Futbol z literackim pazurem. Historyczny mecz Orłów Zaolzia i Reprezentacji Polskich Pisarzy | 07.06.2026
Za nami historyczne, pierwsze spotkanie piłkarskie drużyn generujących dużą porcję pozytywnych wibracji. Na boisku w Bystrzycy zmierzyły się w sobotę w samo południe ekipy
Orłów Zaolzia i Reprezentacji Polskich Pisarzy. W wyrównanym pojedynku
prowadzonym w duchu fair play, czyli bez kartek, z odgłosami wyłącznie
literackiej polszczyzny i śląskiej gwary ze zwycięstwa 15:10 (7:6) radowali się
gospodarze – Orły Zaolzia. Honorowy patronat nad wydarzeniem objęło Polskie
Towarzystwo Turystyczno-Sportowe „Beskid Śląski”, a dla gości z Polski przygotowane były publikacje
jubileuszowe tej organizacji.
Ten tekst przeczytasz za 6 min. 30 s
Wspólne zdjęcie Orłów Zaolzia i Reprezentacji Polskich Pisarzy. Fot. Krzysztof Rojowski
Ten mecz został zorganizowany dosłownie za pięć dwunasta.
Kiedy w zeszłym tygodniu dzwonił do mnie kapitan Reprezentacji Polskich
Pisarzy, Zbigniew Masternak, z zapytaniem, czy jestem w stanie zaproponować mu
drużynę z tego regionu, z którą mogliby zagrać towarzyskie spotkanie, od razu
do głowy wpadły mi Orły Zaolzia. A potem sprawy potoczyły się już błyskawicznie
– adresami mailowymi, numerami komórek wymienili się kapitanowie obu zespołów,
a kapitan Orłów Zaolzia – Roman Konderla – od razu zaproponował na miejsce
rozegrania spotkania boisko w Bystrzycy. Autor tej relacji dodatkowo otrzymał
zaproszenie do składu Reprezentacji Polskich Pisarzy, skupiającej autorów,
poetów, dziennikarzy literackich oraz osoby związane ze środowiskiem literackim
w Polsce. I rzecz jasna nie mógł odmówić.
Określenie „ostatnia chwila” pasuje do tego meczu idealnie.
W ostatniej chwili kapitanom drużyn udało się skompletować skład, tym bardziej
że kalendarz piłkarski w czerwcu od zawsze jest sporym wyzwaniem. Nie tylko
dobiegają końca rozgrywki w niższych klasach piłkarskich, ale do tego dochodzą…
festyny szkolne, wesela i inne radości życia. Właśnie na popołudniowy festyn
szkolny w Polskiej Szkole Podstawowej im. Stanisława Hadyny w Bystrzycy zostali
zaproszeni goście z Polski. - Pomyśleliśmy, że to idealna okazja, żeby gościom z Polski pokazać naszą zaolziańską wspólnotę, a festyn z bogatym programem kulturalnym był strzałem w dziesiątkę - powiedział nam kapitan Orłów, Roman Konderla.
Nowa przyjaźń nawiązana. Od lewej: Roman Konderla, Piotr Twardzik, Zbigniew Masternak.
Fot. Janusz Bittmar
Większość piłkarzy reprezentacji pisarzy na Zaolziu pojawiła
się po raz pierwszy i była pod dużym wrażeniem Bystrzycy i całej okolicy. – Ja
parę razy byłem w Ostrawie i Karwinie, ale w Bystrzycy jeszcze nie. Jest
klimatycznie, zarówno na boisku, jak też poza nim. To początek nowej przyjaźni
i współpracy – zdradził „Głosowi” kapitan gości, Zbigniew Masternak. – Jeszcze
w piątek wędrowałem górskimi szlakami w Tatrach, w nogach mam 20 kilometrów,
ale piłka to moja pasja, podobnie jak całej drużyny – dodał. Masternak
przyjechał z Krakowa, ale niektórzy członkowie drużyny na mecz do Bystrzycy
wybrali się aż ze Szczecina czy Lublina. Czapki z głów.
Zdjęcia z meczu aut. Janusza Bittmara
Galeria z meczu aut. Janusza Bittmara
Mecz ruszył z przytupem w samo południe. Pisarze, w szeregach których nie brakowało byłych, a także wciąż aktywnych wyczynowych
zawodników polskich, a także niemieckich klubów, nawiązali z gospodarzami
wyrównaną walkę. W spotkaniu podzielonym na dwie połowy po 35 minut akcje
przelewały się błyskawicznie z jednej strony na drugą, co było efektem zarówno
dobrej gry obu drużyn, jak też rozmiarów boiska – zagrano na mniejszej,
sztucznej murawie w systemie 5 plus 1, czyli pięciu zawodników w polu i
bramkarz. Nawiązując do własnych przeżyć na boisku, „hokejowe” zmiany w upalnej
pogodzie też się przydały…
W piłkarskiej reprezentacji Polski, która z wiadomych
powodów nie awansowała do rozpoczynających się w przyszłym tygodniu mistrzostw
świata, przegrane mecze często wyzwalają demony. W przypadku Reprezentacji
Polskich Pisarzy było wręcz odwrotnie – piłkarze pomimo porażki z zachwytem
wypowiadali się na temat dramaturgii spotkania, rywala, a także… sędziego
Romana Cymorka, który prowadził zawody z dużą dawką wyrozumiałości.
– Orły pokazały klasę, widać, że to zgrany zespół –
skomplementował przeciwnika 65-letni Wiesław Janicki. Pan Wiesław był skądinąd
najstarszym piłkarzem na boisku, ale widać tego po nim nie było – dryblował,
dogrywał celne piłki, a także… udanie ripostował, oczywiście w literackim stylu.
– Kiedyś wpadłem do Milikowa, to zresztą niedaleko Bystrzycy, prawda? – zaczął
luźną pogawędkę. – I zastanawiałem się, czy przypadkowo nie przyjedzie kiedyś
do Milikowa Arkadiusz Milik (napastnik piłkarskiej reprezentacji Polski –
przyp. autor), ale ostatecznie to ja musiałem zaliczyć piłkarski debiut w tym
malowniczym zakątku Beskidów. Szedłem z Milikowa do Bystrzycy na piechotę –
powiedział z uśmiechem pan Wiesław.
Najlepszy strzelec pisarzy w meczu, Dawid
Trzeźwiński, miał do Bystrzycy najdalej, bo aż ze Szczecina, ale nie żałował. –
Przyjechałem z rodziną, lubię łączyć piłkarskie wojaże z poznawaniem świata.
Graliśmy z zespołem już prawie wszędzie, dwa lata temu w Berlinie podczas
mistrzostw świata reprezentacji literackich zajęliśmy trzecie miejsce –
zdradził nam Dawid, wychowanek Pogoni Szczecin, obecnie zawodnik niemieckiego
klubu Penkuner SV.
Pełne twórcze skupienie. Na pierwszym planie Dawid Trzeźwiński i Jacek Kosierb. Fot. Janusz Bittmar
Dla Orłów Zaolzia sobotni pojedynek był idealnym
sprawdzianem generalnym przed zaplanowanym na niedzielę 14 czerwca tradycyjnym
Memoriałem Karola Jungi w Stonawie. Turniej w Stonawie jest dla Orłów na tyle
ważny, że w meczu z pisarzami niektórzy zagrali, nie bacząc na lekkie
dolegliwości zdrowotne, byle zachować regularność i przewidywalność formy.
Niekwestionowanym królem asyst w Bystrzycy, rozdającym świetne piłki do kolegów
z drużyny, był Andrzej Twardzik, grający w dyskomforcie wynikającym z dużego przeziębienia.
– Pomyślałem, że to historyczny mecz z pisarzami i muszę
zagrać, nawet lekko niedysponowany z powodu przeziębienia. W końcu to nie sport
dla mięczaków – zaznaczył. Królem strzelców Orłów, a także całego meczu, został
Aleš Kantor, zdobywca aż
ośmiu (!) bramek. W dużym uproszczeniu można zakończyć tę piłkarsko-literacką relację
stwierdzeniem, że pisarzom wystarczyło przypilnować na boisku snajpera Sokoła
Gródek i wracaliby z Bystrzycy z tarczą. To jednak naprawdę duże uproszczenie,
bo kto kiedykolwiek grał w piłkę, doskonale wie, że na bramki Kantora złożyła
się świetna gra całej drużyny. W końcu futbol nieprzypadkowo jest sportem
zespołowym.
ORŁY ZAOLZIA – REPREZENTACJA POLSKICH PISARZY 15:10
Do przerwy: 7:6. Bramki: Kantor 8, Dąbrowski 3, Matykiewicz
2, Konderla, Kisza – Trzeźwiński 6, Masternak 3, Pawlik.