelnicy rozpoznają swoje doświadczenie”. Owa „płynność” to jednocześnie literacka metafora, formuła i koncepcja socjologiczna, która zyskała niezwykłe uznanie. „Koncepcję nowoczesności, czy też »płynnego społeczeństwa«, stworzył, jak wiadomo, Zygmunt Bauman” – przypomina Umberto Eco. „Kroniki płynnego społeczeństwa” to podtytuł ostatniego wyboru felietonów autora „Imienia róży”, zaś pierwszy tekst wspomnianego tomu nosi tytuł „Płynne społeczeństwo”. Więcej – wspomina w nim Eco, że korzystają z tej koncepcji również konserwatyści, traktując ją jako diagnozę współczesnego świata (kardynał Ratzinger, papież Benedykt XVI).

IV
Konsekwencje niektórych koncepcji Baumana daleko wykraczały poza banał „rozmów polskich XXI wieku”. I tak w przypadku przedstawionej przez Zygmunta Baumana analizy mechanizmów Holokaustu, Michał Łuczewski „wykazywał, że teoria Baumana zawarta w »Nowoczesności i Zagładzie« nie pasuje do Holokaustu, ale doskonale znajduje zastosowanie przy opisie współczesnego podejścia do aborcji. »Ta książka to jedno z tych arcydzieł, które mówią otwarcie to, o czym ich autor bałby się powiedzieć«– pisze Łuczewski. Jeśli – jak chce Bauman – nowoczesność skrywa przed nami zło, które czynimy, i zaczynamy produkować je na skalę przemysłową, to dlaczego nie uznać stosunku zachodniego człowieka do aborcji, tego przejmującego przejawu naszej obojętności i ślepoty moralnej, za egzemplifikację teorii Baumana?” (Dariusz Rosiak, „Bauman”, Mando, Kraków 2019, s. 214). Po czasie sam Bauman „(z)auważył, że to, co łączy Holokaust z aborcją, to przekonanie, że istnieje życie niewarte życia” (Dariusz Rosiak, tamże).

V
A klasyka myśli socjologicznej – ta nieco dawniejsza? Może też znaleźlibyśmy w niej coś ciekawego. Raymond Aron w latach 30. ubiegłego wieku zadebiutował książką poświęconą współczesnej mu socjologii niemieckiej, w tym prawdziwemu intelektualnemu olbrzymowi tej dyscypliny Maxowi Weberowi. Dzień po kapitulacji Niemiec w I wojnie światowej Weber napisał: „Bez wątpienia spowodowaliśmy światową supremację Anglosasów, co było po tej wojnie równie nieuniknione, jak dominacja Rzymu po drugiej wojnie punickiej. Pozostaje nam pocieszać się i chwalić tym, że zapobiegliśmy najgorszemu: zwycięstwu rosyjskiego knuta”. Jak referuje dalej Aron – Weber w tym samym czasie – „(z) większą niż kiedykolwiek pasją podjął temat reformy konstytucji, do którego nawoływał na długo przed wojną. Proponując naprawę »parlamentaryzmu», nie oczekiwał natychmiastowej transformacji, cudownej poprawy. Liczył na lepszy dobór rządzących. Jednocześnie, raczej bez złudzeń, obserwował uwarunkowania współczesnej mu polityki. Państwo biurokratyczne stało się ogromnym przedsiębiorstwem, którego funkcjonowanie muszą zapewnić urzędnicy, technicy i specjaliści. Same partie ulegając biurokratyzacji, stają się bezduszną maszyną, sformowane ze ślepo posłusznych przywódcy żołnierzy/aparatczyków, dążących do władzy nie tyle po to, by zrealizować jakieś dzieło dla wspólnoty narodowej, ile by otrzymać stanowiska i uzyskać korzyści majątkowe”.

VI
Brzmi jakoś znajomo, prawda?
Krzysztof Łęcki


Może Cię zainteresować.