Tłusty Czwartek w Polonusie. Najpierw coś dla ciała, potem dla ducha | 16.02.2026
Jeszcze nie
zdążyły całkiem ucichnąć dźwięki paryskiego balu, a w brneńskim Klubie Polonus
już nadszedł ostatni czwartek karnawału. Tradycyjnie prezes klubu, Danuta
Kone-Król, dostarczyła prosto z Polski pachnące pączki z różą i skórką
pomarańczową.
Ten tekst przeczytasz za 2 min. 60 s
Danuta Kone-Król z Robertem Garstką. Fot. ARC
Oczywiście
nie zabrakło też innych słodkości przyniesionych przez członków i sympatyków
klubu – faworków oraz lokalnych czeskich pączków. Smakołyki rozeszły się
błyskawicznie, co nie dziwi, biorąc pod uwagę wyjątkowo liczną frekwencję.
Wśród uczestników byli zarówno stali bywalcy, jak i osoby, które odwiedziły
klub po raz pierwszy – drzwi trzeba było otworzyć na oścież, aby wszyscy mogli
wspólnie świętować.
Dla
przełamania słodyczy przewodniczący Klubu Młodych, Jacek Ślewczuk, przygotował
aromatyczny barszcz czerwony z paluchami z ciasta francuskiego. Pojawił się
również w tradycyjnym stroju szamotulskim z Wielkopolski – regionu, z którego
pochodzi. Strój ten nie był przypadkowy. Nawiązywał bowiem do części
kulturalnej wieczoru: wystawy i prelekcji połączonej z pokazem zdjęć oraz
filmów pt. „Dziady Noworoczne i Szlachcice”, poświęconej niezwykłym tradycjom
kolędniczym Żywiecczyzny, którą poprowadził dr Robert Garstka.
Szlachcice i
Dziady to grupy kolędnicze odwiedzające domy gospodarzy 26 grudnia oraz 1
stycznia. Zwyczaj ten jest jedną z najbardziej barwnych tradycji Beskidu
Żywieckiego i stanowi przykład żywego folkloru, przekazywanego z pokolenia na
pokolenie. W skład grup wchodzi od kilku do kilkunastu osób – tradycyjnie
kawalerów – przebranych w bogate, symboliczne stroje. Wśród postaci pojawiają
się m.in. szlachcic, rzeźnik, panna młoda, Żyd, śmierć czy diabeł. Szczególne
miejsce zajmują cztery konie – konstrukcje noszone przez kolędników –
symbolizujące cykl życia, przemijanie oraz przejście od zimy do wiosny.
Kulminacyjnym
momentem widowiska jest symboliczna „śmierć” koni, oznaczająca schyłek zimy. Po
chwili jednak zwierzęta „ożywają”, zwiastując nadejście wiosny i nowego
początku. Ten teatralny rytuał ma charakter zarówno obrzędowy, jak i życzeniowy
– kolędnicy składają gospodarzom życzenia pomyślności, zdrowia i urodzaju w
nadchodzącym roku.
Całości
towarzyszy muzyka grana na żywo na heligonkach – guzikowych odmianach akordeonu
– oraz na wakacie, instrumencie przypominającym kaszubskiego diabła. Wspólne
śpiewy, śmiechy i gwizdy budują atmosferę radości i wspólnoty, a dźwięk
instrumentów niesie się daleko poza próg domu, zapowiadając przybycie
kolędników.
Czwartkowe
spotkanie było więc nie tylko słodkim świętowaniem końcówki karnawału, lecz
także podróżą w głąb polskiej tradycji i kultury – żywej, barwnej i wciąż
obecnej w sercach Polaków mieszkających w Brnie.W tym
miejscu należą się oczywiście szczególne podziękowania dla Instytutu im.
Wojciecha Korfantego oraz dr. Roberta Garstki za przyjazd do naszego klubu i
zaprezentowanie ciekawych zwyczajów z Żywiecczyzny.
Jacek Ślewczuk