Piotr Twardzik o górniczych wypadkach: w większości przypadków winni są sami poszkodowani | 10.02.2026
W dzień po
wywiezieniu symbolicznego ostatniego wózka węgla z Kopalni ČSM w Stonawie w
czeskocieszyńskiej Dziupli miała miejsce prelekcja inżyniera górnictwa Piotra
Twardzika pt. „Niektóre wypadki i tragedie górnicze w Zagłębiu
Ostrawsko-Karwińskim”. Odbyła się ona w ramach działającego od stycznia br.
Klubu Propozycji im. Karola Polaka Miejscowego Koła PZKO Czeski
Cieszyn-Centrum.
Ten tekst przeczytasz za 1 min. 60 s
Piotr Twardzik opowiadał w Dziupli o górniczych tragediach. Fot. Beata Schönwald
Trudno
ustalić, czy było to spowodowane definitywnym zakończeniem wydobycia węgla w
skali regionu i kraju, czy tym, że górnicze tragedia zawsze przyciągały uwagę,
w czwartkowe popołudnie zapanował w Dziupli ścisk i wiele osób słuchało wykładu
na stojąco. Przyszli ludzie z branży górniczej, ale też osoby zupełnie z nią
niezwiązane.
Taka
frekwencja zaskoczyła Piotra Twardzika, który temat spotkania uznał za „niezbyt
aktualny, niezbyt atrakcyjny, a raczej ponury”, bo związany z ludzkimi
nieszczęściami, tragediami rodzin, kiedy ojciec, syn lub mąż nie wracają z
pracy.
Jednak, jak
górnictwo górnictwem, zawsze towarzyszyły mu wypadki, bo praca była ciężka i
niebezpieczna. – My, którzy pracowaliśmy w kopalniach, zawsze dążyliśmy do
tego, żeby nie były to wypadki ciężkie, śmiertelne, zbiorowe. Z własnego
doświadczenia mogę jednak powiedzieć, że większość ich spowodowali sami
poszkodowani, co gorsza stając się przyczyną śmierci również swoich kolegów
górników. Na przekór obowiązującej zasadzie, że ktokolwiek zjeżdża do kopalni,
odpowiada nie tylko za swoje życie, ale także za życie tych wszystkich, którzy
tam pracują – przekonywał gość Klubu Propozycji.
W czasie 27
lat przepracowanych w Kopalni Armii Czechosłowackiej w Karwinie i 17 lat w
Urzędzie Górniczym w Ostrawie, gdzie prowadził dochodzenia w sprawie wypadków
górniczych, stworzył całą bazę tych w skutkach tragicznych wydarzeń. Na
czwartkowe spotkanie wybrał spośród nich siedem. Słuchaczom przybliżył je w
sposób bardzo szczegółowy, wskazując ich uwarunkowania, przyczyny i
konsekwencje. Z wszystkimi z nich zetknął się osobiście.Do
pierwszego wypadku doszło 22 marca 1977 roku. Piotr Twardzik pracował wtedy w kopalni dopiero pół roku.
Więcej w
piątkowym drukowanym „Głosie”.