poniedziałek, 22 lipca 2024
Imieniny: PL: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca| CZ: Magdaléna
Glos Live
/
Nahoru

Dialog pomaga uniknąć historycznych nieścisłości | 01.05.2023

Polacy żyją tu od najdawniejszych czasów. Swoich praw nie zyskali walcząc o nie w powstaniach styczniowym czy listopadowym. Byli gospodarzami na tej ziemi. Dlatego drogą jest dialog, wsłuchiwanie się w to, co Polacy mówią i próba ich zrozumienia – mówi dr Józef Szymeczek, historyk, wiceprezes Kongresu Polaków w Republice Czeskiej, z którym rozmawiamy o nieścisłościach, jakie znalazły się w treści memorandum umieszczonym w kapsule czasu w bani wieży kościoła w Marklowicach Dolnych.

Ten tekst przeczytasz za 7 min. 15 s
Józef Szymeczek. Fot. Łukasz Klimaniec
W memorandum znalazły się dość niefortunne sformułowania związane z historią naszego regionu. Jaka pana pierwsza myśl, kiedy się pan o tym dowiedział?
– O tej sprawie, trochę nieszczęśliwej, dowiedziałem się z mediów. Choć poruszam się w kręgach kościelnych – ewangelickich i katolickich – to wcześniej do mnie nie dotarła żadna informacja, bo zapewne zainteresowałbym się tym, co ma znaleźć się w tej bani. Kiedy przeczytałem o tej sprawie, zasmuciło mnie to, bo w naszym środowisku czesko-polskim niestety często dochodzi do podobnych nieporozumień. Zdziwienie nie było tak wielkie, raczej smutek. 
Chciałbym, żeby odniósł się pan do tych niefortunnych sformułowań. Czytamy m.in. że „w wyniku historycznych powstań i wojen na Górnym Śląsku i w naszym regionie, w Czechach żyła mniejszość Polaków. Dlatego w parafii odbywały się nabożeństwa w dwóch językach, czeskim i polskim”.
– Ta wypowiedź jest świadectwem tego, jak skomplikowana jest historia Śląska Cieszyńskiego. Nie wpisuje się ani w czeską narrację, bo jak otworzymy jakąś książkę historii czeskiej, to nie będzie tam samodzielnego rozdziału o Śląsku Cieszyńskim, dlatego że ziemia cieszyńska nie zawsze była częścią Korony Czeskiej. I tak samo nie znajdziemy kompleksowej historii Śląska Cieszyńskiego w narracji polskiej, bo w pewnym momencie straciliśmy kontakt z państwowością polską. Nasza historia jest zatem historią zarówno polską, czeską, austriacką, ale też po części niemiecką. Ksiądz proboszcz w memorandum wychodzi z wyobraźni polskiej – pisze, że były powstania na Śląsku, w wyniku których ktoś wywalczył sobie jakieś prawa albo pozycję. Ma chyba na myśli powstania śląskie – pierwsze, drugie i trzecie. Ale to nie jest ta historia. Tu było troszeczkę inaczej. Nie te zajścia, nie ten agresor, nie ta ofiara. Trudno mi wypowiadać się za autora memorandum, ale wydaje mi się, że uległ polskiej narracji – skoro tak było na Górnym Śląsku, to i na Zaolziu też musiało tak być. A było inaczej. Polacy żyją tu od najdawniejszych czasów. Swoich praw nie zyskali walcząc o nie w powstaniach styczniowym czy listopadowym. Polacy byli gospodarzami na tej ziemi. Na całym Śląsku Cieszyńskim od najdawniejszych czasów rozwijali swoją społeczność obywatelską i narodową obok Niemców, a później, na zachodnich ziemiach Śląska Cieszyńskiego, również obok elementu czeskiego, który w czasie rozwoju myśli narodowej pojawił się w okolicach Frydku i Ostrawy. 
W zdaniu, że „po pierwszej wojnie światowej Marklowice Dolne pozostały na terenie Czechosłowacji” też jest wiele nieścisłości?
– To zdanie jest nieszczęśliwe nie tylko z polskiego punktu widzenia, bo pewnie czescy historycy też wnieśliby jakieś swoje uwagi. Po pierwszej wojnie światowej Śląsk Cieszyński stał się przedmiotem spornym między Polską, a Czechosłowacją. I to trwało co najmniej dwa lata, zanim Marklowice Dolne zostały częścią Czechosłowacji. Co więcej, nie było to automatycznym wyrazem mieszkańców Marklowic, ale decyzją obcych państw, które o tym zadecydowały wbrew woli tutejszego społeczeństwa.
Czytamy też, że „kiedy Czechosłowacja była okupowana przez Polskę (w 1938 r.), parafia została włączona do diecezji katowickiej”. Rok 1938 nawet dziś w Polsce bywa niejednoznacznie oceniany, ale jak traktować słowo „okupacja”?
– „Okupacja” w stosunku do 1938 roku jest absolutnie nie na miejscu w stosunku do rządów polskich na Zaolziu. Takie określenie stawia znak równości z okupacją niemiecką. A to nieprawda. Wiedzą to nie tylko Polacy, ale i Czesi. Dlatego takie stawianie sprawy to bolesne fałszerstwo historyczne. Nie dziwi mnie to jednak, bo wyobrażenie, że część Śląska Cieszyńskiego stała się częścią Polski na podstawie uzgodnień monachijskich to jeden z najczęściej popełnianych błędów w czeskiej historiografii. W rzeczywistości tak nie było. W Monachium nie rozmawiano o Polakach na Zaolziu, ale o Sudetach. Dopiero wyniki tej konferencji i stanowisko mocarstw o trzymiesięcznym terminie rozwiązania sprawy polskiej i węgierskiej sprawiły, że w Polsce zapadła decyzja o wezwaniu rządu czeskiego do wydania ziem Śląska Cieszyńskiego, na co rząd czeski – będąc w trudnej sytuacji – przystał. Najbardziej obiektywnym określeniem byłoby, że w czasie kryzysu państwowości czechosłowackiej pod ciężarem efektów monachijskiej konferencji granica polsko-czechosłowacka została rektyfikowana. Za zgodą rządu czeskiego, ale wyrażoną w trudnej sytuacji międzynarodowej. 
Co zrobić, by uniknąć takich pomyłek w przyszłości? To kwestia edukacji, a może konsultacji w przygotowaniu podobnych pism?
– Pomoże tylko dialog, który powinien być prowadzony w parafii, a w ramach którego ksiądz spotykałby się z mieszkańcami, w tym z przedstawicielami polskiej mniejszości. Nie wątpię, że czerpał informacje od kogoś i konsultował je z kimś, ale w tym przypadku ewidentnie zabrakło polskiego głosu. Poleciłbym kontakt z kołami PZKO w Marklowicach czy Piotrowicach, by uniknąć takich sytuacji, które wynikają zapewne z nieporozumienia i niewiedzy. Nie zakładam, że to efekt złej woli. Drogą jest dialog, wsłuchiwanie się w to, co Polacy mówią i próba ich zrozumienia. 
Jaka jest wiedza miejscowych na temat historii regonu?
– Ta wiedza jest niezbyt rozwinięta. W szkołach podstawowych niewiele miejsca poświęca się regionalnej historii, choć są wyjątki, bo niektóre szkoły starają się wprowadzać takie elementy. Niemniej jednak szkoła jest obarczona tym, by uczyć w określonym schemacie, ma swój program. Dlatego wszelkie inicjatywy, które wprowadzają elementy współczesnej historii i naszej teraźniejszości oraz elementy regionalne są mile widziane. To jeśli chodzi o szkoły. Ale mamy też dużo zastrzeżeń do państwowych instytucji, które przedstawiają historię ziemi cieszyńskiej, jak Muzeum Těšínska w Czeskim Cieszynie. Już przy okazji poprzedniej ekspozycji muzealnej zwracaliśmy uwagę na sposób przedstawiania historii regionu, a i w obecnej ekspozycji mamy zastrzeżenia, jak interpretuje się fakty. W ten sposób takie instytucje nie pomagają zbliżeniu poglądów na temat historii. Podstawowa różnica jest taka, że my podkreślamy wielokulturowość ziemi cieszyńskiej i traktujemy ją jako coś wartościowego i wzbogacającego, czego warto bronić. W przypadku Muzeum Těšínska ekspozycja pokazuje głównie czeski żywioł na tych terenach prezentując tylko czeską opowieść. Pozostałe narodowości są traktowane tylko jako jej uzupełnienie. A to Polaków nie zadowala, bo nie oddaje prawdy i nie pokazuje tego, co jest na tej ziemi najpiękniejsze. Trudno potem się dziwić, że ludzie, zwłaszcza obcy, przyjezdni, nie potrafią się zorientować, jak właściwie tutaj było.  


Może Cię zainteresować.