wtorek, 20 lutego 2024
Imieniny: PL: Anety, Lehca, Leona| CZ: Oldřich
Glos Live
/
Nahoru

Sabina Firla, psycholog szkolny: Milczenie też może być rozmową | 14.05.2023

Sabina Firla skończyła Polskie Gimnazjum w Czeskim Cieszynie oraz psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Po studiach przez jakiś czas pracowała w Pradze, m.in. w zakresie szkolenia menedżerów w komunikacji z podwładnymi. Kiedy założyła rodzinę, wróciła na Zaolzie i od stycznia pracuje w gimnazjum na stanowisku psychologa szkolnego. 

Ten tekst przeczytasz za 5 min. 30 s
Psycholog Sabina Firla dyżuruje w gimnazjum w każdy czwartek. Fot. BEATA SCHÖNWALD

Czy będąc uczennicą gimnazjum, miała pani wrażenie, że przydałby się w szkole psycholog?
– Ja wtedy chyba nawet nie wiedziałam, że taki psycholog mógłby być w szkole, ponieważ jeśli były jakieś konflikty, to byliśmy w stanie się z nich wygadać. Dzisiejsza młodzież jest bardziej zamknięta w sobie i potrzebuje dodatkowego impulsu, żeby okazać swoje emocje.  

Ogólnie jaka jest rola psychologa szkolnego?
– Psycholog szkolny jest w szkole dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy, rozmowy. Jego głównym zadaniem jest komunikacja z młodzieżą w celu rozwiązywania problemów szkolnych. W praktyce jednak trudno oddzielić kwestie szkolne od tych pozaszkolnych, ponieważ wszystkie problemy, z którymi uczeń musi się zmierzyć – w pierwszych miłościach, relacjach z rówieśnikami czy w domu z rodziną – ostatecznie rzutują na to, jak mu się w szkole powodzi. Kiedy głowa jest pełna innych spraw, wtedy trudno skupić się na nauce. 

Czy są sytuacje, kiedy psycholog ma obowiązek zgłoszenia problemu na policję?
– Jeśli chodzi o sytuację zagrażającą życiu lub kwalifikującą się jako czyn karny, psycholog, tak jak każdy inny człowiek, powinien zawiadomić policję. W przypadku psychologa szkolnego prawdopodobnie działoby się to za pośrednictwem szkoły. Inne procedury dotyczą jednak osób nieletnich, za których odpowiedzialność ponosi opiekun prawny i podlegają Organowi Socjalno-Prawnej Ochrony Dzieci, a inne młodzieży po ukończeniu 18. roku życia. 

Pani rozpoczęła pracę raptem cztery miesiące temu. Czy młodzież zaczęła już panią odwiedzać?
– Przez pierwszy miesiąc nikt nie zapukał do moich drzwi, a potem, choć z obawami, zaczęli przychodzić. Myślę, że ta niepewność wynikała z tego, że byłam dla nich obcą osobą, z którą nikt nie miał jeszcze żadnych doświadczeń. Wydaje mi się, że pierwsze lody udało się jednak przełamać, choć takiej wizycie zawsze będzie towarzyszyć pewien niepokój.

Nie zdradzając szczegółów, z czym gimnazjaliści najczęściej przychodzą do pani?
– Zwykle przychodzą do mnie osoby, które próbowały już różnych możliwości, żeby dany problem rozwiązać, niestety, bezskutecznie. Najczęściej chodzi o stres, nagłe ataki paniki, stany lękowe, ale też problemy w rodzinie czy związkach miłosnych. Czasami pojawiają się bardziej skomplikowane przypadki, które wymagają skierowania do psychologa klinicznego. Tak jest np. w przypadki depresji, którą mogę podejrzewać, ale nie mogę powiedzieć o tym klientowi, ponieważ nie posiadam do tego uprawnień. 




Jak pani uważa, skąd się biorą u młodzieży stany lękowe?
– Przypisuję to pandemii, kiedy przez rok młodzież była zamknięta w domach bez możliwości osobistego kontaktu z rówieśnikami. Nastolatkowi z pewnością nie służy ograniczenie kontaktów międzyludzkich do kontaktów z rodzicami, a restrykcje sanitarne na więcej nie pozwalały. Młodzież w tym wieku nie ma w zwyczaju zdradzać rodzicom swoich tajemnic, a robienie tego w Internecie nie jest szczęśliwym rozwiązaniem. Wyrażanie swoich uczuć za pomocą „emoji” może bowiem powodować, że zostaną one źle odczytane. Z kolei te osoby, które miały trudności z nawiązywaniem relacji, jeszcze bardziej utwierdziły się w tym czasie w przekonaniu, że dobrze im jest w samotności, co jeszcze bardziej uwypukliło ich problem.  

Czy istnieje możliwość porady anonimowej? Na przykład na zasadzie, że dzwonię z komórki i mówię tylko, że uczę się w gimnazjum? 
– Teoretycznie taka możliwość istnieje, choć absolutnie jej nie polecam. Oczywiście, można umówić się na takie spotkanie albo wysłać e-mail, ale sama rozmowa, jeśli ma przynieść pożądany efekt, powinna odbywać się twarzą w twarz. Są spotkania, na których nie padnie ani jedno słowo, bo dana osoba tylko milczy lub płacze. Jednak paradoksalnie taka rozmowa bez słów też może pomóc, bo ten ktoś znalazł miejsce, gdzie może pomilczeć w obecności drugiego człowieka. W takich sytuacjach nie ponaglam, nie zadaję pytań, tylko czekam. Ten pierwszy krok musi zrobić uczeń, który przyszedł do mnie. Zdarza się, że kiedy taki młody człowiek w końcu zdecyduje się mówić, zasypuje mnie istną lawiną słów i nagromadzonych problemów, z których staramy się później wspólnie wybrnąć. Skoro jednak wspomniała pani o anonimowości, to z pewnością należy podkreślić, że wszystko to, o czym mówimy w czasie tych spotkań – z wyjątkiem sytuacji, o których mam obowiązek powiadomienia policji – jest objęte tajemnicą zawodową. 

Co chciałaby pani przekazać tym wszystkim, którym brakuje odwagi, żeby przyjść i porozmawiać, a mają taką potrzebę?
– Przede wszystkim to, że też jestem zwykłym człowiekiem, który ma swoje problemy i któremu też nie zawsze wszystko wychodzi, i że nie muszą się obawiać, że dostaną etykietkę, że coś jest z nimi nie tak. Ja jestem tu dla nich, żeby ich wysłuchać, zarówno kiedy będą mówić, jak i wtedy, kiedy będą płakać lub milczeć. Chcę tym wszystkim niezdecydowanym powiedzieć, że naprawdę nie ma się czego bać.



Może Cię zainteresować.