Lata temu w dużej, blisko dwustuosobowej, wypełnionej po brzegi sali,
prowadziłem spotkanie ze Stanisławem Tymem – aktorem,
reżyserem i – na końcu, ale nie najmniej ważne – felietonistą. W pewnym momencie
zapytałem niezapomnianego „Ryśka” („Bo wszystkie Ryśki to fajne chłopy”), co
się przydarzyło ostatnio „temu Misiu”. Na co jakiś starszy wiekiem prymus z
widowni wstał i z wyraźnym niesmakiem mnie poprawił – „nie mówi się temu Misiu,
tylko temu Misiowi”. No cóż, sposób w jaki spojrzał na mnie wówczas Stanisław
Tym – naprawdę niezapomniany. Ale – pan Stanisław
z niejednego pieca chleb jadał – więc, pewnie, by pozostać w klimacie („taki
mamy klimat”) spotkania, zaskoczył mnie postawioną ni z tego, ni z owego
zagadką. Opowiedział mianowicie krótką historyjkę – i zakończył ją pytaniem: co
też w opowiastce tej się powtarza? „Tym bardziej!” – odpowiedziałem. „Co – tym bardziej?”
– zapytał „Miś”. „No, Tym bardziej” – powtórzyłem z przekonaniem, bo w historyjce
jak refren powtarzał się zwrot „tym bardziej”. Nawiązywał on wprost (czy przypadkowo?)
do nazwiska mojego interlokutora. Tym miał minę mocno zdziwionego moją
odpowiedzią. Albo też – zaskoczenie udanie grającego. No cóż – wszyscy co
nieraz lubimy się pośmiać, więc widząc takiego „Misia” cała sala utonęła w
śmiechu.
I
To dawne spotkanie przypomniało mi się, bo tom wydanych w
tym roku 100 najlepszych felietonów (wybranych z tygodnika „Polityka”)
Stanisława Tyma nosi tytuł – właśnie – „Tym bardziej”. Zbiór felietonów. Otóż,
kiedy czyta się felietony jakiegoś autora w miarę systematycznie, ale co tydzień
czy co miesiąc – to czyta się je jednak nieco inaczej niż wówczas, kiedy teksty
znajdą się w większej liczbie pod wspólną okładką. Nie stawiam tezy, że lepiej
czytać felietony złożone w tomy zbiorowe; ani też – czy korzystniej czytać je,
powiedzmy, z tygodnia na tydzień. Pewnie bywa różnie z tym bywa w zależności od
felietonowych kompozycji autora/autorki. Ot, przed laty czytałem felietony Kingi
Dunin zamieszczane w „Wysokich Obcasach”, i to zwykle z zaciekawieniem. Ale
kiedy próbowałem przeczytać zbiór tych felietonów, nie dałem rady. Po prostu trudno
było mi znieść posuniętą do karykatury monotonię tematyczną, której, gdy jej felietony
zebrać do kupy, nie rekompensowały nawet cięty język i oryginalne niekiedy
skojarzenia. No cóż, może moja strata, ale wreszcie – o gustach się nie
dyskutuje.Kiedy czytałem
zebrane felietony Stanisława Tyma nie odnosiłem wrażenia, że są monotonne. Ale jednocześnie
w czasie lektury nasunął mi się na myśl nieco inny problem pisarski: jak ważny
jest pretekst napisania felietonu i – nade wszystko – kontekst jego lektury. I
w tym właśnie kontekście (sic!) pomyślałem sobie, że dwa słowa zdawać się mogą komuś
(na przykład mnie) dominantą zamieszczonych w tomie „Tym bardziej” – zwykle
błyskotliwie sformułowanych – uwag. Że interesująco byłoby przeczytać na nowo
felietony Tyma właśnie przez ich pryzmat. Te dwa słowa to „refren” i
„bardziej”. Może się to wydać komuś (ale nie mnie) paradoksalne, ale nie są to
słowa, które w tekstach Tyma nachalnie występują. Zdały mi się po prostu nie
tyle najlepiej charakteryzować sztukę pisarską autora, co moje czytelnicze
wrażenia.
II
Otóż wiele uwag filmowego „Misia”, kiedy tylko wyjąć je z
ram dającego się opisać datami kontekstu, zdaje się zmieniać sens na przeciwny.
Ot, weźmy taki oto fragment – „Taka Komisja Wenecka na przykład żąda
przestrzegania prawa w Polsce”. Koniec kropka. Kropka? Ależ – nie. Oto – pisze
Tym – w jej skład polski rząd proponuje włączyć takie postaci, jak na przykład
profesor znany z opinii, że „Trybunał Konstytucyjny nie może orzekać, bo rządowa
(w tym miejscu – nazwa partii rządzącej) ustawa mu tego zabrania”. Trochę to
może wydać się pokrętne i niezrozumiałe, ale wystarczy podać datę publikacji („Polityka”
nr 46, 13. 4. 2016, „Tym bardziej”, s. 64) i wszystko stanie się z pewnością
jaśniejsze. I dalej – z tą samą – co dana przed chwilą – uwagą. „Posłowie
opozycji wchodzą na mównicę nie po to, by przemawiać, ale by główny klawisz
odebrał im głos i pozbawił części wynagrodzenia”. (s.1 22). Mógłbym wiele jeszcze
takich fragmentów z felietonów Tyma przytaczać. Zamiast tego jednak – to już na
koniec – jeszcze
jedna uwaga Tyma (felieton „Wojskowy z wężykiem” – „Polityka nr 23, 7. 6. 2017;
„Tym bardziej”, s. 92): „Przeciwko Europie prowadzona jest wojna (...) I dodał:
Polska musi odbudowywać swoje siły zbrojne. Jak to rozbudowywać? Jeszcze
bardziej?”. Po latach okazuje się, i to, że siły zbrojne trzeba „rozbudowywać”
i to – „jeszcze bardziej”...
III
No cóż, czyżby mocne
przekonanie księdza Kitowicza miało obowiązywać po wsze czasy: „Lubo nie masz nic nowego
pod słońcem, jako powiedział Salomon, jednakowoż rzeczy na świecie, odmieniając
się ustawicznie według przypisanego im od Stwórcy prawai za koleją jedne po drugich następując, nowymi być się zdają,
chociaż już dawniej były” (Jędrzej Kitowicz „Opis obyczajów za panowania
Augusta III”). Właśnie jakiś może nieco mniej uważny
czytelnik/czytelniczka mojego tekstu mógłby pomyśleć, że szło mi o nim o to, że
felietony Stanisława Tyma, stawiane w nich diagnozy i przynajmniej część
prognoz pozostaje w jakiś sposób niezależna od sytuacji politycznej w Polsce,
Europie i na całym dalszym świecie. Zatem – po prostu, powtórzę – rzeczywiście
„nic nowego”?
IV
Pozwolę sobie do diagnozy „nic nowego” dołożyć (dla rymu) –
taka diagnoza to nic bardziej błędnego. Bo wszystko jest dzisiaj mniej
więcej takie samo,
to prawda, ale– jednocześnie – jest znacznie,
znacznie „bardziej”. I nie idzie tylko o bardziej rozbudowane – czy intensywnie
rozbudowywane – polskie (europejskie) siły zbrojne. PS Przy okazji krótkiej refleksji nad zbiorem 100 felietonów
Stanisława Tyma polecam książkę złożoną ze 100 moich felietonów. Wybrałem je z
prawie czterystu, opublikowanych w „Głosie” w latach 2018-2025. Mój zestaw tekstów
nosi tytuł „Bricolage. Zapiski rezonera”; na ladach księgarskich (i w
Internecie) pojawił się jesienią 2025 roku (staraniem Wydawnictwa Naukowego
„Śląsk”). Do lektury wydanych pod jedną okładką moich „zapisków rezonera” – a
jakże – zachęcam.