poniedziałek, 20 maja 2024
Imieniny: PL: Bazylego, Bernardyna, Krystyny| CZ: Zbyšek
Glos Live
/
Nahoru

Dziennikarz, który pracował w hucie. Jan Rusnok tematem MUR PZKO | 17.04.2023

11 kwietnia 2003 roku zmarł Jan Rusnok – przez młodą i średnią generację praktycznie nieznany, przez starszych kojarzony przede wszystkim jako redaktor naczelny „Zwrotu”, który po czystkach politycznych w 1970 roku musiał spakować manatki i szukać pracy w hucie. To właśnie jemu został poświęcony kwietniowy wykład Międzygeneracyjnego Uniwersytetu Regionalnego PZKO. 



Ten tekst przeczytasz za 10 min. 15 s
Anna Rusnok wygłosiła wykład o ojcu na spotkaniu MUR-u. Fot. BEATA SCHÖNWALD

Wykład pt. „Spod Czantorii. Wspomnienie o Janie Rusnoku w 20. rocznicę śmierci” wygłosiła w Centrum Polskim w Czeskim Cieszynie jego córka, związana przez szereg lat z Książnicą Cieszyńską historyk sztuki Anna Rusnok. Wśród słuchaczy zasiedli m.in. jego syn i wnuczka z prawnuczką. Prelegentka najpierw przybliżyła życiorys Jana Rusnoka, a następnie przeszła do jego wspomnień, stanowiących trzon wykładu.

– Jako dobry ojciec spisał te wspomnienia, byśmy nie musieli się głowić – stwierdziła. 


Dzieciństwo nędzne i szczęśliwe
Jan Rusnok rozpoczął swoje wspomnienia od szczegółowego opisu wsi rodzinnej i jej mieszkańców. Jego córka przytoczyła przy tej okazji kilka komicznych historyjek związanych z życiem w Nydku. Opisany przez niego dom rodzinny na Zorolnym, należący do rodziców matki, słuchacze mogli obejrzeć na zdjęciach.

– Ojciec Jerzy Rusnok był murarzem i wybudował dosyć okazały dom kilkaset metrów dalej, w Osiczu. Niestety, rodzina nie cieszyła się nim długo. „Ojciec wznosił swój dom z rozmachem, był pewien, że zaciągnięte kredyty spłaci” – czytała ze wspomnień taty Anna Rusnok. 

Przyszedł jednak kryzys gospodarczy, który władze czechosłowackie wykorzystały do wynarodowiania Polaków, zagrażając zwolnieniem z pracy tym, którzy zapiszą dziecko do polskiej szkoły. A jakby tego było mało, w tym czasie Jerzy Rusnok doznał urazu kręgosłupa. W rezultacie rodzice Jana sprzedali dom w licytacji krewnym, którzy wbrew obietnicom po pewnym czasie ich wyeksmitowali. Rodzina zamieszkała więc w tzw. szopie na Zorolnym. Pomimo trudnej sytuacji materialnej Jan Rusnok wspominał swoje dzieciństwo bardzo ciepło.

– Nigdy nie chodziliśmy głodni, choć matka musiała czasem prosić starkę o trochę mąki. Należy przy tym podkreślić, że nierzadko głodowały dzieci w o wiele zasobniejszych domach. Chowaliśmy się wszyscy trzej chłopcy w domu, nikogo z nas nie dano na służbę do gospodarzy – pisał. 

Sytuacja zmieniła się dopiero w czasie okupacji, kiedy rodzice nie podpisali volkslisty. Aby uprzedzić grożące chłopcom wywiezienie na roboty do Niemiec, po ukończeniu 14. roku życia poszli na służbę do gospodarza. Jan pasł krowy w gospodarstwie w Dolinach, które wbrew nazwie były położone najbliżej szczytu Czantorii. To była łatwa praca, jako że pasaniem krów zajmowały się dzieci już w wieku 5 lat. Kiedy skończyła się wojna i po czterech latach służby u różnych gospodarzy wracał do domu, miał 18 lat i opanowaną tylko „prymitywną pracę w rolnictwie”. 




Wędrynia, ok. roku 1965. Jan Rusnok drugi z prawej. Fot. arch. pryw./Ośrodek Dokumentacyjny KP w RCz



Szkoły bliskie i dalekie
Jan Rusnok uczęszczał do polskiej szkoły w Nydku. W swoich zapiskach przybliżył m.in. swój pierwszy dzień w szkole, wspominał nauczyciela Tadeusza Rychlika, utarczki między posługującymi się tym samym językiem uczniami polskiej i czeskiej szkoły oraz wiele śmiesznych historyjek, jak np. tę związaną z wizytą inspektora szkolnego akurat w czasie, kiedy wiele dzieci zamiast siedzieć w ławkach pomagało rodzicom w polu. 

Na początku września 1945 Jan Rusnok, nie mając przepustki, wyruszył przez zieloną granicę do Liceum Spółdzielczego w Cieszynie. Do pokonania miał ok. 20 kilometrów przez góry i lasy z ciężką walizką w ręku. Aby zdążyć na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego, musiał wyjść z domu już ok. godz. 3.00. Granicę przekroczył na styku Nydku i Lesznej Górnej.

Jak wynika z jego zapisków, życie w Polsce dla Zaolziaków okazało się bardzo tanie. Zwłaszcza że można było dobrze zarobić drobnym handlem np. szmuglowanych przez granicę wiecznych piór. Z uzyskaniem przepustki też nie było problemu. W Polsce otrzymał ją od ręki.

– Uprawialiśmy więc drobny szmugiel, który zapewniał nam wyższy standard życiowy od naszych kolegów z Polski, a co najważniejsze, zwłaszcza w moim przypadku, uniezależnienie się finansowe od rodziców – opisywał okres nauki w Liceum Spółdzielczym w Cieszynie Jan Rusnok.


Inspektor ds. kultury i… kolektywizacji
Władze czechosłowackie nie zgodziły się na to, by po maturze kontynuował studia w Warszawie. Poszedł więc do Pragi. Anna Rusnok pominęła jednak wspomnienia z tego okresu. Przypomniała natomiast czasy, kiedy piastował posadę inspektora kultury w Powiatowej Radzie Narodowej w Czeskim Cieszynie.

– Okazało się, że praca inspektora kultury nie jest taka ciekawa, jak można się było po samej nazwie spodziewać. Wiele zadań nie miało wiele wspólnego z kulturą, m.in. musiał brać udział w przeprowadzaniu kolektywizacji, czyli namawianiu mieszkańców wsi i rolników do oddawania swoich gospodarstw do spółdzielni. Czynił to niechętnie. Bardzo mu się nie podobało to zadanie i metody, jakimi to robiono. Próbował przekonywać rolników, argumentując, że lepiej się gospodaruje na większych powierzchniach i jako przykłady podawał Stany Zjednoczone. To z kolei chyba nie podobało się jego zwierzchnikom i z tej pracy go dość szybko wycofano – wyjaśniła wykładowczyni. 




Jan Rusnok w redakcji "Zwrotu" ok. roku 1968. Fot. arch. pryw./Ośrodek Dokumentacyjny KP w RCz


Redaktor naczelny »Zwrotu«
Najciekawszym etapem pracy zawodowej w życiu Jana Rusnoka była praca dla Zarządu Głównego PZKO. W 1964 roku został redaktorem naczelnym miesięcznika „Zwrot” po Tadeuszu Siwku, który objął wtedy redakcję „Głosu Ludu” w Ostrawie.

– W tym czasie w Czechosłowacji panowały nie mniej liberalne stosunki jak w Polsce, dalej się demokratyzowały aż do wybrania Aleksandra Dubčeka w 1968 roku jako pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji – wspominał ten okres Jan Rusnok. 

Jako redaktor naczelny „Zwrotu” starał się nawiązać jak najlepsze stosunki z polskim środowiskiem twórczym na Zaolziu, poszerzyć redakcję do trzech osób, zwiększyć objętość pisma i zmienić jego szatę graficzną. Postanowił więc pozyskać najlepszego literata, za którego uważał Henryka Jasiczka, i najlepszego plastyka Bronisława Liberdę. Ten drugi był jednak nazbyt zaangażowany w pracy w Teatrze Lalek „Bajka”, zatrudnił więc Tadeusza Bergera, który okazał się „znakomitością w tej branży”.

– Zwrot niejako za jednym zamachem przemienił z kopciuszka w czasopismo prezentujące się elegancko i nowocześnie, wysoko windując poprzeczkę dla swoich ewentualnych następców – tak oceniał jego pracę ówczesny redaktor naczelny we swoich wspomnieniach. 

– Potem nastał rok 1968. Na pewien czas pękły okowy cenzury. Pisarze, publicyści, redaktorzy starali się naraz wylać nagromadzoną gorycz, napisać prawdę, której dotąd pisać nie było można. Wbrew pozorom nam w miesięczniku nie pracowało się wtedy łatwo, bo zmiany następowały tak szybko, że przy miesięcznym cyklu produkcyjnym trudno było za nimi nadążyć – opisywał odwilż polityczną końca lat 60. ub. wieku Jan Rusnok.

Razem z Jasiczkiem był wtedy bardzo zaangażowany w działalności pozaredakcyjnej – w prezydium ZG PZKO i różnych organach powoływanych do przekształcania życia społeczno-politycznego, m.in. w pracach nad nową ustawą konstytucyjną o mniejszościach narodowościowych w federalnej Czechosłowacji. 

Wielka czystka 
Niedługo po wydarzeniach z sierpnia 1968 roku nastąpiła wielka czystka polityczna. Wrześniowy „Zwrot” ze wstępniakiem Jana Rusnoka potępiającym wkroczenie do Czechosłowacji wojsk sojuszniczych nie spodobały się władzom.

– W naszym społeczeństwie polskim najdotkliwiej odczuli czystkę dziennikarze i literaci. Prawie wszystkich usunięto ze stanowisk redaktorskich – wspominał redaktor naczelny „Zwrotu”, który też znalazł się na bruku. Po zwolnieniu bezskutecznie starał się znaleźć pracę odpowiadającą jego wykształceniu i zainteresowaniom. W rezultacie zatrudnił się w Hucie Trzynieckiej, gdzie przepracował 17 lat aż do przejścia na emeryturę. 

W Czechosłowacji Jan Rusnok miał zakaz publikowania, robił to więc najczęściej pod nazwiskiem Stanisława Zahradnika. Nie dotyczył on jednak Polski i w 1984 roku w wydawnictwie „Śląsk” ukazały się jego szkice historyczno-reportażowe o niektórych miejscowościach Zaolzia pt. „Pod Czantorią. Gawędy o ziemi rodzinnej”.

Po aksamitnej rewolucji Jan Rusnok został zrehabilitowany przez Syndykat Dziennikarzy i PZKO. Włączył się w działalność społeczno-polityczną, był jednym z członków pierwszej Rady Polaków w Czechosłowacji. Wrócił również do „Zwrotu”. Po niespełna dwóch latach niedobrowolnie zrezygnował jednak ze stanowiska redaktora naczelnego. 



Na zebraniu Sekcji Historii Regionu ZG PZKO w 1992 roku. Jan Rusnok siedzi pierwszy z lewej. 
Fot. arch. pryw./Ośrodek Dokumentacyjny KP w RCz


Z życia Jana Rusnoka
- urodził się 28 sierpnia 1927 w Nydku,
- maturę zdał w Liceum Spółdzielczym w Cieszynie w 1949 roku,
- w 1953 roku uzyskał tytuł promowanego historyka w Wyższej Szkole Nauk Politycznych i Społecznych w Pradze,
- pracował jako inspektor kultury w Powiatowej Radzie Narodowej w Czeskim Cieszynie, a po reformie administracyjnej jako kierownik wydziału kultury w Powiatowej Radzie Narodowej we Frydku-Mistku,
- w 1964 roku został redaktorem naczelnym „Zwrotu” i przewodniczącym Sekcji Literacko-Artystycznej PZKO,
- w latach 1970-1987 pracował jako robotnik w Hucie Trzynieckiej,
- jako historyk swoją działalność publicystyczną koncentrował wokół Zaolzia, autor wielu opracowań naukowych z zakresu historii Śląska Cieszyńskiego,
- członek pierwszej Rady Polaków w Czechosłowacji powołanej do życia w 1990 roku,
- w latach 1990-1992 redaktor naczelny „Zwrotu”,
- zmarł 11 kwietnia 2003.



Może Cię zainteresować.