sobota, 13 lipca 2024
Imieniny: PL: Danieli, Irwina, Małgorzaty| CZ: Markéta
Glos Live
/
Nahoru

pre-teskty i kon-teksty Krzysztofa Łęckiego: Tajemnicze miejsca na Ziemi | 04.10.2023

„Tajemnicze miejsca na Ziemi” to strona na Facebooku, którą jakiś algorytm podrzuca mi co jakiś czas. Pokazane są tam cuda przyrody (nie piszę „niesamowite cuda przyrody”, bo cuda z natury są niesamowite), a także niezwykłe budowle i inne konstrukcje wykonane ludzką ręką (właściwie – rękami i maszynami).

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Świat jest piękny i pełen cudów. Fot. Pixabay

Pokazywanych jest tam wiele miejsc, w które chciałbym pojechać, choć wiem, że mi się to nie uda. Choćby Machu Picchu. Po prostu za wysokie progi jak na mężczyznę w moim wieku. Ale są też miejsca, których umieszczenie na Facebooku musi zaskakiwać. Choćby pewna mała uliczka w porcie weneckim w Chanii, na Krecie. W starym hoteliku, który znajduje się przy tej właśnie uliczce, spędziłem dwa razy część moich letnich wakacji.

I
Ale chodzi mi o inny rodzaj tajemniczych miejsc na Ziemi. W czasach mojego dzieciństwa, w jedynym programie telewizji czarno-białej (A mogło być programów więcej? A mogła być kolorowa? Nie przyszło mi to wówczas do głowy) pokazywano m.in. konflikty na świecie. Głównie dwa. Pierwszy, izraelsko-palestyński, kojarzył mi się ze Wzgórzami Golan, drugi: wojna w Wietnamie z deltą Mekongu. Tak, to były dla mnie wtedy tajemnicze miejsca. Tajemnicze i – co tu kryć – groźne. Komunikaty telewizyjne były wówczas takie, że wydawało mi się, że wojna z Wietnamu może całkiem szybko przenieść się do Polski. No cóż, byłem bardzo wrażliwym dzieckiem. Po wielu dziesięcioleciach zobaczyłem i deltę Mekongu (płynąłem nawet po niej sampanem), byłem też na wzgórzach Golan, zobaczyłem tam blaszane imitacje żołnierzy i wielostronny drogowskaz, pokazujący niebotyczne ilości kilometrów dzielących to miejsce od bardziej czy mniej znanych miast. Nie wiem, czy dzisiaj dzieci przejmują się starciami wokół Bachmutu – choć z Bachmutu jest do Polski znacznie bliżej niż z delty Mekongu.

II
Umberto Eco wyznał kiedyś, że dobrze to zna średniowiecze, a współczesność – tylko z telewizji. To paradoksalne stwierdzenie brzmi jak żart i w jakimś sensie pewnie nim było. Niemniej poziom uzależnienia widzenia świata od sposobu pokazywania go przez mass media zdawać musi się niezwykły. Gdy idzie o dalekie strony to, rzecz jasna, trudno się temu dziwić. Przytłaczająca większość ludzkości zawsze zdawana była na czyjeś relacje. Dzisiaj nie ma już odkrywców, takich jak Marco Polo, bo ziemski glob – przynajmniej na powierzchni – nie kryje już tajemnic. Zresztą opowieści podróżników – pisze o tym szerzej Claude Levi Strauss w „Smutku tropików” – też utraciły w naszych czasach sporo ze swego powabu. „Sprzedają” się współcześnie na szerszą skalę dobrze tylko wtedy, kiedy podróżnik ma do zaoferowania coś więcej niż opis najbardziej nawet dalekich i niedostępnych miejsc. Ot, chociażby, jeśli przekona do siebie narracją tak oryginalną, jak Wojciech Cejrowski. A my, zwykli, szarzy turyści? No cóż, wszak zanim się gdzieś wybierzemy, gdzieś, bodaj, w najdalszy zakątek globu, możemy o nim nie tylko przeczytać, ale i – zwykle – oglądnąć go w Internecie. W ten sposób zobaczyć można choćby i Malediwy, nawet jeśli pobyt tam znacznie przekracza zasobność naszego portfela. A gdy już gdzieś nieco dalej wybierzemy się w „realu”, to w przewodnikach znajdziemy nawet podpowiedzi, jak się egzotycznym miejscem zachwycać. Bo jak inaczej odczytać informację, że „obserwując wschód słońca nad Santorini turyści wydają okrzyki zachwytu”?

III
Obrazy rzeczywistości. Nie zawsze muszą być mylące, zwłaszcza jeśli pokazują świat z pewnym dystansem, który zapewnić może niestety tylko upływ czasu. Otóż jakiś czas temu czytałem książkę Michaela Dobbsa zatytułowaną „Hause of Cards”, czyli dokładnie tak samo, jak o wiele bardziej znany amerykański serial. Dodam, że chociaż akcja książki toczy się w Wielkiej Brytanii, to zarówno serial, w którym stawką jest Biały Dom, jak i nasze swojskie, polskie realia, potwierdzają, że czas i miejsce akcji mają znaczenie co najwyżej drugorzędne. Polityka, to polityka. Książka Dobbsa, była wszak dla twórców serialu czymś znacznie więcej niż inspiracją, a Dobbs był kimś więcej niż jednym ze scenarzystów. Na marginesie – wydawca książki nie przypadkiem zaznacza, że Dobbs wie o czym pisze, bo sam przez wiele lat był politykiem i z bliska obserwował, jak działają mechanizmy władzy. Nie wiem, jak swoją wiedzę zdobywali twórcy niezwykle popularnego serialu „Homeland”, ale można bez większego ryzyka założyć, że wytworzył on obraz amerykańskiej polityki, zwłaszcza gdy idzie o udział w niej służb specjalnych, u milionów widzów na całym świecie. Na ile prawdziwy? Nie wiem.

IV
A jak na tym tle wypada Polska? Przed poprzednimi wyborami, przy okazji wrześniowej premiery filmu Patryka Vegi zatytułowanego „Polityka”, można było przeczytać na Onet.pl: „Aktualnie składam ten film w Tokio po to, żeby nic nie zakłóciło jego premiery – mówi reżyser. – Składano mi intratne propozycje, żebym przesunął premierę, bo może mieć on wpływ na wynik wyborów – dodaje Patryk Vega. Ponoć scenariusz, który dostał się w ręce polityków PIS, wywołał w partii rządzącej prawdziwe przerażenie”. No cóż, kino to najważniejsza ze sztuk – przekonywał Włodzimierza Iljicz Lenin. Miał oczywiście na myśli nie wyrafinowane kino artystyczne, tylko prostacką propagandę. Ale wyobrażenie Vegi o wpływie jego filmowej twórczości na rzeczywistość okazało się jednak wówczas zdecydowanie przesadzone. co zresztą łatwo było przewidzieć. Wreszcie – nawet wyniki wyborów nie rozstrzygają sporów o jakość prowadzonej wyborczej kampanii tych, którzy je wygrają. Jak pokazuje głośny amerykański film „Fakty i akty” (grali m.in. Dustin Hoffman, Robert de Niro, Anne Heche), można wygrywać wybory pomimo fatalnej kampanii, której autorzy grzeją się później w blasku wyborczego zwycięstwa świetnie skrojonej za ich plecami kampanii piarowskiej. Aha, w filmie tym, wymyślono na potrzeby kampanii wyborczej wojnę Stanów Zjednoczonych z... Albanią. Wybór na wroga właśnie Albanii podyktowany był przekonaniem, że przeciętny Amerykanin/Amerykanka nic, ale to nic o tym dalekim dla nich kraju nie wiedzą.

V
No cóż – tylko prawda jest ciekawa – jak przekonywał Józef Mackiewicz albo Kisiel, nie będę sprawdzał. Wystarczy mi, że to prawda. Także w epoce fake newsów.




Może Cię zainteresować.