poniedziałek, 15 lipca 2024
Imieniny: PL: Henryka, Igi, Włodzimierza| CZ: Jindřich
Glos Live
/
Nahoru

Balu nie robi się w pojedynkę | 23.01.2020

Udany bal to pełna sala gości bawiących się do białego rana, a także zgrana ekipa ludzi, od których zależy powodzenie karnawałowego „szaleństwa”. O receptę na dobry bal poprosiliśmy gospodarza popularnych balów w Kocobędzu, Władysława Niedobę. Najbliższa impreza już 1 lutego w Domu Kultury i Sportu w Kocobędzu-Ligocie. 

Ten tekst przeczytasz za 3 min. 15 s
Władysław Niedoba należy do ekipy organizatorów popularnych balów w Kocobędzu.

 


Dom Kultury w Kocobędzu co roku pęka w szwach i na balu bawi się ok. 300 osób. Jakim cudem się wam to udaje? 
– Od 1977 roku, kiedy otwarto w Kocobędzu nowy Dom Kultury, organizujemy wspólne bale z Kołem PZKO Ligota. W 1998 roku po raz pierwszy przygotowaliśmy tematyczny bal walentynkowy i odtąd każda zabawa ma swój temat. Staramy się, żeby temat korespondował z jakimś aktualnym wydarzeniem. Mieliśmy więc bal na końcu tysiąclecia, ostatni bal na granicy w związku z wejściem do strefy Schenghen czy dwa lata temu bal prezydencki związany ze styczniowymi wyborami prezydenta RC.


Czego potrzeba, żeby bal się udał?
– Na balu bardzo ważna jest orkiestra. Na tym naszym są aż trzy. W głównej sali od kilku lat grają „Smolaři”, dopasowując repertuar do myśli przewodniej balu, na górze w salce dla 60 osób jest muzyka dyskotekowa, natomiast w barze gra kapela góralska. Poza tym na dobrym balu nie może zabraknąć wodzireja. Magnesem jest też loteria z atrakcyjnymi nagrodami. My mamy ok. 130 nagród: od telewizora aż po drobne upominki. Losowanie tylu nagród zabrałoby bardzo wiele czasu, dlatego przygotowujemy tzw. zwijane losy. Na każdym jest przysłowie plus informacja, czy dany los wygrywa jakąś nagrodę. Przygotowujemy ich nawet 5 tys., a sprzedajemy po 5 koron. Ludziom się to podoba. Często jest tak, że jeżeli za pierwszym podejściem nie trafią na zwycięski los, kupują kolejny zestaw. O północy ogłaszamy odbiór nagród, a zabawa toczy się dalej.
 
 
Bal na 300, a może nawet więcej osób to ogromna odpowiedzialność…
– W pojedynkę żadne z naszych kół nie byłoby w stanie podołać temu wyzwaniu. Dlatego w tym przypadku bardzo ważna jest współpraca obu kół i zaangażowanie ich członków. Zorganizowanie takiego balu wymaga ogromnego wkładu pracy. Nasze Koła i nasi działacze na szczęście są już tak zgrani, że każdy wie, co ma robić. Ktoś jest odpowiedzialny za przygotowanie kolacji, ktoś inny za ciastka, jeszcze ktoś inny za wyposażenie barów, przygotowanie dekoracji, zamówienie kwiatów, wyrób kotylionów itp. Jak na razie wciąż jeszcze chce się nam to robić i traktujemy to jako dobrą zabawę. Jeżeli jednak chcemy potańczyć i beztrosko się zabawić, wówczas idziemy na któryś bal w okolicy.

 
Kto zatem bawi się na waszym balu?
– Zjeżdżają do nas ludzie praktycznie z całego Zaolzia, od Bogumina po Mosty. Pojawiają goście z drugiej strony granicy. Czasem mamy balowiczów nawet z bardziej odległych stron, powiedziałbym wręcz, z różnych zakątków Europy. To tradycja i dobra renoma sprawiają, że ludzie wiedzą, że na dany bal warto się wybrać. 

 
Koła PZKO i inne stowarzyszenia organizują bale dla zabawy i dla zarobku. Czy ten wasz jest dochodowy?
– Nie ukrywam, że koszty są wysokie, zwłaszcza wynajęcia całego Domu Kultury. Prócz tego trzeba zapłacić za muzykę, kupić prowiant, kwiaty i wiele innych rzeczy. Mimo to wciąż jeszcze chodzi o imprezę dochodową, z której nasze koła żyją praktycznie przez cały rok aż do kolejnego balu. 
 



Może Cię zainteresować.