Mundial: awans Argentyny i Anglii po dogrywkach. W środę zmierzą się w półfinale | 12.07.2026
Argentyna i Anglia potrzebowały dogrywek, aby zapewnić sobie
awans do środowego półfinału w Atlancie. Podopieczni Thomasa Tuchela wygrali z
Norwegią 2:1, natomiast obrońcy tytułu pokonali grającą od 72. minuty w
dziesiątkę Szwajcarię 3:1.
Ten tekst przeczytasz za 3 min. 30 s
Euforia w drużynie Argentyny po awansie do półfinału. Fot. FIFA
Anglicy przegrywali w Miami z rewelacyjną w tej imprezie
Norwegią po pięknym golu Andreasa Schjelderupa w 36. minucie, ale tuż przed
przerwą wyrównał Jude Bellingham, a na początku dogrywki ten sam zawodnik
zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. Łącznie w turnieju ma już sześć goli,
dzięki czemu dogonił kapitan reprezentacji Harry'ego Kane'a.
Trener Thomas Tuchel nie ukrywał radości z awansu do
półfinału, ale... nie był zadowolony z występu. – Wynik jest fantastyczny.
Awansowaliśmy do ostatniej czwórki turnieju. To niesamowite, ale nie jestem
zadowolony z występu zespołu – przyznał. – Bardzo utrudnialiśmy sobie życie
naszą grą. Byliśmy niechlujni, zbyt ostrożni, popełnialiśmy dużo błędów
technicznych. Mieliśmy dziś szczęście. Musimy się poprawić, ale teraz czas na
świętowanie i delektowanie się tą chwilą - dodał niemiecki selekcjoner Anglików.
W trakcie meczu nie brakowało kontrowersyjnych momentów.
M.in. bramka dla Norwegii (przy stanie 1:1) została anulowana po analizie VAR z
powodu odepchnięcia przeciwnika przez Erlinga Haalanda. – Było dziś sporo
sytuacji. Cóż, może wiele z nich już widzieliśmy na mundialu, więc takie rzeczy
się zdarzają. Chcemy po prostu życzyć Anglii powodzenia – powiedział
selekcjoner Norwegów Stale SolbakkenSolbakken.
Później jednak – podczas konferencji prasowej – przyznał, że
jest przekonany, iż piłka uderzyła w kabel kamery nad boiskiem tuż przed tym,
jak Bellingham strzelił wyrównującego gola w doliczonym czasie pierwszej
połowy, - Piłka spadła prosto z góry, więc zmieniła kierunek. To spowodowało
nieporozumienie wśród naszych zawodników. Ale nic nie możemy już z tym zrobić –
dodał.
FIFA opublikowała oświadczenie w serwisach
społecznościowych, w którym stwierdziła, że nie ma dowodów na to, iż piłka
dotknęła przewodu (podtrzymującego mobilny system kamer nad boiskiem) i
zmieniła ruch. Jak dodano, czujnik umieszczony w piłce niczego nie wykrył.
Po dogrywce awans wywalczyła też Argentyna, co akurat nie
powinno być zaskoczeniem. We wszystkich dotychczasowych rundach fazy pucharowej
MŚ obrońcy tytułu mieli spore problemy - w 1/16 finału wygrali z Republiką
Zielonego Przylądka 3:2 również po dogrywce, a w 1/8 finału Egiptem 3:2 po 90
minutach, ale wszystkie gole strzelili w końcówce spotkania.
Na stadionie w Kansas City Argentyńczycy prowadzili już od
10. minuty (Alexis Mac Allister), lecz w 67. wyrównał po ładnej akcji drużyny
Dan Ndoye. I kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu (Szwajcarzy wyraźnie się
rozkręcali), gdyby chwilę później Breel Embolo nie zobaczył drugiej żółtej
kartki, tym razem za symulowanie.
To był bardzo istotny moment spotkania. Przewagę uzyskała
oczywiście Argentyna, choć długo nic z niej nie wynikało. W regulaminowym
czasie gry wynik się nie zmienił, podobnie jak w pierwszej części dogrywki.
Decydująca o losach meczach okazała się 112. minuta. Wówczas
efektownym, celnym strzałem z ponad 20 metrów popisał się Julian Alvarez.
Osłabieni Szwajcarzy ruszyli do rozpaczliwych ataków, narażając się na
kontrataki. Po jednym z nich, w 120+1. minucie, wynik ustalił Lautaro Martinez.
Półfinałowe spotkanie Argentyny z Anglią, w którym poprzeczka na pewno
pójdzie w górę, odbędzie się w środę w Atlancie. Dzień wcześniej – w meczu
drużyn robiących najlepsze wrażenie w tym turnieju - Francja zmierzy się z
Hiszpanią.