czwartek, 13 sierpnia 2026
Imieniny: PL: Elwiry, Hipolita, Radosławy| CZ: Alena
Glos Live
/
Nahoru

„Głos Mamy”: Troje dzieci, kamper i świat bez wymówek. Andrea Skupień-Kapsia o rodzinnych podróżach | 17.07.2026

Podróżowanie z trójką dzieci może wydawać się skomplikowaną operacją logistyczną. Dla Andrei Skupień-Kapsi i jej rodziny stało się jednak naturalnym sposobem na wspólne życie i odkrywanie świata. W najnowszym odcinku podcastu „Głos Mamy” Andrea opowiada o wolności, jaką daje kamper, codzienności pięcioosobowej rodziny na kilku metrach kwadratowych oraz o tym, dlaczego nie warto odkładać podróży do czasu, aż dzieci podrosną.

Ten tekst przeczytasz za 6 min. 45 s
Fot. arch. pryw./glos.live

Dzieci jako towarzysze podróży

Podróże były obecne w życiu Andrei i jej męża jeszcze przed narodzinami dzieci. Początkowo przemierzali Czechy, Morawy i Polskę na motocyklu, zabierając ze sobą niewielki namiot i śpiwory. Gdy rodzina zaczęła się powiększać, dwa kółka zamienili na cztery, ale z podróżowania nie zrezygnowali.

– Chcieliśmy, żeby nasze dzieci były nie tylko naszymi serduszkami i największą miłością, ale też partnerami i towarzyszami naszego życia – mówi Andrea Skupień-Kapsia.

Jak podkreśla, dzieci stały się naturalną częścią tego, co rodzice lubili robić już wcześniej. Wiek nigdy nie był dla nich powodem, by rezygnować z wyjazdu.

– Myślę, że dzisiaj podróżowanie jest przede wszystkim kwestią odwagi. Trzeba po prostu chcieć odkrywać nowe miejsca i nie szukać wymówek – przekonuje.





W podróż z 14-dniowym dzieckiem

Najmłodszy syn Andrei przyszedł na świat zaledwie dwa tygodnie przed rozpoczęciem okresu pracy i nauki zdalnej podczas pandemii. Rodzina postanowiła wykorzystać nową sytuację i wyruszyła kamperem w dłuższą podróż.

– Zapakowaliśmy kampera i ruszyliśmy. Nasz syn miał wtedy zaledwie 14 dni – wspomina.

Ponieważ mąż Andrei mógł pracować zdalnie, starsze córki uczyły się przez internet, a ona przebywała na urlopie macierzyńskim, rodzina nie widziała powodu, by pozostawać w domu. Podróżowali po Czechach i Morawach, a następnie także po Polsce, Chorwacji i Węgrzech.

– Dla nas był to jeden z najpiękniejszych okresów w życiu rodziny. Mieliśmy wolność, by naprawdę robić to, co lubimy – mówi.

Z perspektywy czasu Andrea przyznaje, że decyzja mogła wydawać się szalona. Jej zdaniem właśnie takie spontaniczne pomysły często przynoszą jednak najwięcej pięknych wspomnień.


Dom na kółkach zamiast hotelu

Pomysł na kamper pojawił się z powodów praktycznych. Podróżowanie samochodem z małymi dziećmi oznaczało konieczność zabierania wózków, rowerów, ubrań i wielu innych potrzebnych rzeczy. W zwykłym samochodzie szybko zaczynało brakować miejsca.

Kamper pozwolił rodzinie spakować nie tylko cały potrzebny sprzęt, ale również zapasy jedzenia i rzeczy, które zapewniały dzieciom poczucie komfortu.

– Możemy zabrać wszystko, czego potrzebujemy, i być gdziekolwiek, kiedykolwiek. Nie musimy się stresować godziną zameldowania w hotelu ani tym, czy zdążymy na kolację – wyjaśnia Andrea.

Brak sztywnego planu pozwala rodzinie zatrzymywać się w miejscach, które niekoniecznie znajdują się na listach najpopularniejszych atrakcji. Jeśli odkryją piękną plażę, jezioro lub spokojną okolicę, mogą zostać tam dzień albo dwa dłużej.

– Dzięki tej swobodzie odnajdujemy cudowne miejsca, które nie są typowymi, wydeptanymi przez turystów ścieżkami – mówi.



Pięć osób na kilku metrach kwadratowych

Życie w kamperze ma również mniej romantyczną stronę. Pięć osób przebywających przez dłuższy czas na niewielkiej przestrzeni musi nauczyć się porządku, cierpliwości i wzajemnego szacunku.

Każdy członek rodziny ma własną półkę i szafkę. Jeśli ktoś nie pilnuje swoich rzeczy, znalezienie stroju kąpielowego czy innego elementu garderoby może przerodzić się w długie poszukiwania.

– Słowo „gdzie” potrafi zabrzmieć nawet pięćdziesiąt razy. Dlatego każdy musi dbać o swoje rzeczy i odkładać je na miejsce – śmieje się Andrea.

Podczas dłuższych wyjazdów pojawia się również potrzeba pobycia samemu. Jedna z córek może odejść na bok z książką, ktoś inny potrzebuje chwili ciszy. Zdaniem rozmówczyni właśnie wtedy najlepiej widać, jak istotne są współpraca i tolerancja.

– Na kilku metrach kwadratowych szybko okazuje się, czy rodzina naprawdę potrafi działać razem – przyznaje.


Każdy ma swoje zadanie

W rodzinie Andrei obowiązki rozdzielają się w sposób naturalny. Mąż zwykle wstaje jako pierwszy, ogląda wschód słońca i przygotowuje śniadanie. Starsza córka pomaga mu w planowaniu trasy i wyszukiwaniu informacji o kolejnych miejscach. Młodsza zajmuje się podczas jazdy najmłodszym bratem.

Sama Andrea odpowiada między innymi za praktyczną stronę podróży i przygotowywanie posiłków. Jak przyznaje, czasem nawet nie wie dokładnie, dokąd rodzina zmierza, ponieważ nawigację i planowanie przejęli mąż ze starszą córką.

Wspólna podróż oznacza także zmywanie, sprzątanie i przygotowywanie posiłków. Każdy musi dołożyć swoją część.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że trzeba działać razem. Jedna osoba przygotowuje kolację, druga zmywa, a ktoś inny zajmuje się planem na kolejny dzień – opowiada.

Kamper to nie hotel

Pierwsze podróże przyniosły również zaskoczenie. Kamper daje wolność, ale wymaga stałej troski. Trzeba wiedzieć, gdzie uzupełnić czystą wodę, opróżnić zbiorniki, zaparkować na noc i podłączyć się do prądu.

– Na początku zaskoczyło nas, że choć wszystko wygląda bardzo swobodnie, wcale nie dzieje się samo. Kamper to nie hotel – podkreśla Andrea.

Niewłaściwe zaplanowanie trasy może oznaczać brak wody, elektryczności albo mandat za postój w niedozwolonym miejscu. Zdaniem rozmówczyni wystarczy jednak jedno dobre lub złe doświadczenie, by szybko nauczyć się podstaw.

– Ten samochód działa tak dobrze, jak dobrze się o niego zadba – dodaje.


Przygodę można znaleźć przypadkiem

Jedną z najbardziej niezwykłych historii rodzina przeżyła w okolicach Saint-Tropez. Po wielu godzinach spędzonych w korkach i bezskutecznym szukaniu miejsca do zaparkowania zjechali w stronę wybrzeża. Trafili na spokojną zatoczkę i plażę, na której spotkali starszego mężczyznę.

Nieznajomy opowiedział im o czasach, kiedy na plaży spotykały się gwiazdy kina, a on sam pracował przy produkcjach filmowych. Początkowo rodzina nie była pewna, czy historia jest prawdziwa. Po chwili pojawili się jednak opiekunowie mężczyzny i potwierdzili, że rzeczywiście był związany z francuskim środowiskiem filmowym.

– Czasami podczas podróży pojawiają się ludzie, których nazywam podróżniczymi aniołami. Przychodzą dokładnie wtedy, kiedy ich potrzebujemy – mówi Andrea.




Posłuchaj podcastu

Gościnią 29. odcinka podcastu „Głos Mamy” jest Andrea Skupień-Kapsia – mama trójki dzieci i miłośniczka rodzinnych podróży.

Odcinek dostępny na Spotify, YouTube, Apple Podcasts oraz na glos.live.


Może Cię zainteresować.