środa, 19 czerwca 2024
Imieniny: PL: Gerwazego, Protazego, Sylwii| CZ: Leoš
Glos Live
/
Nahoru

Z Jabłonkowa do Matki Bożej z Guadalupe  | 01.04.2020

Jeszcze przed dziesięciu laty odwiedzenie Guadalupe w Meksyku było tylko marzeniem. Nagle stało się  ono rzeczywistością. Po ponad roku przygotowań w marcu w podróż do Ameryki Południowej wybrała się trzydziestoosobowa grupa pielgrzymów z Jabłonkowa – relacjonuje na Głos24 jedna z uczestniczek wyprawy. 

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 15 s
Fot. Głos24/Zuzanna Byrtus
 
Pielgrzymkowe miejsca jak Fatima, Lourdes, Medugorje, La Sallete są dla wielu dobrze znane, ale Guadalupe w Meksyku nie za bardzo. Dlatego też pewnego dnia nasz proboszcz Janusz Kiwak rzucił pomysł, abyśmy polecieli aż 10 000 km na inny kontynent. 

Nasza podróż rozpoczęła się w środę 4 marca o godz. 20.00, kiedy to wyjechaliśmy z Jabłonkowa autokarem do Wiednia. Następnie holenderskimi liniami lotniczymi KLM polecieliśmy z Wiednia do Amsterdamu ,a po kolejnym czekaniu na lot, następnego dnia o ruszyliśmy  w 12-godzinną podróż już prosto do Meksyku. 
 
Nasze  pielgrzymowanie po Meksyku rozpoczęliśmy od zwiedzania religijnego serca kraju – wzgórza Tepeyac. To właśnie tam Matka Boża objawiła się Indianinowi Juanowi Diego w roku 1531. To najstarsze objawienie maryjne uznane przez Kościół. 

Objawienie na Tepeyac sprawiło, iż proces spotkania dwóch odmiennych cywilizacji, czyli hiszpańskich konkwistadorów i indiańskich tubylców, stał się możliwy.  Na dziś Bazylika Matki Bożej z Guadalupe zbudowana na tym miejscu jest największym sanktuarium maryjnym na świecie, które corocznie odwiedza nawet 20 milionów pielgrzymów. Właśnie tutaj mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w mszy św. celebrowanej przez naszego księdza Janusza Kiwaka. Po mszy świętej mogliśmy podziwiać najbardziej tajemniczy obraz świata. Patrzyliśmy z zapartym tchem na ten cud, na ten żywy, tajemniczy, boski obraz z ruchomych kładek znajdujących się pod nim.  To przeżycie na całe życie. 

 
 
 
Obraz powstał na bardzo nietrwałym materiale, mianowicie na tilmie, czyli  szacie indiańskiej, która wykonana była z grubych i szorstkich włókien agawy. Trwałość takiej tkaniny nie przekracza pięćdziesięciu lat. Tymczasem szata Juana Diego przetrwała do dziś, czyli już blisko pięćset lat. Nawet w czasie krwawych prześladowań Kościoła Meksykańskiego w latach dwudziestych nie zniszczyły go ani wybuch bomby podstawionej pod wizerunek Matki Bożej ani przypadkowo wylany na niego kwas. Do dziś wielu badaczy i naukowców próbuje wyjaśnić tajemnicę powstania tego wizerunku.  

Oprócz tego duchowego przeżycia widzieliśmy w Meksyku także inne rzeczy. Jedną z nich było na przykład stanowisko archeologiczne Teotihuacan, gdzie ci odważniejsi z nas mogli się wspiąć na dwie piramidy Azteków. Byliśmy również na jednym z największych placów na świecie w centrum Miasta Meksyk, tzw. Zocalo. Odwiedziliśmy budowany przez ponad 300 lat kościół katedralny z pięknym ołtarzem barokowym, podziwialiśmy pozostałości Templo Mayor, zwiedzaliśmy pałac prezydencki, w którym znajdują się sławne murale Diega Riviery przedstawiające historię Meksyku. 

Znalazł się też czas na miejscowy trunek – tequilę, której mogliśmy skosztować w dzielnicy Xochimilco. Tam też znajdują się wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO tzw. pływające kolorowe ogrody. Przy dźwięku muzyki mariachi płynęliśmy kanałami, które zostały zbudowane przez Azteków. 
 
 
 
 
Kolejne nasze podróże z widokiem na wulkany Popocatepetl i Iztaccihuatl odbywały się na trasie miasteczek wpisanych na listę „Pueblos Mágicos” czyli „Magiczne miasta Meksyku”. Miejsca tj. Santiago de Queretaro, Guanajuato, San Miguel de Allende, miasto srebra Taxco czy Puebla, zwane „Miastem Aniołów” charakteryzowały się lokalną kulturą, folklorem, legendami i niezwykłą historią.  

Nasza pielgrzymka zakończyła się w najsłynniejszym kurorcie nad Oceanem Spokojnym, w Acapulco, kojarzonym często z przepychem, stromymi skałami i lśniącymi bielą plażami nad błękitnym oceanem. Zakwaterowani byliśmy w hotelu „Elcano” z bezpośrednim dostępem do morza i widokiem na całą zatokę. 
W niedzielę 15 marca nasza pielgrzymka chyliła się ku końcowi. Czekała nas znów długa droga. Lot do Europy trwał 9 godzin, jednak musieliśmy czekać kolejne pięć godzin w Amsterdamie na lot do Wiednia. Jak wszyscy wiemy, już w tym czasie świat wokół nas zaczął zmieniać koronawirus. 

 

 
Już podczas pobytu w Acapulco sprawdzaliśmy, w jaki sposób dojechać do naszej republiki, ponieważ w tak zwanym międzyczasie zamknięto granice. Na szczęście wysłano po nas autobus z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który przewiózł nas przez granicę do Brna. Stamtąd musieliśmy zorganizować sobie kolejny autobus, który w końcu dowiózł nas do Jabłonkowa we wtorek 17 marca o godz. 5.00.

Dowieźliśmy też kopie wizerunku Matki Bożej na płótnie z agawy do dwóch kościołów – filialnego pw. Wniebowzięcia NMP w Bukowcu oraz parafii św. Wilhelma we Vřesinie, gdzie obecnie posługuje nasz poprzedni proboszcz Janusz Kiwak. 

Jesteśmy wdzięczni Bogu za tę pielgrzymkę. Ponadto dziękujemy ks. Kiwakowi za jego pomysł, podróżniczą pasję i opiekę duszpasterską i wszystkim pielgrzymom, którzy zdecydowali się wybrać w tak daleką podróż. 
 
 
Fot. Zuzanna Byrtus. Kliknij, by obejrzeć cały fotoreportaż.



Może Cię zainteresować.