Aleksandra Rodzewicz: dzieci mają prawo do ochrony wizerunku | 10.12.2025
Szkoły i przedszkola traktują wizerunek dziecka jak walutę,
którą posługują się w celach promocyjnych – oceniła w rozmowie z PAP ekspertka
Instytutu Badań Edukacyjnych Aleksandra Rodzewicz. Dodała, że wizerunek jest
własnością każdego dziecka, a jego ochrona – prawem. Ekspertka opowiada się za
zakazem publikowania wizerunków dzieci w mediach społecznościowych i na
stronach internetowych przedszkoli, szkół i innych placówek edukacyjnych.
Ten tekst przeczytasz za 4 min. 45 s
Aleksandra Rodzewicz na konferencji w Poznaniu. Fot. Facebook A. Rodzewicz
Klasowe mikołajki, grupa „króliczków” świętująca urodziny
dziecka, 4a lepiąca bałwana z pierwszego w tym roku śniegu, uczniowie
nasadzający rośliny miododajne – na szkolnych i przedszkolnych profilach w
mediach społecznościowych codziennie publikowane są zdjęcia z życia placówki.
Działania te, choć pozornie niegroźne, mogą być podobne w skutkach do
sharentingu (ang. share – dzielić się i parenting – rodzicielstwo). Stąd
zresztą nazwa: (edu)sharenting.
Skala tego zjawiska – jak powiedziała PAP Aleksandra
Rodzewicz – jest ogromna. Potwierdza to badanie ankietowe, które Rodzewicz
przeprowadziła w kwietniu 2025 r., a w którym wzięli udział dyrektorzy ponad 5
tys. placówek (1263 przedszkoli, 3111 szkół podstawowych oraz 684 szkół
średnich). Zdecydowana większość przyznała, że prowadzona przez nich instytucja
ma swoją stronę internetową (91 proc. przedszkoli, 97 proc. szkół podstawowych
i 99 proc. ponadpodstawowych) i/lub profil w mediach społecznościowych (kolejno:
63 proc., 81 proc. i 96 proc.), na których publikowane są zdjęcia i materiały
wideo przedstawiające dzieci podczas codziennych aktywności lub różnych
wydarzeń (w przypadku przedszkoli była to blisko połowa, w pozostałych
placówkach – ponad 80 proc.).
– Twarzą polskiej edukacji nie jest nauczyciel czy
nauczycielka, choć to oni swoimi kompetencjami czy swoją wiedzą powinni
przyciągać rodziców do szkoły. Jest nią dziecko. Jego wizerunek jest walutą,
którą szkoły i przedszkola posługują się w celach promocyjnych – oceniła
Rodzewicz.
Tymczasem – jak wyjaśniła – w żadnym akcie prawnym, który
dotyczy edukacji, nie ma zapisu obligującego dyrektorów szkół czy przedszkoli
do promowania prowadzonych przez nich placówek.
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Pixabay
Wiele osób działa z dobrych pobudek i publikuje zdjęcia i
wideo, żeby np. podzielić się życiem szkolnym ze społecznością lokalną.
Niektórzy – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, w których szkół jest mniej
– prześcigają się w działaniach promocyjnych, żeby pokazać lokalnym władzom,
kto robi więcej i lepiej sobie radzi.
– Są też tacy, którzy chcieliby się z publikacji wycofać,
ale nie zgadzają się na to rodzice, dla których opcja udostępniania zdjęć np.
na zamkniętych grupach lub w chmurze nie jest satysfakcjonująca. Z tego powodu
jestem daleka od krytykowania osób, które zarządzają placówkami. Uważam, że
każda z nich – bez względu na to, czy jest dyrektorem szkoły czy przedszkola –
powinna podjąć ten temat w swoim środowisku, zacząć edukować i wspólnie z
rodzicami i nauczycielami szukać rozwiązań, które będą dobre dla dzieci –
powiedziała ekspertka.
Podkreśliła, że wizerunek jest własnością każdego dziecka, a
jego ochrona – prawem. – Każdy człowiek, ten mały i duży, ma prawo pisać swoją
historię sam. Ma prawo decydować, czy i jaki ślad cyfrowy chce po sobie
zostawić. Niektórzy rodzice pytają swoje dzieci, czy zgadzają się na to, aby
ich zdjęcie znalazło się w mediach społecznościowych. Ale czy 6-, 10– czy nawet
14-latek ma wiedzę, która pozwoli mu na podejmowanie w pełni świadomych
decyzji? Konsekwencje publikacji nie są do końca przewidywalne i mogą być
bardzo odroczone w czasie. I o ile wycofanie złożonej w szkole zgody na
publikację, podpisanej przez rodzica na początku szkolnego, jest możliwe w
każdym momencie, o tyle usunięcie treści z internetu – praktycznie niemożliwe –
zauważyła.
Zdjęcia i wideo mogą np. ośmieszać dziecko lub przedstawiać
je w krępujących sytuacjach. Mogą być też wykorzystywane przez przestępców,
którzy używając m.in. sztucznej inteligencji, tworzą na ich podstawie CSAM,
czyli materiały przedstawiające seksualne wykorzystanie dzieci.
Zdaniem Rodzewicz wielu dorosłych nie jest świadomych
zagrożeń, jakie płyną z udostępniania w sieci wizerunku dziecka – dotyczy to
także kadry nauczycielskiej. Zarekomendowała przy tym wprowadzenie zakazu
publikowania wizerunków dzieci w mediach społecznościowych i na stronach
internetowych przedszkoli, szkół i innych placówek edukacyjnych – m.in. poprzez
odpowiednie zapisy w prawie oświatowym.
– Większość zdjęć czy innych materiałów jest przygotowywana
nie przez profesjonalistów, a przez nauczycielki, które używają do tego swoich
prywatnych telefonów. Odciążmy je od tego. Pozwólmy im na edukowanie naszych
dzieci i na ich zaopiekowanie – w rozmowach ze mną często przyznają, że nie
mają na to wystarczająco dużo czasu – wskazała ekspertka.