niedziela, 8 marca 2026
Imieniny: PL: Beaty, Juliana, Wincentego| CZ: Gabriela
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Według Cara | 25.02.2026

Prawo, w tym kształcie, jakie przybrało w cywilizacji zachodniej, to naprawdę wspaniałe osiągnięcie ludzkości. Prawo rzymskie, filozofia grecka i chrześcijaństwo, to trzy filary, na których cywilizacja ta została zbudowana. Dodajmy – na których cywilizacja ta ciągle się opiera, choć często ludzie ją zamieszkujący mało zdają sobie z tego sprawę. 

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay

Otóż jedną z dających się zaobserwować tendencji w rozwoju prawa, bo prawo się rozwija, a jakże, było uczynienie wszystkich ludzi wobec prawa równymi. Nie dziwcie się Państwo, to, co wydaje się wam oczywiste, czyli równość wobec prawa, nie zawsze takie było; więcej - było zupełnie nieoczywiste, ba, nawet absurdalne. Przypominam, by sięgnąć w przeszłość jeszcze głębiej, że dla wielkiego filozofa Arystotelesa, niewolnik był mówiącym narzędziem.

I

Oczywiście, w zależności od prawniczej mody (uzasadnianej zwykle wynikami badań kryminologicznych) i biegłości adwokata, kary za takie same, bądź podobne przestępstwa mogą być baaaardzo różne. W tym ostatnim przypadku powiedzieć można, że na pewno są ludzie wobec prawa równi, ale są i równiejsi. Stąd nie zawsze cieszyło się prawo powszechnym szacunkiem i poważaniem.  Niekiedy winne były okoliczności, niekiedy jednak atmosferę wokół siebie psuło samo prawo i jego przedstawiciele.

Nie, nie zamierzam pisać tu o przekupnych sędziach, a przecież i tacy pewnie się zdarzają. Nie. Zamierzam tylko przypomnieć, jak niezwykle elastyczna jest logika prawnicza, kiedy niepostrzeżenie dla samej siebie wychodzi poza dopuszczalne ramy. Ta elastyczność ponad miarę psuje prawo. Przypomnieć? Tak, przypomnieć, bo choroba, którą znacie Państwo z medialnych newsów, nie jest wcale nowa. Przypadek, o którym chcę parę słów napisać, dotyczy prawa konstytucyjnego. Idzie o głównego redaktora konstytucji kwietniowej z 1935 roku Stanisława Cara. Jak opowiadał o nim jeden z najwybitniejszych polskich publicystów politycznych Stanisław Mackiewicz, Car był „człowiekiem głęboko wykształconym, doskonałym mówcą i stylistą, w przyjaźni wierny i w ogóle natura głęboko lojalna, rycerski, a w życiu publicznym i osobistym idealnie bezinteresowny”. Dlaczego więc opinia publiczna uznawała tego tak wspaniałego człowieka za potwora? Otóż, przyznaje Mackiewicz, był Car jednocześnie „nihilistą, dekadentem, schyłkowcem prawnym. Jego subtelność interpretacyjna, czasami bardzo dowcipna i olśniewająca, czasami dowcipnie paradoksalna, jego przeadwokacenie stosunku do ustawy musiało doprowadzać obywatela do przekonania, iż każdą ustawę można zawsze interpretować raz tak, raz inaczej, raz na biało, raz na czarno. W takich warunkach prawo przestaje istnieć” – kończy Mackiewicz, skądinąd również prawnik z wykształcenia.

Wspominałem niedawno na tych łamach o tym, że podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów, zdarzyło mi się spędzić kilka wieczorów przy winie z jednym z najbardziej błyskotliwych polskich prawników. Ciekawie się nam dyskutowało na najróżniejsze tematy, jeden tylko problem nie pojawił się w czasie naszych rozmów prawie w ogóle. Jaki? Prawo. I dobrze, bo odnoszę nieodparte wrażenie, że usłyszałbym Cara.   

II

W niektórych firmach można się niekiedy natknąć na dość humorystyczną wywieszkę: „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego”. To zarządzenie sygnowane przez Cara Rosji Piotra I, tego co to, by Rosję do Zachodu upodobnić, kazał bojarom brody golić. Wydano je dnia 29 XII 1708. Może jednak i dzisiaj warto poświęcić mu nieco uwagi. Po pierwsze – jeśli taka instrukcja dla podwładnych była wtedy potrzebna, znaczyło to najpewniej, że zdarzały się przypadki, iż nie patrzono na przełożonych wystarczająco durnowato i swoim rozumieniem sprawy najwyraźniej peszono ludzi stojących wyżej w hierarchii społecznej. Pytanie – dlaczego tak się działo?

Może podwładni jeszcze się ze swoją społeczną lichotą nie dość oswoili? Bo jeśliby wprowadzenie piotrowej instrukcji oznaczać miało, że przynajmniej niektórzy z tych, co wcześniej mieli przed obliczem przełożonego wygląd lichy i durnowaty, nagle z jakiś powodów postanowili podnieść głowy a spojrzenie zmienić na harde, to już byłaby prawie że groźba buntu, a może i rewolucji. Tyle, że buntów, a tym bardziej rewolucji nie uśmierza się zarządzeniami. Kiedy we Francji nikomu jeszcze nawet nie śniło się o rewolucji, król słońce Ludwik XIV, absolutny władca Francji, gdy pytał żołnierza o godzinę, ten odpowiadał mu służbiście: wedle rozkazu wasza królewska mość! Co do samego zarządzenia cara Piotra I, to dzisiaj ma ono rzeczywiście wydźwięk humorystyczny i pracownicy wywieszają je licząc najwyraźniej na poczucie humoru swoich szefów, choć może przynajmniej niektórzy z nich optymistycznie liczą także na to, że wywieszając je dają tym samym swoim przełożonym coś do zrozumienia. Choćby to, że coś się przecież w ciągu ostatnich 300 lat zmieniło.

III

Zostańmy jednak przy wersji z poczuciem humoru. W przypadku przełożonych, a tym bardziej wodzów czy królów na pewno nie zawsze można na nim polegać. Jak mówi anegdota, a przecież pozostajemy w tym felietonie wyłącznie w kręgu anegdot, kiedyś wielki Stalin zarzucił partyjnym towarzyszom, że ci go nie krytykują. Chwalicie, mnie chwalicie, a ja też potrzebuję krytyki – narzekał przed gronem bolszewików Stalin, ten Chorąży Pokoju. I wtedy jeden z nich wyrwał się i powiedział, że on to ma do Stalina żal, żal, a nawet pretensję. O co? – zapytał despota. A o to towarzyszu Stalin, że wy się przepracowujecie, że w ogóle o sobie nie myślicie, że wszystko tylko z myślą o nas, i dla naszego dobra, a nic dla siebie, wszystko dla ludzi.

Oczywiście partyjny towarzysz w ten sposób zażartował, bo nie chcę nawet myśleć o tym, by miało to być czyste wazeliniarstwo. I Stalin żart docenił, uśmiechnął się nawet, ale… żartownisia kazał rozstrzelać. Może wyobraził sobie konsekwencje sytuacji, w której takie, nawet choćby i żartobliwe pretensje, stałyby się chlebem codziennym? Król Prus Fryderyk Wielki, kiedy zobaczył, że jego poddany na jego widok ucieka, dogonił biedaka i obił laską, krzycząc: ty masz mnie kochać, a nie bać się mnie! Stalin hołdował prostszemu przekonaniu, zgodnie z którym miłość przemija a strach zostaje.
Krzysztof Łęcki



Może Cię zainteresować.