Andrzejowi Poczobutowi postawiono nowe zarzuty. Dziennikarz jest więziony od ponad 500 dni przez reżim Łukaszenki | 22.08.2022
Andrzejowi Poczobutowi, dziennikarzowi i aktywiście Związku Polaków na Białorusi, postawiono nowe zarzuty. Korespondent polskich mediów od półtora roku przebywa w więzieniu. Ten tekst przeczytasz za 2 min. 30 s
Ostatnie zdjęcie opoblikowane przez Andrzeja Poczobuta na jego koncie na facebooku. Fot. facebook.com/andrzej.poczobut.9

Andrzej Poczobut przebywa w białoruskim więzieniu od 25 marca 2021 r. po zatrzymaniu w Grodnie. Polski dziennikarz miał wyjść na wolność, ale tak się nie stało. Przedłużono mu wówczas areszt o dwa miesiące. Według białoruskiego prawa to ostatnie możliwe przedłużenie aresztu, stąd proces jest niemal pewny.
W tym samym czasie władze białoruskie zatrzymały innych działaczy mniejszości polskiej, w tym szefową ZPB Andżelikę Borys. Trzy działaczki z regionalnych oddziałów ZPB wyszły z aresztu w połowie ubiegłego roku i zmuszone zostały do wyjazdu. Andżelika Borys została wypuszczona z więzienia w marcu br., czeka jednak na rozprawę w areszcie domowym.
- Do poprzedniego zarzutu wzniecania wrogości dodano Poczobutowi również zarzuty "nawoływania do środków ograniczających (sankcji), których celem jest uszczerbek dla bezpieczeństwa narodowego" - poinformowało niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ). W komunikacie, opublikowanym na serwisie Telegram, BAŻ podało, że sprawa karna Poczobuta zostanie wkrótce przekazana do sądu.
Jak czytamy w depeszy Polonijnej Agencji Informacyjnej, w przypadku Poczobuta stawiane mu zarzuty to m.in. „wzywanie do działań na szkodę bezpieczeństwa Białorusi” za co grozi wyrok od 4 do 12 lat pozbawienia wolności, tyle tylko, że tą sankcję wprowadzono jesienią 2021 roku, gdy Poczobut przebywał w areszcie śledczym. Inny zarzut to „podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym” zagrożony wyrokiem od 5 do 12 lat kolonii karnej, a wynika z wypowiedzi dziennikarza o sowieckiej agresji 17 września 1939 roku. Zgodnie z oficjalnym stanowiskiem białoruskich władz w 1939 roku doszło do „wyzwolenia uciskanych przez Polskę narodów ukraińskiego i białoruskiego”. Inną podstawą oskarżenia jest podtrzymywanie pamięci o żołnierzach Armii Krajowej, którzy według Łukaszenki byli formacją zbrodniczą, więc pielęgnowanie pamięci o niej jest działalnością przestępczą.
Białoruskie środowiska obrońców praw człowieka, władze Polski i społeczność międzynarodowa, kategorycznie uznały sprawę karną wobec przedstawicieli polskiej mniejszości za „motywowaną politycznie” i pokazową represję, która wpisuje się w falę ataków na społeczeństwo obywatelskie na Białorusi i wolność słowa.
(Źródło: PAP/PAI)