Ewelina Szuścik ma mnóstwo zainteresowań i aktywności. Na czoło wysuwają się działania na rzecz popularyzacji gwary cieszyńskiej oraz lalki: historyczne, z czasów PRL, prezentowane wraz z zabytkowymi wózkami i wyprawkami na wystawach „Serce matki”. Ostatnio jednak najwięcej uwagi poświęca rebornom.
Lalki typu reborn nie są pomyślane jako zabawki dla dzieci. Produkowane są ręcznie, z reguły na zamówienie, z dbałością o szczegóły, malowane specjalnymi farbami przez artystki starające się jak najwierniej oddać wygląd i fakturę skóry dziecka – wraz z przebarwieniami, prześwitującymi żyłkami. Także stópki, paluszki i oczy wyglądają jak u niemowlęcia, a masa i rozmiary tych lalek są zbliżone do masy ciała i wzrostu noworodków.
Często mają prawdziwe ludzkie włosy, wczepiane za pomocą specjalnych igieł. Gdy człowiek bierze lalkę na ręce, instynktownie stara się trzymać ją prawidłowo, jak niemowlę. Nic dziwnego, że tak realistycznie wykonane lalki jednych zachwycają, drudzy uważają ich posiadanie za fanaberię. Ewelina Szuścik przyznaje, że zanim kupiła pierwszego reborna, sama miała dylemat, jak do tego podejść. Namiastki dziecka nie potrzebowała, ma bowiem czworo własnych dzieci. Na zakup pierwszej realistycznej lalki zdecydowała się dwa lata temu ze względu na siedmioletniego wówczas syna, u którego zdiagnozowano autyzm.
Pomaga rozluźnić mięśnie i wyciszyć emocje
– Syn ma silne napięcie mięśniowe w rączkach, dużo rzeczy przypadkowo gniecie, niszczy. Próbujemy nad tym pracować – tłumaczy Ewelina Szuścik. W Internecie doczytała, że reborny mogą być częścią rehabilitacji takich osób. Miała bardzo mieszane uczucia dotyczące zakupu takiej lalki. Po pierwsze przerażał ją fakt, że są one bardzo drogie, dwa lata temu ceny nowych lalek zaczynały się od 4000 złotych. Miała także trochę problem etyczny, nie wiedziała, jak się do tych lalek odnieść.
– Była to dla mnie trochę taka podróbka dziecka. No i nie wiedziałam, jak na lalkę zareaguje mój syn – przyznaje. W końcu myśl o zakupie dojrzała i pani Ewelina kupiła tańszą, używaną lalkę. Założenie, że reborn będzie pomocny w rehabilitacji, w przypadku Radka się sprawdziło. Chłopiec nazwał go Emilem, przebiera go, czasem wozi w wózku. Nie bawi się lalką, czynności te mają charakter terapeutyczny. Jego mama specjalnie kupiła dla lalki przyciasne ubranka, aby Radek, przebierając ją, musiał się natrudzić. Celowo też poluźniła plastikowe zaciski, trzymające ciałko lalki. Gdy chłopiec za mocno pociągnie rękę czy nogę, może odpaść. To dla niego sygnał, że musi popracować nad bardziej delikatnym chwytem.
– Mało tego – kiedy Radek ma problem z wyciszeniem emocji, to idzie do sypialni, bo tam najczęściej stoi wózek z rebornami, zabiera swojego Emila, bierze go na ręce i przytula. Ta lalka powoduje w ludziach wydzielanie oksytocyny, która wywołuje w nas uczucie, że trzymamy na rękach dziecko i to nas uspokaja – tłumaczy Ewelina Szuścik.
Drugiego reborna kupiła tanio na targach staroci. Poszukiwała wtedy lalki do peerelowskiego wózka ze swojej kolekcji. Dopiero w domu odkryła, że dość zaniedbana lalka ma na pleckach etykietę zdradzającą, że pochodzi z warsztatu znanej holenderskiej artystki. Trzeciego reborna nabyła już z myślą o prezentacji na wystawach i szerzeniu na ich temat oświaty.
Dorosła kobieta z lalką?
Korzyści terapeutyczne hiperrealistycznych lalek zaobserwowała nie tylko w domu, ale także w zaprzyjaźnionej grupie integracyjnej, do której chodzą młode dorosłe osoby niepełnosprawne umysłowo, z zespołem Downa, cięższymi formami autyzmu. Reborny wzbudziły w grupie integracyjnej duże zainteresowanie.
– Jedna dziewczyna z autyzmem bardzo chciała mieć taką lalkę, mówiła, że od zawsze o niej marzyła. Ale wiadomo: przeszkodą były wysokie koszty, no i obawy, co na to powiedzą ludzie, że dorosła kobieta chodzi z lalką – opowiada Szuścik.
Matka 35-letniej autystycznej kobiety zgodziła się ostatecznie na zakup reborna. Po jakimś czasie pani Ewelina miała okazję z nią porozmawiać. Usłyszała, że lalka fantastycznie się sprawdza, córka kobiety się nią opiekuje, nosi ją przy sobie, przebiera i to ją świetnie wycisza. Od momentu, gdy ją dostała, zaczęła wreszcie spokojnie przesypiać noce. Na innym przykładzie, młodej kobiety z zespołem Downa, pani Ewelina się przekonała, że nie wszyscy rodzice niepełnosprawnych dorosłych są gotowi machnąć ręką na to, jak zareaguje otoczenie i zaakceptować reborna w domu.
– Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, aby trochę przybliżyć ten temat, żeby ludzie wiedzieli, że to jest produkt terapeutyczny. Mamy duży problem z bezpłodnością, jest wiele osób niepełnosprawnych. Reborny mogą im w jakiś sposób pomóc. Niepełnosprawne kobiety, które nie mogą mieć dzieci, nadal odczuwają instynkt macierzyński i opiekuńczy – wyjaśnia. – Na moich wystawach lalek opowiadam także o rebornach. Zrobiłam także zdjęcia i napisałam artykuł do naszej gminnej gazety „Wiadomości znad Piotrówki”, aby uświadomić ludziom, że widząc kobietę z wózkiem niekoniecznie muszą od razu do niego zaglądać i pytać: „O Boże, co to pani ma za dziecko?”. Nie trzeba też od razu reagować i oceniać, widząc osobę niepełnosprawną z wózkiem.
Aż nazbyt realistyczne
Pomimo przekonania, że reborny są pożytecznym wynalazkiem, Ewelina Szuścik dostrzega granicę, której nie zamierza przekraczać. Za nią znajdują się lalki najnowszej generacji, wykonane z silikonu, wizualnie nie do odróżnienia od śpiącego niemowlęcia.
– Te lalki to już zupełnie zachowują się jak dziecko. Mają bardzo miękką „skórę”, niektóre modele utrzymują temperaturę ciała 36,6 stopnia. Podziwiam, jak są wykonane, a przede wszystkim wymalowane, ale dla mnie to już jest balansowanie pomiędzy terapią a wchodzeniem w skrajności – przyznaje rozmówczyni.
Zbyt wielkie podobieństwo reborna do niemowlęcia może stwarzać sytuacje, że osoby postronne będą odczuwać potrzebę ratowania dziecka, które – według ich obserwacji – jest narażone na jakieś niebezpieczeństwo lub źle traktowane przez „matkę”. Pani Ewelina przekonała się o tym ryzyku nawet w przypadku jednego ze swoich „zwykłych”, nie aż tak bardzo zaawansowanych rebornów.
– Było lato, upał. Miałam wystawę w Domu Narodowym w Cieszynie. Przenosiłam z samochodu do sali mnóstwo rzeczy, po resztę miałam wrócić. Reborna miałam w foteliku, bo w ten sposób lepiej mi się go przenosi, no i chciałam go tak zaprezentować na wystawie. Gdy po niego wróciłam, czekał na mnie strażnik miejski i wzburzona pani, która o mało nie wybiła mi szyby w samochodzie – wspomina. – Od tego czasu lalkę jako pierwszą zabieram z auta.
Nie zaglądajmy innym do wózka
Aktualnie Ewelina Szuścik zaczęła pisać książkę o rebornach. Zamierza potraktować temat wieloaspektowo. Jest umówiona na konsultacje z psychologiem, psychiatrą, terapeutą zajęciowym.
– Chcę, aby ta książka była rzetelna, żeby moi czytelnicy poznali wszystkie punkty widzenia, wszystkie za i przeciw. W jednym rozdziale dorosłe kobiety – niepełnosprawne lub całkowicie sprawne – opowiedzą, jak to się stało, że mają te lalki, jaką dla nich pełnią rolę, czy to jest rola terapeutyczna, czy prosta chęć posiadania takiej namiastki dziecka – zdradza swoje plany.
W rozmowach, które już przeprowadziła, poznała różne historie: babci rzadko odwiedzanej przez wnuki, kobiety, która osiem razy poroniła ciążę bliźniaczą po zapłodnieniu in vitro i nie ma już sił ani pieniędzy na kolejne próby.
Reborn jest dla niej środkiem terapii i – być może – początkiem drogi do decyzji o adopcji dziecka. Inna kobieta, chorująca na depresję, zaczęła tworzyć te lalki. To, że może w ten sposób sprawić radość innym ludziom, poprawia jej samopoczucie. Reborny mają swoje miejsce także w terapii seniorów.
– Moja siostra pracuje w Niemczech jako pielęgniarka w domu dla osób chorych na Alzheimera. Te babcie nie wiedzą, co dzieje się tu i teraz, ale pamiętają dawne czasy, kiedy opiekowały się swoimi dziećmi. Lalki służą do rehabilitacji tych osób, do ćwiczenia zesztywniałych rąk, ale przede wszystkim do przytulania, co wywołuje uczucie spokoju i bezpieczeństwa – pani Ewelina przytacza kolejny przykład pozytywnego oddziaływania lalek.
– Chciałabym też, aby w tej książce był rozdział o tym, jak społeczeństwo odnosi się do rebornów – mówi na koniec. – Bo to jest ważne, żeby nie dyskryminować tych osób, które je mają, nie traktować je jak dziwaków. My mamy taką tendencję, żeby innym układać życie. Ale nam nie wolno tego robić. Każdy ma swoją historię, przeszedł swoje problemy i my nie mamy prawa go oceniać.