Zdaniem… Beaty Schönwald: Traktujmy z rezerwą rankingi | 13.02.2026
Organizowanie
konkursów, plebiscytów, rankingów i zestawień wszelkiej maści to jedno z
typowych zjawisk naszych czasów. Żyjemy w świecie, w którym każdy wycinek
rzeczywistości jest poddawany analizie. Porównujemy ludzi, towary i usługi.
Sporządzamy listy najpiękniejszych plaży, najbardziej niezawodnych aut i
prestiżowych uniwersytetów, a potem często bezkrytycznie w nie wierzymy.
Ten tekst przeczytasz za 2 min. 30 s
Rozświetlenie choinki w 2024 roku w Orłowej. Mieszkańcy na pewno mają inne niż zdanie odnośnie swojego miasta, niż wynika to z rankingów. Fot. Urząd Miejski w Orłowej
Nie chcę podważać
zasadności przeprowadzania rzetelnych analiz opartych na jednoznacznych danych,
tabeli sportowych, gdzie jedynym kryterium jest mierzalny wynik. Nie mam
uprzedzeń do plebiscytów, które mają wyłonić ciekawe osobistości z różnych
branż życia zawodowego i społecznego, w celu pokazania ich kreatywności i
poświęcenia dla dobra ogółu. Mam natomiast obiekcje co do porównywań
przeprowadzanych przy założeniach z góry przesądzających o wyniku oraz konkursów,
w których liczy się dobre wrażenie.
Przykładem
tego pierwszego jest ranking miast najlepiej nadających się do życia, w którym od
ośmiu lat niezmiennie królują sąsiadujące z Pragą Říčany. Na szarym końcu
plasuje się w nim zaś cała plejada miast województwa morawsko-śląskiego, a
zwłaszcza powiatu karwińskiego, oraz województwa usteckiego. Media co roku
fascynują się tym rankingiem, dzięki czemu zawsze jesienią w głównych wydaniach
telewizyjnych wiadomości można obejrzeć kilka migawek z Orłowej lub
Karwiny. Efekt? Ogólne przekonanie, że w takich miastach chyba nikt przy
zdrowych zmysłach nie może dobrowolnie mieszkać, bo nie ma tam nic i nic już
tam nigdy nie będzie. Smutna perspektywa.
Druga moja
uwaga dotyczy konkursu Wioska Roku, który w odróżnieniu od wspominanego
rankingu miast nie jest dla wszystkich gmin „obowiązkowy”, a zatem o tytuł
ubiegają się tylko te wioski, które zgłoszą swoją kandydaturę. Być może chodzi w
tym wszystkim głównie o zmotywowanie mieszkańców do połączenia sił i
przedstawienia komisji swojej miejscowości w jak najlepszym świetle. Z drugiej
strony, gdy wykreowany niejako pod gusty jurorów obraz wioski nie pokrywa się
z tym rzeczywistym, do przyznawanych w ten sposób tytułów można mieć
uzasadnione obiekcje. Doskonałym, aczkolwiek smutnym tego przykładem jest
Gnojnik, Wioska Roku 2025 w województwie morawsko-śląskim, którą krótko po
swoim zwycięstwie „rozsławiło” zamieszanie wokół konkursu na dyrektora czeskiej
szkoły i związane z tym protesty uczniów i rodziców, które przerodziły się
w próbę obalenia pan wójt. Sprawą zainteresowały się wszystkie media, nawet te
ogólnokrajowe. Zapewne minie trochę czasu, zanim w gminie zapanuje spokój.
Traktujmy
więc te wszystkie konkursy i rankingi z pewną rezerwą, nie dajmy się zwariować
i zanim zaczniemy powielać stereotypy o czymkolwiek, spróbujmy się przekonać,
jak jest naprawdę.