sobota, 15 czerwca 2024
Imieniny: PL: Jolanty, Lotara, Wita| CZ: Vít
Glos Live
/
Nahoru

Mija 56 lat od największej tragedii w polskich górach – pod lawiną w Białym Jarze zginęło 19 osób | 20.03.2024

20 marca 1968 roku w Białym Jarze niedaleko Śnieżki zginęło 19 osób. Wyszły na szlak pomimo ostrzeżenia przed lawiną. Pomimo podjętej błyskawicznie akcji ratunkowej nie udało się ocalić nikogo z przysypanych zwałami śniegu. Była to największa tragedia w polskich górach.

Ten tekst przeczytasz za 2 min.

Do wypadku doszło około godziny 11.00 – w różnych relacjach spotkać się można najczęściej z godziną 10.50 i 11.10. W większości z tych relacji mowa jest o panującej tamtego przedpołudnia słonecznej pogodzie. Być może to ona sprawiła, że część goszczących wtedy w Karkonoszach osób zignorowała ostrzeżenia przed lawiną. O tym, że sytuacja jest poważna, przekonała się 17 marca, czyli na trzy dni przed tragicznym wypadkiem pewna grupa turystów zmierzająca przez Biały Jar w rejon Strzechy Akademickiej. Wywołana lawiną „śnieżna deska” porwała siedmiu z nich, ale sami lub z pomocą obecnych w pobliżu osób zdołali się wydostać.

Tragiczne w skutkach lawiny zdarzały tu również wcześniej, a pomimo to za niemieckich czasów przez Biały Jar prowadziła trasa, po której wożono na saniach turystów z Karpacza aż pod Śnieżkę, a – co więcej – na jego zboczach organizowano zawody narciarskie, w których startowało nieraz kilkuset zawodników.

– Zwłoki leżały przeważnie głęboko pod śniegiem, na dnie lawiniska, wplątane w konary wyrwanych z korzeniami drzew. Po wysondowaniu miejsca położenia zwłok, trzeba było się do nich dostać, kopiąc wąskie a głębokie na dwa do trzech metrów jamy. Bywało tak, że aby wydobyć ciało, trzeba było najpierw odciąć piłką gałęzie, w które było wplątane. Miejsca było mało, pracowało się więc samym brzeszczotem. W marcu drzewa, nawet w górach, puszczają już soki, a zapach jaki wydzielają odcinane gałęzie jarzębu sudeckiego jest bardzo charakterystyczny. Trudno powiedzieć czy nieprzyjemny. Ale jeżeli wącha się ten zapach przez kilka godzin siedząc w ciasnej śnieżnej dziurze, jeżeli poprzez gałęzie widać twarz dziewczyny z otwartymi ustami i nieruchomymi, jak ze szkła oczami – to zapach ten może prześladować do końca życia – wspominał Stanisław Jawor, jeden z uczestników akcji ratunkowej.



Może Cię zainteresować.