Głos Mamy, odc. 22. - Rodzinne podróże bez spiny. Jak wygląda życie w ciągłym ruchu? Opowiada Janka Kaplan Wałaska | 20.12.2025
Podróże były obecne w życiu Janki Kaplan Wałaskiej od dzieciństwa. Najpierw rodzinne wyjazdy z przyczepą, potem kamper przerobiony przez tatę – i wspólne noce spędzane każdego dnia w innym miejscu. Jak sama przyznaje, już wtedy wiedziała, że taki styl życia będzie jej odpowiadać także w dorosłym życiu. Więcej w kolejnym podcaście "Głos Mamy".
Ten tekst przeczytasz za 3 min. 15 s
Basia Jakeš
Fot. ARC
Przełomem okazała się praca w Lufthansie. Początkowo miał to być tylko rok przerwy w studiach, który pozwoli „trochę popodróżować”. Zostało 19 lat – i możliwości latania, które Janka wykorzystuje do dziś, także z rodziną.
Planowanie? Wszyscy decydują, ale planuje jedna osoba
Choć kierunki podróży są wybierane wspólnie, cała logistyka spoczywa na Jance. Jak mówi, planowanie jest dla niej połową przyjemności, a mąż woli mieć wszystko jako niespodziankę. Kluczowe jest jednak uwzględnianie potrzeb dzieci – dziś 6-, 9- i 12-letnich dziewczynek – które wraz z wiekiem bardzo się zmieniają.
Dlatego rodzina wybiera miejsca, gdzie można łączyć zwiedzanie, przyrodę i aktywność fizyczną. „Nasze dzieci muszą się codziennie poruszać. Jeśli nie mają ruchu, wyjazd zamienia się w koszmar” – podkreśla Janka.
Małe dzieci w podróży? Najprostszy etap
Wbrew popularnym opiniom Janka uważa, że najłatwiej podróżuje się z bardzo małymi dziećmi. Do trzeciego roku życia wystarcza im bliskość rodzica – nosidełko, wózek i poczucie bezpieczeństwa. Z wiekiem pojawiają się oczekiwania, potrzeba różnorodności i więcej planowania.
Paradoksalnie, przy trójce dzieci jest często łatwiej niż przy jednym – bo dziewczynki bawią się razem, a dorośli nie muszą nieustannie organizować im czasu.
Elektronika, pakowanie i podróżnicze „patenty”
W rozmowie pojawia się też temat telefonów i elektroniki. W domu Janki telewizora nie ma, dlatego hotelowa telewizja bywa atrakcją samą w sobie. Elektronika w podróży jest u nich regulowana – bez zakazów, ale z jasno ustalonymi zasadami.
Pakowanie również ewoluowało. Starsze dziewczynki przygotowują swoje rzeczy same, a Janka tylko uzupełnia niezbędne elementy. Jak przyznaje, doświadczenie nauczyło ją, że większość rzeczy i tak zostaje nieużyta, a ulubione ubrania dzieci noszone są bez względu na to, ile innych znalazło się w walizce.
Standby, elastyczność i brak rezerwacji
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów ich podróży jest latanie na biletach standby – bez gwarancji miejsc w samolocie. Oznacza to pełną elastyczność, ale też brak wcześniejszych rezerwacji noclegów czy samochodu. Plan istnieje, ale realizowany jest na bieżąco, już po przylocie.
Dla Janki to źródło spokoju, a nie stresu. Paradoksalnie, pierwszy wyjazd „zapięty na ostatni guzik” – z biletami niskokosztowymi i noclegami kupionymi z wyprzedzeniem – okazał się najbardziej nerwowy.
Gdzie z dziećmi jest najłatwiej?
Wśród zaskoczeń pojawiają się Malediwy, które – wbrew wyobrażeniom – okazały się jedną z najłatwiejszych destynacji z dziećmi. Ciepła woda, brak fal i możliwość spędzania całych dni w morzu sprawiły, że dziewczynki do dziś wspominają ten wyjazd jako jeden z najlepszych.
Nie każde miejsce budzi jednak taki entuzjazm – Maroko nie przypadło dzieciom szczególnie do gustu, choć program był różnorodny. Jak podkreśla Janka, kluczowe jest przyzwyczajenie do podróży od najmłodszych lat – wtedy sama zmiana otoczenia staje się ekscytująca, niezależnie od kierunku.