czwartek, 13 sierpnia 2026
Imieniny: PL: Elwiry, Hipolita, Radosławy| CZ: Alena
Glos Live
/
Nahoru

Pre-teksty i kon-teksty Łęckiego: Moda na Tukidydesa | 28.05.2026

Felieton to krótka forma publicystyczna, bywa, że literacka – niemniej, przynajmniej w moim rozumieniu, tym bardziej przez swoją skrótowość wymagająca. Wymagająca w lekturze – od czytelników. W pisaniu – wymagająca od autorów czy autorek.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Tukidydes. Fot. Wikimedia Commons

Mówiłem o tym szerzej w podcaście doktora Dawida Fijoła „Bliżej filozofii/Zrozumieć świat” („Łęcki vs. Hesse. Czy kultura felietonu nas ogłupia?”, https://www.youtube.com/watch?v=KGhFp33G1Y4). Prześledźmy tę kwestię na wybranym przykładzie. Otóż przeczytałem felieton filozofa i politologa Marka A. Cichockiego „Xi Jinping dobrze wie, że na Zachodzie nikt nie czyta Tukidydesa”. Autorowi chodziło o kontekst rozmów dyplomatycznych prowadzonych przez Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem.

I
Warto zatem zapytać – jak to jest naprawdę na Zachodzie z lekturą „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa? „Trzeba przyznać, że »Historia wojny peloponeskiej« Tukidydesa jest arcydziełem. To książka, której nigdy nie przeczytałem do końca, ale bardzo ją cenię. Jest jednym z tych dzieł, które obecnie należy czytać z uwagą” – pisał wiele lat temu znakomity pisarz Henry Miller. No cóż, nie ukrywam, że jestem tego samego zdania – dlatego napisałem książkę „Według Tukidydesa”. Cichocki pisze: „Pułapka Tukidydesa, koncept spopularyzowany przez amerykańskiego politologa Grahama Allisona, pasuje tutaj (do napiętej sytuacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami – przyp. K.Ł.) jak ulał. Mowa (w „pułapce Tukidydesa” – przyp. K.Ł.) o tym, że wielka wojna wybucha wtedy, gdy tracący wpływy stary hegemon chce zatrzymać aspiracje nowej wschodzącej potęgi”. I dalej Cichocki: „O pułapce Tukidydesa przy okazji wizyty Donalda Trumpa u Xi Jinpinga w Chinach mówią wszyscy eksperci i komentatorzy. Ale czy pamiętają, jak skończyła się historia wojny peloponeskiej?”.

II
No właśnie – to pierwsza kwestia: czy uznany badacz i popularyzator „Wojny peloponeskiej” Graham Allison przeczytał uważnie dzieło Tukidydesa? Otóż – nie. Allison podkreśla, że „Wojnę peloponeską” czytał „rzecz jasna” w oryginale. A przecież, co może wydać się zaskakujące, nawet on nie wszystkie fragmenty dzieła ateńskiego historyka przeczytał dostatecznie uważnie, skoro wedle niego Tukidydes nie dożył „smutnego końca wojny”. Tezie tej przeczy chociażby taki fragment „Wojny peloponeskiej”: „I te wypadki opisał ten sam Tukidydes z Aten, szeregując je chronologicznie według pór letnich i zimowych, aż do chwili, kiedy Lacedemończycy i ich sprzymierzeńcy obalili imperium ateńskie i zdobyli długie mury i Pireus. Cała wojna aż do owej chwili trwała dwadzieścia siedem lat. Ateńczycy poddali się – (w roku 404 roku p.n.e.)”. Dzieło ateńskiego dziejopisarza dotyczy tylko pierwszych dwudziestu jeden lat konfliktu — i stąd pewnie to nieporozumienie, które łączy koniec spisanych przez Tukidydesa dziejów wojny peloponeskiej ze śmiercią autora. Dodam, że cytowany wyżej fragment „Wojny peloponeskiej” nie jest jedynym, który dowodzi, że co do daty śmierci Tukidydesa Allison się mylił. A zatem – amerykański politolog najwyraźniej przeczytał „Wojnę peloponeską” niewystarczająco uważnie.

III
kwestia druga – jakie wnioski nasuwa koniec wojny peloponeskiej. Pisze Cichocki – „Problem z Tukidydesem polega na tym, że choć znów wszyscy na Zachodzie o nim mówią, nadal nikt go nie czyta. Przypuszczam, że Xi Jinping dobrze o tym wie. Nie mówi więc nic o tym, jak skończyła się historia wojny peloponeskiej. Ateny, owa nowa aspirująca potęga, poniosły w niej bowiem całkowitą klęskę”. Otóż, jeśli koniec wojny peloponeskiej ma tu być przestrogą, to nie bardzo wiadomo o co (i kogo) chodzi – to wszak Chiny, a nie Stany Zjednoczone są dzisiaj aspirującą potęgą. A jeśli tak, to Xi Jinping powinien być zaniepokojony. Być może nieporozumienie (Cichockiego – nie Xi Jinpinga) ma swoje źródło w dziejach tzw. „zimnej wojny”. Wojciech Karpiński swoją „Prywatną historię wolności” rozpoczyna od dwóch szkiców zatytułowanych lakonicznie – „Sparta i Ateny”. Kiedy czytano tę książkę w latach osiemdziesiątych XX wieku, nikt nie miał wątpliwości (zaryzykuję stwierdzenie, że nie miał ich również sam Wojciech Karpiński), iż „Sparta” to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich (mocarstwo lądowe), a „Ateny” to Zachód, z kierowniczą rolą Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (mocarstwo morskie). Ale dzisiaj – powtórzę rzecz oczywistą – wschodzące mocarstwo to Chiny. Stąd uwaga o tym, że „aspirująca potęga” jest niemal skazana w „pułapce Tukidydesa” na klęskę – bo tak miał według Cichockiego Xi Jinping zrozumieć finał wojny peloponeskiej i na dodatek uznać to za dobrą dla Chin wróżbę – zdaje się raczej nie na miejscu.

IV
I jeszcze jedna kwestia – koniec drugiej wojny peloponeskiej (pierwsza to lata 460-445 p.n.e., druga lata 431- 404 p.n.e.) nie kończy wszak greckiej wojny domowej. Zaczęła się w zasadzie niedługo po wiktoriach w wojnach perskich - pod „Salaminą (480 rok p.n.e.) i Platejami (rok 479 p.n.e.), a kończy pod Leuktrami, gdzie Teby rozgromiły Spartan – na marginesie, w czasie wojny peloponeskiej oba te polis były sprzymierzeńcami, ramię w ramię walczyły z Atenami i podporządkowanym im Związkiem Morskim. Warto też może przypomnieć, że ostatecznie grecką wojnę domową zakończyła bitwa pod Cheroneą (338 rok p.n.e.), w której Macedonia króla Filipa II zadała klęskę sprzymierzonym Grekom.

V
A może jednak z lekturą Tukidydesa na Zachodzie nie jest tak źle, jak sądzi Cichocki? Dobrych kilka lat temu w tygodniku „Polityka” w leadzie artykułu Łukasza Wójcika „Idzie wojna?” można było przeczytać: „»Wojna peloponeska« Tukidydesa stała się najgorętszą książką tego lata w Waszyngtonie”. Dalej czytamy: „»Wojną…« zaczytuje się niemal całe najbliższe otoczenie prezydenta Donalda Trumpa. Doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego gen. McMaster uważa, że to fundamentalna książka (…). Gen. James Mattis zna Tukidydesa na wyrywki. Do „Wojny…” nawiązywał kilkakrotnie podczas przesłuchania w Kongresie przed zaprzysiężeniem na sekretarza obrony. Fascynacji „Wojną peloponeską” nie ukrywa też główny strateg Białego Domu Steve Bannon (przez lata jego mailowym hasłem była „Sparta”). Pierwszy grecki historyk do tego stopnia zawładnął wyobraźnią Waszyngtonu, że na początku lata został bohaterem nadzwyczajnego posiedzenia Narodowej Rady Bezpieczeństwa”.
Krzysztof Łęcki




Może Cię zainteresować.