Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Według Cara | 25.02.2026
Prawo, w tym kształcie, jakie przybrało w cywilizacji zachodniej, to
naprawdę wspaniałe osiągnięcie ludzkości. Prawo rzymskie, filozofia grecka i
chrześcijaństwo, to trzy filary, na których cywilizacja ta została zbudowana.
Dodajmy – na których cywilizacja ta ciągle się opiera, choć często ludzie ją
zamieszkujący mało zdają sobie z tego sprawę.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay
Otóż jedną z dających się zaobserwować tendencji w rozwoju
prawa, bo prawo się rozwija, a jakże, było uczynienie wszystkich ludzi wobec
prawa równymi. Nie dziwcie się Państwo, to, co wydaje się wam oczywiste, czyli
równość wobec prawa, nie zawsze takie było; więcej - było zupełnie
nieoczywiste, ba, nawet absurdalne. Przypominam, by sięgnąć w przeszłość
jeszcze głębiej, że dla wielkiego filozofa Arystotelesa, niewolnik był mówiącym
narzędziem.
I
Oczywiście, w zależności od prawniczej mody (uzasadnianej
zwykle wynikami badań kryminologicznych) i biegłości adwokata, kary za takie
same, bądź podobne przestępstwa mogą być baaaardzo różne. W tym ostatnim
przypadku powiedzieć można, że na pewno są ludzie wobec prawa równi, ale są i
równiejsi. Stąd nie zawsze cieszyło się prawo powszechnym szacunkiem i
poważaniem. Niekiedy winne były
okoliczności, niekiedy jednak atmosferę wokół siebie psuło samo prawo i jego
przedstawiciele.
Nie, nie zamierzam pisać tu o przekupnych sędziach, a przecież
i tacy pewnie się zdarzają. Nie. Zamierzam tylko przypomnieć, jak niezwykle
elastyczna jest logika prawnicza, kiedy niepostrzeżenie dla samej siebie
wychodzi poza dopuszczalne ramy. Ta elastyczność ponad miarę psuje prawo.
Przypomnieć? Tak, przypomnieć, bo choroba, którą znacie Państwo z medialnych
newsów, nie jest wcale nowa. Przypadek, o którym chcę parę słów napisać,
dotyczy prawa konstytucyjnego. Idzie o głównego redaktora konstytucji
kwietniowej z 1935 roku Stanisława Cara. Jak opowiadał o nim jeden z
najwybitniejszych polskich publicystów politycznych Stanisław Mackiewicz, Car
był „człowiekiem głęboko wykształconym, doskonałym mówcą i stylistą, w
przyjaźni wierny i w ogóle natura głęboko lojalna, rycerski, a w życiu
publicznym i osobistym idealnie bezinteresowny”. Dlaczego więc opinia publiczna
uznawała tego tak wspaniałego człowieka za potwora? Otóż, przyznaje Mackiewicz,
był Car jednocześnie „nihilistą, dekadentem, schyłkowcem prawnym. Jego
subtelność interpretacyjna, czasami bardzo dowcipna i olśniewająca, czasami
dowcipnie paradoksalna, jego przeadwokacenie stosunku do ustawy musiało
doprowadzać obywatela do przekonania, iż każdą ustawę można zawsze
interpretować raz tak, raz inaczej, raz na biało, raz na czarno. W takich
warunkach prawo przestaje istnieć” – kończy Mackiewicz, skądinąd również
prawnik z wykształcenia.
Wspominałem niedawno na tych łamach o tym, że podczas
jednego z wakacyjnych wyjazdów, zdarzyło mi się spędzić kilka wieczorów przy
winie z jednym z najbardziej błyskotliwych polskich prawników. Ciekawie się nam
dyskutowało na najróżniejsze tematy, jeden tylko problem nie pojawił się w
czasie naszych rozmów prawie w ogóle. Jaki? Prawo. I dobrze, bo odnoszę
nieodparte wrażenie, że usłyszałbym Cara.
II
W niektórych firmach można się niekiedy natknąć na dość
humorystyczną wywieszkę: „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć
wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć
przełożonego”. To zarządzenie sygnowane przez Cara Rosji Piotra I, tego co to,
by Rosję do Zachodu upodobnić, kazał bojarom brody golić. Wydano je dnia 29 XII
1708. Może jednak i dzisiaj warto poświęcić mu nieco uwagi. Po pierwsze – jeśli
taka instrukcja dla podwładnych była wtedy potrzebna, znaczyło to najpewniej,
że zdarzały się przypadki, iż nie patrzono na przełożonych wystarczająco
durnowato i swoim rozumieniem sprawy najwyraźniej peszono ludzi stojących wyżej
w hierarchii społecznej. Pytanie – dlaczego tak się działo?
Może podwładni
jeszcze się ze swoją społeczną lichotą nie dość oswoili? Bo jeśliby
wprowadzenie piotrowej instrukcji oznaczać miało, że przynajmniej niektórzy z
tych, co wcześniej mieli przed obliczem przełożonego wygląd lichy i durnowaty,
nagle z jakiś powodów postanowili podnieść głowy a spojrzenie zmienić na harde,
to już byłaby prawie że groźba buntu, a może i rewolucji. Tyle, że buntów, a
tym bardziej rewolucji nie uśmierza się zarządzeniami. Kiedy we Francji nikomu
jeszcze nawet nie śniło się o rewolucji, król słońce Ludwik XIV, absolutny
władca Francji, gdy pytał żołnierza o godzinę, ten odpowiadał mu służbiście:
wedle rozkazu wasza królewska mość! Co do samego zarządzenia cara Piotra I, to
dzisiaj ma ono rzeczywiście wydźwięk humorystyczny i pracownicy wywieszają je
licząc najwyraźniej na poczucie humoru swoich szefów, choć może przynajmniej
niektórzy z nich optymistycznie liczą także na to, że wywieszając je dają tym
samym swoim przełożonym coś do zrozumienia. Choćby to, że coś się przecież w
ciągu ostatnich 300 lat zmieniło.
III
Zostańmy jednak przy wersji z poczuciem humoru. W przypadku
przełożonych, a tym bardziej wodzów czy królów na pewno nie zawsze można na nim
polegać. Jak mówi anegdota, a przecież pozostajemy w tym felietonie wyłącznie w
kręgu anegdot, kiedyś wielki Stalin zarzucił partyjnym towarzyszom, że ci go
nie krytykują. Chwalicie, mnie chwalicie, a ja też potrzebuję krytyki –
narzekał przed gronem bolszewików Stalin, ten Chorąży Pokoju. I wtedy jeden z
nich wyrwał się i powiedział, że on to ma do Stalina żal, żal, a nawet pretensję. O co? – zapytał
despota. A o to towarzyszu Stalin, że wy się przepracowujecie, że w ogóle o
sobie nie myślicie, że wszystko tylko z myślą o nas, i dla naszego dobra, a nic
dla siebie, wszystko dla ludzi.
Oczywiście partyjny towarzysz w ten sposób
zażartował, bo nie chcę nawet myśleć o tym, by miało to być czyste
wazeliniarstwo. I Stalin żart docenił, uśmiechnął się nawet, ale… żartownisia
kazał rozstrzelać. Może wyobraził sobie konsekwencje sytuacji, w której takie,
nawet choćby i żartobliwe pretensje, stałyby się chlebem codziennym? Król Prus
Fryderyk Wielki, kiedy zobaczył, że jego poddany na jego widok ucieka, dogonił
biedaka i obił laską, krzycząc: ty masz mnie kochać, a nie bać się mnie! Stalin
hołdował prostszemu przekonaniu, zgodnie z którym miłość przemija a strach
zostaje.
Krzysztof Łęcki