czwartek, 22 lutego 2024
Imieniny: PL: Małgorzaty, Marty, Nikifora| CZ: Petr
Glos Live
/
Nahoru

Nauczyciel z dyrygencką batutą | 28.04.2019

Kojarzony jest bardziej z dyrygencką pałeczką niż kredą. Mówi o sobie, że z połowy czuje się muzykiem, a z połowy nauczycielem. Leszek Kalina, nauczyciel Polskiego Gimnazjum w Czeskim Cieszynie, został laureatem tytułu Wybitna Osobistość Pedagogiczna Miasta Czeskiego Cieszyna. 

Ten tekst przeczytasz za 3 min. 45 s
Leszek Kalina uczy w gimnazjum od ponad 30 lat. Fot. BEATA SCHÖNWALD

 
Czy lubi pan odbierać nagrody?
– Można powiedzieć, że lubię, bo tu nie chodzi o nagrodę jako taką, ale raczej o to, że to, co człowiek robi i ile czasu temu poświęca, zostaje zauważone i docenione. 

Ta przyznana przez Miasto Czeski Cieszyn dotyczy pana pracy pedagogicznej. Jaki jest pana nauczycielski życiorys?
– U mnie było tak, że jeszcze zanim rozpocząłem studia pedagogiczne, już byłem nauczycielem. Tak się bowiem złożyło, że nie mając rodziców z legitymacją partyjną, mimo bardzo dobrze zdanego egzaminu wstępnego nie dostałem się na mój wymarzony kierunek – muzykologię w Brnie. Z tego powodu rok uczyłem w szkole muzycznej w Jabłonkowie, a potem nie próbowałem już szczęścia w Brnie, tylko zgłosiłem się na studia pedagogiczne wychowania muzycznego i języka czeskiego. Po zaliczeniu obowiązkowej służby wojskowej w 1989 roku rozpocząłem pracę częściowo w czeskocieszyńskiej Polskiej Szkole Podstawowej, a częściowo w Polskim Gimnazjum. W rok później pożegnałem się jednak z podstawówką i odtąd w naszym „gimplu” trwam, męczę się i cieszę. 

Wspominał pan język czeski. Z tym przedmiotem pana mało kto w gimnazjum kojarzy…
– Bo też już bodajże od prawie 25 lat nie uczę języka czeskiego i tylko i wyłącznie skupiam się na sprawach związanych z muzyką. Jak jednak wiadomo, moją specjalnością oprócz pedagogiki wychowania muzycznego i historii muzyki jest również chóralistyka, a w tej dziedzinie język odgrywa ważną rolę. Na pewno nie można więc powiedzieć, że studia języka czeskiego były dla mnie nieprzydatne.

Pana pierwotnym marzeniem była muzykologia. Nie żałuje pan, że los popchnął pana za katedrę?
– Myślę, że nawet dobrze się stało. Jako muzykolog prawdopodobnie poświęcałbym się pracy naukowej gdzieś w muzeum, natomiast jako nauczyciel i dyrygent mogę obcować z muzyką w bardziej namacalny sposób. Nie ma czego żałować. 

Uczy pan głównie wychowania muzycznego. Czy uważa pan, że temu przedmiotowi poświęcana jest w programach szkolnych należyta uwaga?
– Jeśli chodzi o Czechy, to można powiedzieć, że w miarę tak, chociaż istnieją kraje, takie jak Japonia, gdzie muzyce poświęca się w szkołach o wiele większą uwagę. Z drugiej strony mamy po sąsiedzku Polskę, gdzie wychowanie muzyczne zostało odsunięte na boczny tor i obecnie jest traktowane w ramach ogólnego przedmiotu sztuka. Tymczasem pamiętam, że kiedy byłem na studiach, to właśnie w czechosłowackich gimnazjach nie uczono wychowania muzycznego, a w polskich liceach były muzyki aż trzy lata. 

Obecnie uczeń gimnazjum w RC może wybierać między wychowaniem muzycznym i plastycznym. Czy nie uważa pan, że w ramach wykształcenia ogólnego nie powinny oba przedmioty być obowiązkowe, podobnie jak np. literatura?
– Absolutnie można się z tym zgodzić, bo też nie rozumiem, dlaczego literatura ma być lepsza od muzyki czy sztuk plastycznych. Z drugiej strony szczerze wątpię, że pojawi się lepsze rozwiązanie, jeśli chodzi o naukę muzyki i plastyki w gimnazjach, niż to, które obecnie funkcjonuje. 

Czy zdarza się, że ktoś zdaje maturę z pana przedmiotu?
– Tych ludzi, którzy zdawali maturę z wychowania muzycznego jest prawie 50. Zwłaszcza w pierwszym dziesięcioleciu po przywróceniu wychowania muzycznego do gimnazjów ten przedmiot stał się bardzo popularny. Sporo osób zgłaszało się na studia nauczycielskie wychowania muzycznego. Natomiast na chwilę obecną chętni zdarzają się mniej więcej raz na trzy lata.



Może Cię zainteresować.